Dowodów na nadmierną ingerencję amerykańskich (i nie tylko) służb bezpieczeństwa w życie społeczne mamy aż nadto, lecz nie możemy pominąć również najnowszego, dzisiejszego przypadku.

FBI wykorzystywało co najmniej 13 fałszywych przedsiębiorstw, w celu uruchomienia floty samolotów nadzorujących życie w trzydziestu miastach z jedenastu amerykańskich stanów, o czym poinformowała agencja Associated Press.

Zdaniem dziennikarzy, każdy z pojazdów był wyposażony w kamerę i pracował bez nakazu sądowego, chociaż rząd zaznacza, że korzystano z nich jedynie do szczególnych śledztw. Associated Press wyśledziło firmy pod nazwami FVX Research i KQM Aviation, chowających przed światłem dziennym co najmniej pięćdziesiąt samolotów należących w rzeczywistości do FBI. Podpisy na wielu z dokumentów zgromadzonych w tych sprawach należały do tajemniczego „Roberta Lindleya”. Rząd nie chce zdradzić AP, kim jest ta osoba i czy w ogóle istnieje.

Zaledwie w listopadzie ubiegłego roku, The Wall Street Journal opisywał aferę związaną z Departamentem Sprawiedliwości, który wyposażał samoloty w urządzenia zwane „dirtboxes”, służące do pobierania danych z telefonów nad którymi przelatywały maszyny, co Associated Press potwierdziło we własnym raporcie.

Zasięg afery i jej ewentualne ograniczenia nie są jeszcze znane. AP twierdzi, że FBI prosiło dziennikarzy aby nie pisali na ten temat, gdyż „zmusi ich to do wydania kolejnych pieniędzy podatników na stworzenie nowych firm-przykrywek”.

No cóż Wielki Brat zawsze czuwa.

[źródło: theverge.com, zdjęcie: sportysnetwork.com]