Na początku nowożytnej historii smartwatchy, gdzieś od debiutu pierwszego Pebble, byłem przekonany, że to sprzęt całkowicie nie dla mnie. Mało tego, myślałem, że smartwatche są bez sensu jako ogół, bo ani to ładne, ani potrzebne. Trochę zmieniła to pierwsza Moto 360, bo była ładna, niemniej w dalszym ciągu byłem zdania, że wykastrowany smartfon na nadgarstku to skrajna głupota. Jednakże, pół roku korzystania z ASUS ZenWatch sprawiło, że nieco zmieniłem zdanie i zacząłem dostrzegać liczne plusy inteligentnych zegarków.

Trzydziestka bliżej niż dalej, własny ślub na horyzoncie, bóle krzyża i zniszczone stawy (sport, a póżniej siedzący tryb życia niszczą człowieka) – to wszystko sprawiło, że szukałem na własny prezent urodzinowy czegoś, co ucieszy drzemiące we mnie dziecko, będzie praktyczne, a i będę mógł korzystać z tego mając na sobie garnitur czy spacerując po działce w dresowych spodniach. Ciekawe kryteria, czyż nie?

Zastanawiając się nad tym, co mógłbym zasugerować najbliższym jako własny prezent, zostawiłem powyższe kryteria z wykonywanym zawodem i doszło do mnie, że dusza gadżeciarza ucieszy się z ładnego smartwatcha. No i zaczęło się kombinowanie, jakie urządzenie wybrać, by spełniało swoje zadania, a do tego wyglądało jakoś na nadgarstku. Powiem Wam, że wybór nie był łatwy.

ASUS ZenWatch pogoda

Smartwatche, czyli urządzenia niedoskonałe

Proces zakupowy ruszył i pierwsze, co rozwiązałem to ograniczenia inteligentnych zegarków. Praca na baterii – skandalicznie krótka, funkcjonalność jako samodzielny sprzęt – niemal żadna, cena – horendalna. Innymi słowy, na początku poszukiwania odpowiedniego zegarka stwierdziłem, że to drogie urządzenie do sprawdzania pogody, który rozładowuje się szybciej niż młode dziewczyny tracą dziewictwo, kosztuje pół wypłaty, a bez smartfona potrafi pokazać godzinę i… ma kalkulator

Pierwsze przemyślenia, no i kryzys. Byłem już skrajnie blisko, by zdecydować się na porządny, klasyczny zegarek. I wtedy, kolega z redakcji oznajmił wszem i wobec, że kupił sobie ASUS ZenWatch i jest super. No to sprawdzam, pomyślałem. Praca na baterii równie skandaliczna, jak wszystko co działa w oparciu o Android Wear, a funkcjonalność, z grubsza, identyczna. Ale wygląd – rewelacja! Skóra, stal, no w to mi graj. A do tego, świetna, chwilowo bardzo niska cena, jak na taki gadżet, no i ekran wykonany w najlepszej dla smartwatchy technologii, no może jeszcze E Ink jest równie udany, choć to już inna bajka. Szybka analiza konkurencji i decyzja zapadła, bierzemy… tfu, dostaję na prezent ASUS ZenWatch.

ASUS ZenWatch menu

Dlaczego nie Pebble lub Moto 360?

To dobre pytanie. Pebble, czyli protoplasta nowoczesnych smartwatchy przegrał w zawodach głównie dlatego, że jest mało garniturowy, a – chcąc nie chcąc – coraz częściej zdarza mi się paradować w marynarkach, koszulach, czasem całych garniturach. Pewnie są tacy, którzy się ze mną nie zgodzą, ale wygląd zegarków Pebble – może poza modelem Steel – jest raczej młodzieżowy, mało klasyczny, mało elegancki. Moja opinia nie odbiera im, rzecz jasna, funkcjonalności oraz pewnej klasy – ot, choćby pod względem czasu pracy na baterii urządzenia ta ciągle zostawiają konkurencję w tyle – ale w mój gust zegarki te zwyczajnie nie trafiły.

Przed podjęciem decyzji, a nawet i po jej podjęciu, a przed kupnem, zastanawiałem się nad konkurencją pracującą na systemie Android Wear i nie tylko. Rozważałem model Alcatel OneTouch Watch, myślałem nad pierwszą, dla wielu kultową Moto 360, a nawet przez chwilę kombinowałem, czy nie nabyć sobie klasyka, by w ogóle wypróbować te urządzenia, czyli LG G Watch, lub wybrać coś, co jest po prostu tanie i na swój sposób nawet ładne – Sony Smartwatch 2.

Alcatel odpadł, bo ma zbyt zamknięty i ograniczony ekosystem, a i wyświetlacz nie zachwycał. LG G Watch nie wytrzymał naporu konkurencji, bo jest stary i… stary, a propozycja Sony przegrała w starciu z funkcjonalnością oraz obsługą Android Wear, który to system zwyczajnie mi przypasował. Najdłużej zastanawiałem się nad Moto 360. Zegarek jest ładny, diablo estetyczny, funkcjonalny oraz stosunkowo niedrogi, jak na te gadżety. Myślałem więc, odwiedzałem sklepy, oglądałem i porównywałem organoleptycznie, który model będzie do mnie najlepiej pasował. Który będzie zdrowym kompromisem z perspektywy niedoświadczonego użytkownika, który jakieś tam potrzeby ma i nie interesuje go po prostu elektroniczny zegarek za kilkaset złotych.

ASUS ZenWatch, czyli decyzja zapadła

Stało się. Wybrałem propozycję ASUS-a i po krótkim oswajaniu się z tym zegarkiem uznałem, że był to dobry wybór. Dziś zaś, po pół roku codziennego używania ASUS ZenWatch stwierdzam, że to świetny zegarek, a smartwatche to naprawdę sensowne urządzenia. Niemniej proces oswajania się z tym zegarkiem chwilę trwał, a dopiero po kilku miesiącach poznaliśmy się na tyle dobrze, że odpowiadamy na swoje potrzeby bez namysłu: ja wiem, kiedy go naładować, a on wie, co ma mi pokazać w powiadomieniach.

ASUS ZenWatch wygląd

Pierwsze kroki nie były jednak najłatwiejsze, gdyż nie wiedziałem, co w gruncie rzeczy taki zegarek ma robić, poza tym, że ma być inteligentny. Kombinowałem więc z tarczami zegarka i nieustannie szukałem nowych aplikacji. Chciałem, by ASUS ZenWatch robił wszystko: by jego tarcza wyglądała zawsze super, elegancko i modnie, by była funkcjonalna i pokazywała aktualną pogodę, ilość wykonanych przeze mnie kroków, wilgotność powietrza, nieodebrane połączenia i SMS-y, liczbę spalonych kalorii, no i godzinę. Po prostu, chciałem by zegarek informował mnie o wszystkim, zatem ciągle zmieniałem w nim, co tylko mogłem zmienić. Całe szczęście jednak, w końcu zmądrzałem.

Dziś ASUS ZenWatch pokazuje mi na swojej tarczy wyłącznie godzinę i stopień swojego naładowania. Wszystko inne obsługują powiadomienia. I to w zupełności wystarcza. Urządzenie informuje o przychodzących połączeniach, SMS-ach, wiadomościach wszelkiego rodzaju oraz przypomnieniach z kalendarza. Pozwala na zarządzanie odtwarzaczem muzyki, wyświetla informacje o nawigacji: na pełnym ekranie lub w postaci wskazówek. Poza tym, na spotkaniu czy konferencji, gdy nie mogę sięgnąć po telefon ASUS ZenWatch pozwala mi na szybkie napisanie odpowiedniego SMS-a – po doinstalowaniu odpowiedniej aplikacji – co już kilka razy ratowało mi nieco skórę. To wszystko sprawia, że używając inteligentnego zegarka znacznie rzadziej sięgam po swój telefon i ową oszczędność czasu uważam dziś za największą zaletę smartwatchy.

Jak widać, po kilku miesiącach korzystania z ASUS ZenWatch dostrzegam wiele plusów tego zegarka, choć i minusy w postaci częstego ładowania również należy odnotować. Dziś, mając możliwość zweryfikowania swojego wyboru sprzed pół roku, stwierdzam, że ponownie zdecydowałbym się… tfu, poleciłbym bliskim, by sprawili mi ten zegarek na urodzinowy prezent. Gadżet ten ułatwia mi mocno życie, pozwala być w kontakcie niemal zawsze i odpowiednio reagować na sprawy pilnej natury. Poza tym, dobrze wygląda i pokazuje godzinę, a to zawsze jakiś plus. Dziś doskonale rozumiem entuzjastów smartwatchy, bowiem sam stałem się jednym z nich i dostrzegając ich zalety, wszystkim niezdecydowanym podpowiadam, dajcie im szansę, bo to całkiem sensowne urządzenia.