W latach 50-tych wydawcy komiksów już wiedzieli, że Złota Era komiksu superbohaterskiego minęła bezpowrotnie – naiwne historie o nadludziach zostały wyparte przez komiksy przygodowe i westerny, a w mroku Zimnej Wojny miejsce dla siebie znalazły opowieści pełne grozy i przemocy. Wydawało się że bohaterowie pokroju Supermana czy Kapitana Ameryki byli tylko wykwitem sezonowej mody, która chwilę potrwała i już się skończyła i nie powróci. Okazało się, że jest zupełnie na odwrót, a o powrocie nurtu do popularności zaważył specyficzny splot wydarzeń.

O powrocie superherosów do gry zaważyło wprowadzenie autocenzury. Psychiatra Fredric Wertham prowadził wtedy kampanię przeciwko negatywnemu wpływowi komiksów na młodzież. W centrum jego zainteresowań były publikacje EC Comics, groteskowe i naturalistyczne w swojej wizualnej treści. Wertham poświęcił tematowi publikację „Seduction of the Innocent”, nad problemem pochylił się też amerykański senat. Ogólna atmosfera przypominała niedawne pełne histerii reportaże amerykańskich telewizji, z których wynikało, że gry wideo piorą mózgi dzieci i młodzieży, tylko że głównym oskarżonym, odpowiedzialnym oczywiście za przestępczość i całe zło wszechświata, były komiksy.

W efekcie powołano Comics Code Authority – specyficzny kodeks, określający co może, a co nie ma prawa znaleźć się w komiksie. Nowy system niby nie był dosłownie traktowaną regulacją rynku – publikacje spełniające wyznaczone normy wyróżniały się tylko oznaczeniem na okładce. W praktyce jednak dystrybutorzy unikali rozprowadzania nieoznaczonych przez CCA komiksów, by unikać oskarżeń o szerzenie demoralizacji wśród nieletnich. Kodeks nakazywał jednoznacznie przedstawianie herosów, czarno-białe portretowanie stróżów prawa i światka przestępczego, zakazywał przedstawiania przemocy, uwodzenia czy gwałtu – nie mogły być one nawet sugerowane w treści komiksu. Publikacje pełne grozy i gore dostały czerwoną kartkę, a same ograniczenia wkrótce doczekały się odreagowania twórców w całej fali komiksu podziemnego. Tymczasem komiks superbohaterski został definitywnie zamknięty w ramach, które ująć mogły najwyżej niewymagających nastolatków.

Dziurę po EC Comics zapełniły kolejne nowe publikacje znanych już graczy, wprowadzając na karty komiksów bohaterów, których znamy do dziś. Złota Era przyniosła prototypy i symbole, spośród których tylko niewielka część przeszła próbę czasu. W epoce srebrnej, bazując na patentach które zdały egzamin, wprowadzono na rynek całą armię nowych postaci. DC, kontynuując wydawanie przygód Supermana i Batmana, zdecydowało się na lifting kilku postaci. Najważniejszą zmianą był prawdopodobnie nowy Green Lantern, dopasowany do bieżącego kontekstu. Schedę po inżynierze, który pełnił tą rolę od lat 40-tych, w epoce wyścigu zbrojeń przejął wojskowy pilot-oblatywacz Hal Jordan, stając się najpopularniejszą jak dotąd ziemską Zieloną Latarnią. Nowy kosmiczny żandarm nie był jedyną nową propozycją DC. Nowej inkarnacji doczekał się też Flash. Postać w stroju nawiązującym do Merkurego zastąpił jegomość w czerwonym trykocie ze skrzydełkami. O ile wcześniejszy Flash nabył nadludzką moc wdychając opary ciężkiej wody, w genesis jego następcy istotną rolę odegrało uderzenie błyskawicy. Nabywanie mocy na skutek traumy stało się zresztą patentem wykorzystywanym przez całą epokę, i stosowanym do dziś. DC było na fali, a do poszczególnych bohaterów dołączono też w roku 1960 przygody Justice League of America, de facto pierwszej komiksowej grupy superherosów z prawdziwego zdarzenia. Radzili sobie na tyle dobrze, że konkurencja zdecydowała się na kontratak.

Kolejny rok przyniósł premierę pierwszego zeszytu Fantastycznej Czwórki, pierwszej supergrupy, i jednocześnie pierwszej komiksowej rodziny Marvela. Każde dysponowało swoimi własnymi mocami, które znowu wyzwoliła trauma – tym razem wyzwalaczem było kosmiczne promieniowanie. Seria od razu stała się sukcesem, a scenarzysta Stan Lee i rysownik Jack Kirby (weteran i autor sukcesu między innymi Kapitana Ameryki) szybko zaczęli zaludniać świat kolejnymi postaciami i łotrami, coraz częściej spotykających się na stronach różnych komiksów, i tworząc w ten sposób coraz bardziej rozległe, choć nie do końca spójne uniwersum. Promienie gamma wyzwoliły moc Hulka. Radioaktywna substancja oślepiła przyszłego Daredevila, ale też wyostrzyła inne jego zmysły. Napromieniowany pająk ugryzł Petera Parkera, w efekcie czego narodził się Spider-Man. Wydawnictwo szło za ciosem – z sukcesem mnożyło także supergrupy. Wkrótce do życia powołano Avengersów i X-Menów.

Mutanci, znani jako Dzieci Atomu, to świetny przykład funkcjonowania amerykańskiego rynku z tamtych lat, z wszystkimi istniejącymi po dziś dzień kontrowersjami. Za stworzenie grupy odpowiadają wspomniani już Lee z Kirbym, z których rąk wyszła rzesza superherosów. Przez lata zeszyty z wymyślonymi przez nich bohaterami otwierało zdanie ‚Stan Lee przedstawia:’, skrzętnie pomijano jednak wkład faktycznie wymyślających fabułę rysowników, do których scenarzysta zwykle dopisywał tylko zawartość dymków. Jak po paru dekadach mówił Alan Moore: ‚Był powód, dla którego ‚Wesoły’ Jack Kirby nie zawsze był wesoły, ‚Niezawodny’ Steve Ditko nie zawsze by niezawodny, za to ‚Uśmiechnięty’ Stan Lee zawsze się uśmiechał’. Sam Ditko współodpowiadał za sukces Spider-Man, przez końcowy okres pracy zupełnie nie utrzymując kontaktu z Lee, a wydawnictwo opuścił w mało wesołej atmosferze. Wracając jednak do przygód X-Menów – kontrowersje nie kończyły się na zakulisowych praktykach w samym wydawnictwie. Pojawiły się sugestie, że pomysł na grupę wyrzutków społecznych, z którymi mogły by identyfikować się różnorakie mniejszości, nie narodziła się w łonie Marvela. W podobnym czasie DC wypuściło serię o grupie Doom Patrol, nad którą prace miały rozpocząć się wcześniej – podobieństw jest dostateczna ilość, by wątpić w zbieg okoliczności.

Srebrna Era wniosła jednak więcej, niż nowych bohaterów. Marvel postawił na coś, co zbagatelizowała konkurencja. Gdy DC proponowało nowych bohaterów, będących w ‚cywilu’ wojskowym pilotem czy policjantem, ich konkurenci stawiali na ‚zwykłych ludzi’. Bruce Banner, nim zmienia się w Hulka, jest po prostu naukowcem, dla którego pierwsza przemiana w Hulka stała się przekleństwem. Peter Parker to po prostu uczeń. Donald Blake, który przeobraża się w Thora, to student medycyny. Czytelnikom dużo łatwiej było identyfikować się z takim bohaterem i jego codziennymi problemami, jednocześnie fantazjując o super-mocach. Zwłaszcza, gdy bohaterowie ci zamieszkiwali autentyczne miasta Stanów Zjednoczonych, a nie symboliczne i oderwane od rzeczywistości Gotham czy Metropolis. Dodatkowo panowie z Marvela wystawiali nos poza komiksy – wyglądali za okno, i przynajmniej powierzchownie starami się wiązać komiksy z rzeczywistością, co widać choćby po X-Menach, którym przypisywano symbolizowanie Afroamerykanów, homoseksualistów czy innych grup, nie mogących liczyć w latach 60-tych na róne traktowanie. Pojawili się też Black Panther czy Luke Cage, herosi czarnej mniejszości, większy nacisk postawiono też na zaniedbywane dotąd bohaterki płci pięknej.

Srebrna Era była zwrotem w stronę rzeczywistości, odejściem od naiwności pierwszych superherosów. Za jej końcówkę uważa się początek lat 70tych. W tamtym okresie pojawił się też jeden z najważniejszych zeszytów w historii superbohaterskiego medium. W 1973 roku Spider-Man, próbując uratować swoją dziewczynę Gwen Stacy, pośrednio doprowadza do jej śmierci. Onomatopeja ‚SNAP’, symbolizującą dźwięk łamanego karku staje się pewnym symbolem, tak samo jak doprowadzenie do śmierci kogoś, kogo życie właśnie się ratuje, staje się momentem granicznym dla gatunku. Superbohaterowie nie są już wszechmocni. Popełniają błędy. Pomimo intencji, też bywają sprawcami dramatycznych sytuacji. To koniec idealizmu i krystalicznie czystych herosów. Cenzorski kodeks dalej funkcjonował, ale autorzy zaczęli czuć, że jest im coraz bardziej duszno wśród krępujących ich ograniczeń. Kończyła się epoka niezmąconego optymizmu, towarzyszącego opowieściom o trykociarzach.

Drugi po Złotej Erze okres amerykańskiego komiksu przypada na ciekawy okres w historii USA, korespondujący zarówno z jej początkiem, jak i końcem. Skończyła się powojenna smuta, trał wyścig zbrojeń, ale masy dużo bardziej zafascynowane były wyścigiem w kosmosie. Gdy Fantastyczna Czwórka ulegała napromieniowaniu Amerykanie fascynowali się równocześnie obietnicami J.F. Kennedy’ego, że do końca dekady człowiek wyląduje na księżycu. Jurij Gagarin okrążał Ziemię, akcentując władzę ludzi nie tylko na powierzchni planety, ale i na jej orbicie, a Hal Jordan przyjmując pierścień Zielonych Latarni przejmował na siebie odpowiedzialność za tą część galaktyki. To początek podboju kosmosu, co przelało się na strony komiksów w równym stopniu co rozwój technologii atomowej.

Gdy superbohaterowie na ochotnika brali na siebie odpowiedzialność za porządek na ulicach, Stany Zjednoczone angażowały się w konflikt w Wietnamie, pragmatycznie ale i naiwnie włączając się w wojnę, której wygrać nie mogły. Koniec Srebrnej Ery przypada na początek lat 70-tych, gdy opadł cały optymizm hippisów, tak samo jak rozwiały się już wątpliwości dotyczące konfliktu w Azji. Okazało się że potężny żandarm może być bezsilny, a jego angażowanie się w problematyczną sytuację może wyrządzić tyle samo złego, co dobrego. W końcu wielka siła, to także wielka odpowiedzialność. Snap! Łamie się kark Gwen Stacy. Kończy się Srebrna Era, a zaczyna Brązowa, cechująca się zarówno mniej optymistycznym spojrzeniem na bohaterów z emblematami na ubraniu, jak i na świat.

Co ciekawe – z wiedzy historyków amerykańskiego komiksu wynika, że rewolucyjny komiks, który wyznaczył koniec pewnej epoki, powstał niejako przypadkiem. Autorzy uznali, że jego związek z Gwen powinien iść do przodu, ale Spider-Man jest na to zbyt młody, a publiczność nieprzygotowana na taki rozwój tej postaci. Prościej było ją zabić, naznaczając herosa skazą, a serii dodając dramatyzmu. Podobnie Comics Code Authority – jako system ograniczający ekspresję autorów, jednocześnie przypadkiem przyczynił się do wyznaczenia gatunkowych norm i konwencji, tworząc utrwalony w popkulturze symbol superbohatera ze spiżu. Do czasu. Tłumienie wolności wypowiedzi doprowadziło do nagromadzenia ciśnienia i eksplozji, która miała dopiero nadejść.

promocja