Ameryka – w porównaniu np z taką Polską – jest dość młodym państwem, lecz mimo to posiada już bogatą i zróżnicowaną historię. Pierwszy prezydent, George Washington został zaprzysiężony 30 kwietnia 1789 roku, czyli szmat czasu temu (dla porównania: w Polsce wtedy obradował Sejm Czteroletni). Rok później, w wielodzietnej rodzinie sędziowskiej na świat przyszedł bohater tego artykułu – John Tyler. Dziesiąty prezydent Stanów Zjednoczonych. Człowiek wyjątkowy.

Nie chodzi tutaj o jakieś specjalne zasługi tego dżentelmena na niwie politycznej – jego prezydentura, rozpoczęta w roku 1841 i zakończona po jednej kadencji w 1845 była dość średnia, bo poza przyłączeniem Teksasu do Unii nie zapisał się jakoś szczególnie w annałach historii – nie trafił nawet na to stanowisko dzięki wyborom, bo przejął władzę z pozycji wiceprezydenta, kiedy nieoczekiwanie zmarł jego poprzednik, William Henry Harrison (był to pierwszy przypadek bezpośredniej prezydenckiej sukcesji w historii USA). Dlaczego więc jest bohaterem tego tekstu?

Ze względu na swoich potomków. O ile posiadanie takowych jeszcze nie jest niczym szczególnym (tym bardziej, że łącznie spłodził piętnaścioro dzieci z dwojga małżeństw), to wyjątkowe jest to, że ma on… dwóch nadal żyjących wnuków.

Jak to możliwe? Cóż, jego druga żona była sporo od niego młodsza (prawie 30 lat), więc nie miał problemu z „podtrzymywaniem ciągłości rodu”, nawet w wieku emerytalnym. W tamtych czasach taka wielodzietność była zresztą na porządku dziennym i nie dziwiła nikogo. Jego trzynasty syn, Lyon kontynuował tą piękną rodzinną tradycję – owdowiawszy, ożenił się po raz drugi w wieku lat 68 i z nową żoną miał trójkę dzieci (łącznie sześcioro). Dwaj jego synowie – Lyon Tyler Jr (ur. 1924) i Harrison Tyler (ur. 1928) żyją aż do dzisiaj.

lyontyler

Przyrównajmy okres prezydentury Johna Tylera do wydarzeń które miały miejsce na naszych ziemiach; są to czasy kongresowego Królestwa Polskiego, po Powstaniu Listopadowym (1831), zaś przed Powstaniem Styczniowym (1864). Okres zaborów, czas kurczenia się potęgi Polski pomiędzy kolejnymi rozbiorami. A dla dwóch starszych panów w USA jest to „okres w którym żył nasz dziadek”

Nie pra-pra-pradziadek… lecz dziadek.

Lyon Tyler to emerytowany prawnik oraz znawca amerykańskiej Wojny Secesyjnej zaś Harrison jest właścicielem Sherwood Forest Plantation – domu od pokoleń należącego do rodziny Tylerów, gdzie mieszka oraz czasami oprowadza wycieczki. Jak sam twierdzi w jednym z wywiadów:

Staram się nie poruszać tematu pokrewieństwa. Rozmawiam o tym tylko wtedy, gdy ktoś się pyta, lub nazywa mnie prawnukiem prezydenta – wtedy to koryguję

harrison-tyler

Obaj bracia mimo zaawansowanego wieku nieźle się trzymają i często widują:

Gramy w tenisa dwa razy w tygodniu. Chociaż chciałbym grać lepiej. Ciągle dobrze uderzam w piłkę, ale czasami moje nogi odmawiają posłuszeństwa. (…) Brat ostatnio nie czuje się najlepiej. Cóż, ja mam 87 lat, on 91.

No cóż, to w takim razie zgodnie z rodzinną tradycją powinni zacząć myśleć o spłodzeniu jakiegoś potomka…

[źródło: biography.com, mentalfloss.com, snopes.com, youtube.com; grafika: history.com]