Po odzyskaniu ostatniego Vipera, który został skradziony, ekipa Pennzoil bierze się za egzorcyzmy. Zadanie jest arcyniebezpieczne, bowiem Dodge Demon nie da się tak łatwo okiełznać.

Na początku roku wspominałem o zakończeniu produkcji legendarnej marki, jaką bez wątpienia jest Dodge Viper. Niedługo potem, na wiosnę pojawił się film zatytułowany The Last Viper from Pennzoil. Filmik został przygotowany w ramach kampanii promocyjnej amerykańskiej marki Pennzoil, znanej choćby z produkcji olejów napędowych i nie tylko. Krótki spektakl traktujmy również, jako hołd złożony Żmii.

Pod koniec bohater-kierowca otrzymuje pytanie jak czuje się w odprawianiu egzorcyzmów na demonach? Ten mały pstryczek miał nakierować fanów na kolejną gwiazdę następnej produkcji. Moje przypuszczenia były słuszne, bowiem padło na Dodge Challenger SRT. Nie jest to jednak zwyczajna wersja popularnego amerykańskiego muscle car’a.

W 2015 roku została zaprezentowana wersja Hellcat, w której uwzględniono szereg modyfikacji, podnosząc moc bazowego modelu z 492KM do niemal 700KM. To jednak nie wystarczyło inżynierom Dodge’a. Niedawno zaprezentowali najnowszą reinkarnację ikony amerykańskiej motoryzacji pod nazwą Dodge Challenger SRT Demon. Auto już teraz zostało okrzyknięte najmocniejszym i najszybszym masowo produkowanym autem w historii.

Pod maskę zawędrował silnik V8 HEMI 6.2l, który produkuje wręcz chorą wartość 840 koni mechanicznych, dostarczanych na tylną oś. Nie jest to jednak „tuningowana” wersja bazowej wersji V8 montowanej w wersji Hellcat. Podobnie jak Ford w modelu Shelby GT350R zamontował zaprojektowaną od podstaw jednostkę napędową, odstawiając na bok fabryczne V8 Mustanga GT, tak Doge również przygotował zupełnie nowy silnik. Drastycznym zmianom uległo jednocześnie zawieszenie, skrzynia biegów, a także ogumienie – wszystko po to, by sprostać czystej mocy.

Większość z zamontowanych komponentów spotykamy w wysokiej klasy autach wyścigowych, a mimo tego Demon został dopuszczony do ruchu. Jednak rekordy, jakie pobił, między innymi osiągając 0-60Mph w 2.3 sek., zaliczając wyścig na ćwierć mili w mniej niż 9.65 sekundy, doprowadziły do jego oficjalnego wykluczenia z licznych zawodów typu drag racing, przeznaczonych między innymi dla fabrycznych aut.

Dość biadolenia, zobaczcie tego potwora w akcji. Rozsiądźcie się wygodnie, słuchawki na głowę, podkręćcie potencjometry i jazda!

Prawdziwy ogień w szopie! Montaż i udźwiękowienie budzą uśmiech na twarzy. Jak myślicie, dokąd następnym razem poniesie naszego kierowcę-bohatera? Jaką maszynę przyjdzie mu okiełznać? W oczekiwaniu na kolejne produkcje Pennzoil chwyćcie już za dostępne filmy, gdzie występuje między innymi Ferrari 488 GTB i BMW M6

Źródło: YouTube