Nie, w tytule nie ma błędu. Jeden z najbardziej znanych producentów dronów na świecie postanowił zaprezentować w pełni zautomatyzowaną, autonomiczną… doniczkę. Czy jest to niepotrzebny gadżet nastawiony na tanie zdobycie rozgłosu (nie ważne co mówią, ważne by nie przekręcali nazwy firmy)? A może raczej błogosławieństwo dla osób które „nie mają ręki do kwiatów” lub które często wyjeżdżają w dłuższe podróże?

Co właściwie robi automatyczna doniczka? Na pewno, w przeciwieństwie do większości innych produktów francuskiej firmy Parrot, nie lata. To może nawet lepiej. Nie chcielibyśmy przecież, żeby doniczki zaczęły spadać nam na głowy. Nie jeździ również, dzięki czemu nie rozsypie na dywanie ziemi i zwiędłych liści. Za to monitoruje stale wilgotność gleby i automatycznie podlewa nasze kwiaty.

Urządzenie (dożyliśmy czasów, w których doniczkę można nazwać urządzeniem…) ma cztery różne tryby pracy. W trybie „perfect drop” doniczka dba o rośliny całkowicie samodzielnie. W drugim, „plant sitter”, urządzenie regularnie dozuje wodę z wbudowanego zbiornika. „Expert” to tryb pozwalający nam na dostrojenie parametrów pracy urządzenia, natomiast w ostatnim trybie, „manual”, użytkownik sam każdorazowo decyduje o podlaniu roślinki, a doniczka informuje go tylko o opróżnieniu pojemnika na wodę. Komunikacja pomiędzy doniczką a użytkownikiem odbywa się oczywiście za pomocą stosownej aplikacji mobilnej, dostępnej zarówno w wersji na Androida jak i iOS.

Doniczka ma 30 centymetrów wysokości i 20 centymetrów średnicy. Wbudowany zbiornik ma pojemność 2,2 litra i według producenta pozwala na podlewanie kwiatka przez miesiąc. Wynalazek ma być dostępny w różnych wersjach kolorystycznych: szarego łupka, porcelanowej i ceglanej. Urządzenie ma sobie radzić automatycznie z obsługą 8 tysięcy różnych gatunków roślin. Jeżeli dla kogoś to za mało, zawsze może skorzystać z trybu eksperckiego lub manualnego. Idealne urządzenie dla leni, którym nie chce się podlewać własnych kwiatów.

[źródło i grafika: popsci.com]