Co jakiś czas nasz portal donosi o nowych zwycięstwach na froncie druku 3D. Fantazyjne krany, czy instrumenty muzyczne nikogo już nie dziwią, słyszeliśmy przecież o drukowaniu broni, samochodów na energię słoneczną, mostówsokołów? OK, prościej jest przyjąć, że nowe drukarki 3D poradzą sobie w zasadzie ze wszystkim.

Nic dziwnego, że z tej rewolucyjnej technologii korzysta również przemysł medyczny. Nie od dziś mówi się o drukowaniu żywych komórek , czy obrazowaniu naczyń krwionośnych.

Tym razem za drukowanie 3D wzięli się kardiolodzy ze Szpitala Dziecięcego Helen DeVos w stanie Michigan. Dzięki wykorzystaniu tomografii komputerowej do zobrazowania budowy zewnętrznej i jednoczesnym użyciu trójwymiarowej echokardiografii przezprzełykowej do określenia kształtu wewnętrznego naczyń krwionośnych, badacze byli w stanie stworzyć cyfrowy obraz „bijącego”, ludzkiego serca. Stąd już tylko krok do czegoś, co jest w stanie „przełknąć” urządzenie zdolne do druku 3D – do stworzenia odpowiedniego modelu użyto belgijskiego oprogramowania „Materialise”.

Można tu mówić o swego rodzaju przełomie. Żaden komputerowy obraz nie da kardiochirurgowi tyle informacji co namacalny obiekt – zwłaszcza jeśli łączy on w sobie efekty nie jednej, a dwóch niezależnych metod diagnostycznych. Nie ma również przeciwwskazań, by wydrukowany model uwzględniał wyniki jeszcze innych, odrębnych badań. Mówi się o dużych możliwościach związanych z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego do lepszego odwzorowania wnętrza organu i jego tkanki mięśniowej.

Lekarze z Michigan uważają, że ich odkrycie przyczyni się do lepszej indywidualizacji kardiologii. Dotychczasowe metody – niepozwalające równie dobrze łączyć danych z różnych źródeł – oferują mniejsze możliwości poznania organizmu konkretnego pacjenta.

[źródło i grafika: news.discovery.com]