Jestem w szkole. Mam wolną godzinę, naładowany telefon i sporą grę na zabicie czasu. Sięgam do kieszeni, wyjmuję smartfona i gdy mam dotknąć ikonę ulubionego Grand Theft Auto… zmieniam zdanie i odpalam Angry Birds. Co się dzieje, że pojęcie gry mobilne nie idzie w parze z superprodukcjami? 

Pamiętam mojego pierwszego smartfona. Uczucie kieszonkowego komputera ciążącego w kieszeni – niesamowite! A jak jest komputer, to muszą być i gry – gry mobilne, a jakże. Jako dzieciak nie uznawałem komputera bez gier. I tak sobie żyłem, tak mi zostało. Używając „dotykowca”, kupując gry lub nie i oczywiście „grając”. Dlaczego „grając” w cudzysłowie? Bo po latach doświadczeń growych z telefonami i tabletami mówię wam, że z gry mobilne są słabe. Albo inaczej, z grami mobilnymi jest coś nie tak.

Gry mobilne - Max Payne

Nie mam na myśli miernych tytułów, złych warunków sprzętowych czy cholernie niewygodnego sterowania. W tych dziedzinach gry mobilne mają się naprawdę dobrze. Twórcy wydają obszerniejsze i ambitniejsze tytuły, telefony mają coraz większe ekrany, a do sterowania możemy dokupić małe gamepady. Nie musimy ograniczać się też do prostych arcade’ów. Możemy poskakać w starym Tomb Raiderze, podbić Vice City w dobrze znanym GTA czy oczekiwać poniedziałku w Heroes III, a to wszystko „siedząc” na szkolnym okienku lub czekając w szpitalnej poczekalni. Żyjemy w pięknych czasach, nieprawdaż?

Gry mobilne = niespełnione nadzieje?

Wszystko pięknie, lecz realizm tego wszystkiego w moich oczach wygląda nieco inaczej. Ilekroć miałem zbyt dużo czasu i dla jego zabicia chciałem ograć tytuł, który niegdyś gościł na moim pececie, poddawałem się. Nie umiałem uruchomić Grand Theft Auto czy Max’a Payne’a na malutkim telefonie, z dala od domowego zaciszu i wygodnego fotela. Dlaczego? A to nie ma aż tyle czasu, a to ktoś hałasuje, a to głowę zawraca, a to zwyczajnie się nie da. I batalię zawsze wygrywały gry typu arcade… niewymagające zaangażowania, emocji, nadmiernego skupienia czy akumulatora od Stara proste gry mobilne. Po prostu pukałem w telefon strzelając ptakami w świnie. A GTA tkwiło na dysku i czekało…

Gry mobilne - Max Payne

Czekało aż wrócę do domu, bo jedynie w domu mogłem ułożyć się w fotelu i podpięty do gniazdka rozkoszować głębią. Głębią produkcji dużej i ambitnej, głębią która wymaga przestrzeni, której próżno szukać w poczekalni, w szkolnym korytarzu czy choćby podczas jazdy autobusem. Po prostu gry mobilne nie dały mi posmakować głębi, nie pozwoliły mi utonąć w grze, były jak czytanie książki po okładce i obrazkach, bez specjalnego zważania na tekst.

Jak to więc właściwie jest z tymi grami mobilnymi? Skoro te „lepsze” i tak nie nadają się do grania mobilnego? Jaki jest sens wydawać i kupować stare, „wielkie” tytuły stworzone z myślą o fotelu, domowym zaciszu i dużym telewizorze, które udają gry mobilne i pojawiają się na obsługiwanych dotykowo urządzeniach? Dajmy spokój staremu Payne’owi, Larze, CJ’owi i Tommiemu. Oni i tak nie dadzą wywlec się z domu, gdy arcade’y wprost się o to proszą. Oni nie staną się mobilni tylko dlatego, że wydawca chciałby na nich ponownie zarobić.

promocja