Ósma generacja konsol na naszym rodzimym rynku nie przedstawia zbyt ciekawych perspektyw. Z trzech graczy póki co, obecne jest tylko Sony, niepodzielnie rządząc i dyktując warunki. Nintendo jest, ale jakby go nie było a Microsoft dopiero przymierza się do desantu na pole bitwy już zdominowane przez wroga. Akt samobójczy? Przyjrzyjmy się bliżej temu, co prezentuje sobą Xbox One oraz jakie mogą być rokowania względem tej platformy.

Fakt, iż gigant z Redmond w ogóle „bawi się” w przemysł rozrywki elektronicznej jest raczej wynikiem przypadku aniżeli przemyślanej strategii biznesowej. Bill Gates nigdy nie był zainteresowany dodatkowymi inwestycjami w tym sektorze. Jednak na drugą gafę na miarę tej poczynionej lata wcześniej z Windows 95 i Internet Explorerem, a raczej jego brakiem w systemie operacyjnym, potentat nie mógł sobie już pozwolić. Wszakże rynek rozrastał się dynamicznie, a przychody z gier rosły z roku na rok. Pierwszy Xbox, duże czarne pudło z udziwnionymi kontrolerami, natrafił na mocnego konkurenta PlayStation 2. Microsoft nie był gotowy na walkę z Sony, ale uczył się na swoich błędach, zdobywał doświadczenie, poznawał rynek i z nim związane nowe trendy. Dziewięć lat temu premiera Xbox 360 była ogromnym przełomem, nie tylko dla samego producenta, ale dla całej branży. Microsoft podszedł poważnie do tematu, dostarczając konsumentom iście multimedialne centrum domowej rozrywki, wyprzedzając na rok japońską konkurencję. Fakt, pierwsze generacje 360’tki nie były specjalnie udane pod względem technicznym, jednakże świetne ekskluzywne tytuły startowe, przemyślana i sprawnie działająca usługa sieciowa i rok wyprzedzenia były silnymi argumentami w ręku. Wyścig siódmej generacji zakończył się jednak zwycięstwem PlayStation 3, choć nie całkowitym. Znakomity start Xbox 360 i średni finish powodują lekki niesmak. Czy wobec tego Microsoft wyciągnął wnioski z tej lekcji?

Rok ubiegły zapisał się w sposób istotny na kartach historii rozrywki elektronicznej. Nintendo, Sony i Microsoft wystartowali pełną parą z swoim konsolami, otwierając tym samym ósmą generację. Stary wyjadacz Nintendo, jak zawsze na boku chwilowo pochłonięty własnymi problemami, dystansuje się od konfliktu Sony-Microsoft. Momentem kluczowym dla obydwu rywali były targi E3 z 2013 r., gdy odsłonięto wszystkie karty, rozwiano wątpliwości i podano odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania. Producent Xbox One miał ten niefart, iż wystąpił wcześniej niż oponent, dając mu czas by na szybko zrewidować niektóre pomysły i poglądy. Xbone popełnił analogiczny błąd, co DreamCast lata temu – był za bardzo do przodu z zastosowanymi rozwiązaniami, a obecny konsument nie jest gotowy na tego typu rewelacje. Zwiększona dystrybucja gier przez sieć, liczne abonamenty, opłaty niemal za każdą usługę, i jeszcze droższe gry to rewelacje, jakie czekają nas w bardzo niedalekiej przyszłości i nie mydlmy sobie oczu, bowiem Sony dąży do tego samego, ale ich metoda jest bardziej przemyślana.

Obecne wyniki sprzedażowe są nieubłagane. Na mniej więcej pięć sprzedanych konsol Sony udaje się sprzedać tylko jednego Xbox One i wieści te dochodzą z każdego kraju gdzie obydwa systemy już znalazły się w dystrybucji. Microsoft mimo usilnych starań nie dogoni już japońskiego rywala, choć z pewnością uda mu się tą różnicę zmniejszyć na przestrzeni następnych 12-16 miesięcy. Polskiego konsumenta dopiero czeka premiera Xbox One, którą to zapowiedziano na jesień tego roku. Zaledwie kilka miesięcy dzieli nas od tej, z całą pewnością ważnej chwili dla graczy, jako ogółu a już w szczególności zwolenników obozu zielonych. Xbox w naszym nadwiślanym kraju może odnieść znaczący sukces, szybko doganiając konkurenta. Paradoksalnie kwestią decydującą nie jest asortyment wydanych gier, bowiem do tego czasu oferta XOne będzie bardziej niż solidna. Forza 5, TitanFall, Ryse, Killer Instinct, Dead Rasing, Project CARS lub zapowiedziane nowe Halo to tylko przykłady perełek, w jakie przyjdzie nam pograć. Teoria, jako by dana platforma miałaby bronić się ilością i jakością proponowanych gier jest używana na wyrost i generalnie tylko połową sukcesu, choć gdy czołowi wydawcy jak np. EA pomijają określone urządzenie to z pewnością nie będzie to wróżyć nic dobrego. Nintendo 64, Sega Saturn i DreamCast to przykłady platform, które już na swoim starcie, a także w trakcie swojego życia posiadały bardziej niż silną bazę tytułów, jednakże wymogi rynku są nieubłagane i o dobitnym zwycięstwie świadczą zdolności produkcyjne danego producenta jak i cena samego urządzenia. Gdyby Xbox One ukazałby się w Polsce na wiosnę byłby skazany na sromotną porażkę, przegrywając nie tylko z PlayStation 4, ale także nie stanowiłby alternatywy dla komputera z średniej półki cenowej.

xboxone

Microsoft jednak odrobił swoje zadanie domowe i pojął istotę swojego błędu. Xbox One w dużej mierze trudno nazywać konsolą w klasycznym tego słowa znaczeniu, gdyż jest to bardziej multimedialny hub, gdzie gry stanowią tylko część oferty. Na specyficznym rynku amerykańskim taki patent znajdzie podatny grunt, ale Europa czy Japonia to już całkowicie inna bajka. Sukces Sony wywodzi się z dwudziestoletniego doświadczenia, przez co idealnie rozumie potrzeby swoich odbiorców i w ten sposób PS4 przybrało formę wyłącznie naturalnego przedłużenia, tu też rozwinięcia poprzedniej platformy, jaką było PS3. Ze strony giganta z Redmont rozsądnym było zrezygnowanie z Kinecta, pozostawiając jednak napęd optyczny, co i tak w sposób znaczący pozwoliło obniżyć cenę do magicznych 399$, przy dodatkowej zapowiedzi udostępnienia wielu usług do tej pory płatnych całkowicie za darmo.

Jednakże kolejną piętą achillesową jest (tylko teoretycznie) specyfikacja konsoli, nieznacznie różniąca się od konkurenta i jak widać trudniejsza w opanowaniu, ale czarny PR i najnowsze nowinki dochodzące z sieci dają do myślenia potencjalnym nabywcom. Xbox One posiada wiele, wręcz futurystycznych opcji jak sterowanie głosem czy dopieszczony kinect, lecz Microsoft źle wyczuł, z której strony wieje wiatr, zaniedbując techniczne aspekty podzespołów. Paradoksalnie to jest ten sam producent, który po pokazie Gears of War na systemie zaopatrzonym w 256MB i 512MB RAM, bez wahania wyłożył grube miliony by przemodelować cały proces produkcyjny konsoli, dosłownie na chwilę przed jej wydaniem na rzecz mocniejszej specyfikacji. Oczywiście problemy konsoli z utrzymaniem płynnej animacji w rozdzielczości 1080p wynikają po części z możliwości i talentów programistów, którzy muszą nauczyć się opanować nowy hardware, zaś Sony mające również pewne zaległości w tej kwestii jest jednak o krok dalej i z powodzeniem wykorzystuje ten fakt na swoją korzyść. Niesmak konsumentów po pierwszych miesiącach sprzedaży pozostał i trudno będzie się go pozbyć szczególnie, gdy nadal wiele usług konsoli, poniekąd związanych z telewizją satelitarną, nie będzie dostępnych w Polsce i innych krajach Europy, co zmusza nas do wyciągnięcia wniosku, iż nabywamy tak naprawdę pół produkt.

Reasumując ci, którzy twierdzili, że Microsoft odpadnie z konsolowego wyścigu raczej głosili te hasła na wyrost. Sprawnie prowadzony PR i opinie mediów nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie wykreowały PlayStation 4, jako wielkiego zwycięzcę i trudno odnieść inne wrażenie patrząc na wyniki sprzedażowe. To była jednak runda pierwsza, i zaraz po targach E3 gong wybije początek kolejnej, gdzie walka teraz będzie toczona przez oponentów posiadających identyczne atuty. Jeśli tylko gracze, potencjalni nabywcy ósmej generacji, przestaną sugerować się bzdurnym argumentem obsługiwanej rozdzielczości, to zieloni powinni odrobić straty. Jeśli urządzenie generuje grafikę w rozdzielczości 720p, 900p lub tej zbliżonej do 1080p przy odpowiednio ustawionym wygładzaniu krawędzi na monitorze, tu też telewizorze mniejszym niż 40” różnice są wręcz kosmetyczne i trudno zauważalne. Bardziej niepokoi mnie za to ilość generowanych klatek na sekundę przez obydwie konsole, bowiem trudności z wykrzesaniem stabilnych 30fps świadczy nie tyle o pierwszych problemach wieku dziecięcego, ale możliwe że także o ewentualnym braku zapasu mocy obliczeniowej. Pod tym względem, czyli ilości Teraflopów lub sensownego wykorzystania dostępnego hardware poczciwy PC oraz Nintendo Wii U przedstawia sobą o wiele ciekawsze wyniki i perspektywy. To jednak dyskusja na inną okazję, i nie odchodząc zbytnio od meritum wypowiedzi, jeśli w Polsce debiut XOne przywita nas na dzień dobry ceną z pułapu 1600-1700 zł, to będziemy mówić nie tylko o sensownej konkurencji, ale także o bardzo ciekawej alternatywie.