[Notka sponsorowana]

Nastał ciężki czas dla branży e-papierosów. Nowe przepisy, które weszły w życie z początkiem września nałożyły zakaz reklamowania i sprzedaży przez internet produktów takich jak e-papierosy i liquidy, a stacjonarnie – zakaz sprzedaży nieletnim oraz mandaty za „palenie” w miejscach publicznych. Tym samym prawo zrównało je pod wieloma względami ze zwykłymi papierosami. Sprzedawcy jednak nie zwalniają tempa i odnajdują się całkiem dobrze w nowej rzeczywistości. W całej Polsce powstają nowe stacjonarne vape-shopy, w których miłośnicy wapowania mogą zaopatrzeć się w urządzenia, liquidy czy inne akcesoria na miejscu – od ręki.

W Warszawie powstał nowy vape-shop przy al. KEN 52/U13, we Wrocławiu przy ul. Wesołej 40, w Katowicach – al. Korfantego 40/1 czy w Opolu przy św. Wojciecha 11 to tylko niektóre nowe punkty sprzedaży e-papierosów otwierane przez jednego z największych sprzedawców, producentów i dystrybutorów produktów do wapowania w Polsce – firmę OKPL (pełna lista sklepów).

Zapotrzebowanie na e-papierosy oraz akcesoria, liquidy czy aromaty jest wciąż duże i stale rośnie. Nic w tym jednak dziwnego – jak wynika z różnych źródeł w Polsce jest około 1.8 mln e-palaczy. Zakaz sprzedaży produktów drogą internetową szybko znajduje odzwierciedlenie w nasilonej sprzedaży w sklepach stacjonarnych. Choć jest to sposób znacznie mniej wygodny – jako jedyny pozostał legalny, a prawie 2 mln waperów w Polsce musi gdzieś zaopatrywać się w aromaty, liquidy i inne akcesoria.

Skąd ta nagonka?

Polskie prawo antynikotynowe jest jednym z bardziej restrykcyjnych w Europie. Problemem jest właśnie nikotyna – związek chemiczny, który występuje w liściach i korzeniach tytoniu. Jednak większość palaczy właśnie z chęci „ucieczki” od nikotyny przesiadła się na e-papierosy. Jak wynika z przeprowadzonych badań ponad połowa badanych zadeklarowała, że całkowicie zerwała z nałogiem, a około 80% użytkowników, którzy nadal palą ograniczyło liczbę wypalanych papierosów aż o 13 sztuk dziennie. Inne niezależne badania ośrodków medycznych również potwierdzają skuteczność używania e-papierosów w kontekście rzucania zwykłego palenia.

Problem tej branży polega na tym, że obecne prawo dotyczące branży e-papierosów bezpośrednio wynika z unijnej dyrektywy tytoniowej i polskiej ustawy antynikotynowej, a politycy nie potrafią lub nie chcą dojrzeć zalet wapowania. Jakby tego było mało zdecydowali się praktycznie zrównać (prawnie) wapowanie z paleniem zwykłych papierosów z nikotyną. To przykład niezrozumienia problemu czy chociażby zasady działania e-papierosów. Niektóre liquidy nie mają w sobie nawet grama nikotyny, są jedynie smakowe. Co więcej – nawet jeśli są wytwarzane liquidy ze śladowymi ilościami nikotyny to służa one nałogowym palaczom w stopniowym zmniejszaniu ilości wdychanych szkodliwych substancji i ostatecznie przyczyniają się do rzucenia nałogu. Politycy zdają się nie zauważać kompletnie pozytywnych aspektów e-papierosów.

Akcyza – kolejna „kłoda pod nogi”

Zdaje się, że nałożone niedawno na branżę zakazy i nakazy to nie koniec uprzykrzania życia firmom z tej branży. Nad e-papierosami wisi jeszcze widmo akcyzy, która może objąć wszystkie kraje Unii Europejskiej. Objęcie akcyzą produktów z tej branży na pewno sprawi, że zdrożeją one proporcjonalnie o nałożony podatek więc ucierpią głównie konsumenci. To jednak nie wszystko. Rynek e-papierosów w Polsce jest wart ok. 250 mln, około 10 osób pracuje w 2 tyś. firm w tej branżygenerując przychód wysokości 1,5 mld zł rocznie. Wielce prawdopodobne, że dodatkowe opodatkowanie spowoduje przejście części biznesu do szarej strefy, a rząd – zamiast skorzystać na wpływach z akcyzy – zacznie tracić w związku ze spadkiem sprzedaży z legalnych źródeł.

Warto zatem uświadamiać, że e-papierosy nie są same w sobie produktem szkodliwym. Są przede wszystkim elektronicznym gadżetem służącym do umilania sobie życia smakowymi aromatami i liquidami – nie jest powiedziane, że każdy kto go weźmie do ręki będzie truł się stężoną nikotyną…

[Notka sponsorowana]

promocja