Gdy tylko nadarzyła się możliwość ogrania w domowym zaciszu Forzy Horizon 2 nie zastanawiałem się dwukrotnie. Po ograniu tytułu muszę stwierdzić, że reprezentuje on wszystko, co najlepsze a zarazem wszystko, co najgorsze w świecie współczesnej rozrywki elektronicznej, zaś samemu Microsoftowi należą się zarówno pochwały jak i słowa reprymendy.

Forza to marka rozpoznawalna w świecie gier wyścigowych. Jest to produkt, który u podstaw swojego istnienia miał być alternatywą dla serii Gran Turismo wydanej na konsoli Sony, a w ostateczności dzięki niebywałej jakości oprawy wizualnej i grywalności stał się system-sellerem, czyli grą, dla której warto nabyć Xboxa. Z serią Forza przygodę rozpocząłem dość późno, bo dopiero od części trzeciej już na 360’tce. Natomiast część czwarta to moim zdaniem jeden z najlepszych pół-symulatorów wydany na konsole w całej historii siódmej generacji.

Jednak branża nie lubi stagnacji i zbytnich przyzwyczajeń do już utartych schematów, to też ku zdziwieniu fanów serii sprezentowano Forzę Horizon – produkt lżejszy w odbiorze, z otwartym światem i nutką szaleństwa, co miało zapewnić skuteczne przekonanie do siebie fanów tytułów o zabarwieniu arcade. Horizon ponad wszystko wyglądała również obłędnie, pokazując możliwości konsoli, której specyfikacja techniczna nie robi większego wrażenia na obecnych konsumentach.

Marka rozwija się dalej, i wraz z premierą nowego dziecka potentata z Redmond – Xbox One, gracze otrzymali kolejną część Forzy, zresztą będącą już ikoną amerykańskiej konsoli. Forza 5 Motosport to produkt rewelacyjny, dopracowany, bogaty w kontent oraz posiadający powalającą oprawę wizualną, ale ma jeden drobny mankament, mianowicie nie została zaadaptowana na potrzeby poprzedniej konsoli. Zresztą już od dłuższego czasu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na rychłą śmierć leciwego X-Klocka wraz z chwilą ukazania się next-gena. Takie zachowanie z strony Microsoftu dziwić nie powinno, biorąc pod uwagę historię przejścia z ich pierwszej konsoli, notabene będącej bardzo dobrym systemem, na Xboxa 360.

horizon 2_xbox 360

Z czysto technicznego punktu widzenia taka polityka dziwić nie powinna, bowiem przygotowanie odpowiedniego portu z jednej konsoli na drugą, szczególnie jeśli diametralnie różnią się architekturą podzespołów, jest kosztowne i czasochłonne. Ale marketingowo, czy nawet wizerunkowo już nie. Pamiętajmy wszakże że społeczność graczy mających Xbox 360 jest bardzo liczna na całym świecie, a nawet w naszym rodzimym, nadwiślanym kraju wydaje mi się iż liczba posiadanych 360’tek przez graczy przewyższa ilość PlayStation 3. Gdzieś, nie wiem na którym etapie, dotąd niezachłyśnięty misją promocji nowego hardware Microsoft połapał się że nie tędy droga, zwłaszcza że odwieczny konkurent nie odpuścił siódmej generacji, oferując konsumentom coraz to nowsze i lepsze produkcje.

Horizon 2 tym sposobem ujrzała światło dzienne na konsoli poprzedniej generacji dzięki staraniom studia Sumo Digital, niemogącego pochwalić się większym dorobkiem. Z jednej strony gra zachwyca już od pierwszych chwil, natomiast im dłużej z nią obcujemy tym bardziej zauważamy, że jednak coś jest nie tak. Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Przyjrzyjmy się choćby oprawie graficznej. Horizon 2 to obszerna mapa – prowincja Włoch, gdzie sceneria wydaje się wręcz idealna do szlifowania swoich umiejętności w władaniu nad egzotycznymi klasykami lub nowoczesnym wzornictwem z pod znaku Ferrari i Lamborghini. Rzec by można, iż jest to wręcz naturalne środowisko europejskich, szczególnie włoskich marek od lat kojarzonych z niemal artystycznym designem i osiągami godnymi nadludzkiej potęgi mitycznych herosów. W istocie środowisko Horizon zachwyca rozmiarem, ilością dróg, grą świateł i masą innych efektów bez których współcześnie gra obejść się nie może. Jednak wystarczy na chwilę się zatrzymać by doznać szoku. Tekstury, którymi pokryto modele niektórych budynków, infrastruktury związanej z festiwalem itd., przedstawiają fatalną jakość. Mówiąc to nie sposób odnieść wrażenia że zamiast ogrywać grę A.D. 2014 cofnęliśmy się w czasie do okresu panowania generacji szóstej. Jest to o tyle rażące, gdyż widoki zaraz konfrontujemy z bryłą modelu naszego pojazdu, oponentów tu też cywilnych wehikułów, wykonanych z należytą dbałością o szczegóły.

YouTube pełen jest materiału wideo mającego na celu porównanie jakości grafiki Forzy Horizon 2 na obydwu konsolach Microsoftu. W moim skromnym przekonaniu zabieg ten jest całkowicie bezcelowy, wręcz irracjonalny, bowiem różnica w mocy obliczeniowej konsol jest znacząca i XOne zawsze będzie mieć przewagę. Zresztą przyszło mi ograć wersję Horizon 2 na Xbox One osobiście i faktycznie jest to absolutny kosmos. Poziom wykonania oprawy wizualnej jest niemal surrealistyczny. Grając jednak coraz więcej i więcej nie mogłem wyzbyć się, może nawet głupiego wrażenia, jakoby wiele efektów wizualnych zawartych na nex-genie z powodzeniem dałoby się zastosować na konsoli poprzedniej generacji. Tym tropem powoli dochodziłem do smutnego wniosku, że ktoś intencjonalnie zaniżał oprawę wizualną tak, by uwypuklić jeszcze bardziej atuty nowej generacji.

Ziejąca pustką i całkowicie wyludniona przestrzeń miejska, fatalna jakość tekstur i jeszcze tuzin innych mankamentów skutecznie zniechęcają. Na jednej z wideo-recenzji usłyszałem stwierdzenie jakoby Horizon 2 wyciskała siódme poty z Xbox 360. Większej bzdury palnąć się nie dało, chyba że recenzent dopiero niedawno nabył ów konsolę. Do napędu konsoli powędrowały inne gry wyścigowe wydane na przestrzeni ostatnich kilku lat, z pierwowzorem Horizon na czele i doznawałem wręcz szoku. Przepaść technologiczna jest na korzyść tytułów starszych.

Naturalnie nie samą grafiką gracz żyje, a przynajmniej taki, który czerpie przyjemność raczej z rozgrywki aniżeli patrzenia się w ładne obrazki. Trudno oderwać się od Horizon 2 osobom szczególnie zapatrzonym w motoryzację. Setki kilometrów dróg i auta udostępnione w sklepie dają potencjał na wiele godzin nieustannego katowania wirtualnych opon. Niestety pod względem ilość zawodów, a raczej ich zróżnicowania w zestawieniu z „jedynką” nie ma, bowiem nowa odsłona to ponad wszystko odsmażony kotlet. Powtarzalność schematów jest nader zauważalna, co świadczyć o producentach dobrze nie będzie. Mimo tego pobijanie kolejnych rekordów prędkości, czy szukanie porzuconych motoryzacyjnych klasyków cieszy niezmiernie. Jeszcze większą radość sprawia okazja by zasiąść za sterami pojazdów pozostających w sferze marzeń. Moje może nie są wybujałe, gdyż do szczęścia wystarczył mi Mustang Boss rocznik 1969, będący moim zdaniem idealnym uosobieniem piękna muscle cars. Jest jeszcze Nissan SkyLine R-34, na chwilę gdy staję się bardziej poważny i do trudnego zadania wymagany jest sprzęt niezawodny, podobnie zresztą jak GTR. Uzupełnieniem idealnym posiadanych perełek jest Corvette ZR1 rocznik 2010, Shelby GT500 oraz Ferrari F40, którego plakat niegdyś gościł na drzwiach pokoju.

Mimo popełnienia karygodnych błędów im więcej gram, tym więcej chcę przemierzać wirtualnych ulic, absorbując każdy kolejny kilometr jak narkoman. Pomagają w tym znakomity model jazdy, z możliwością wyboru bardziej zręcznościowego lub symulacji, oraz całkiem zjadliwi przeciwnicy. W istocie nie są zwykłymi zawadzającymi balastami na drodze, zaś algorytm przygotowany przez programistów dostosowuje parametry aut i ich reakcje do posiadanej przez nas maszyny i tego, jak zachowujemy się na torze. Na dokładkę w trakcie naszych festiwalowych batalii przygrywa muzyka, idealnie pasująca do gry, powodując kolejny zastrzyk adrenaliny (sam preferuję radiostację Bass Arena). Czy trzeba czegoś więcej?

Trudno mi się naprawdę ustosunkować do Horizon 2 w wersji na Xbox 360. Cieszyć powinno każdego posiadacza konsoli i fana motoryzacji tym bardziej, że nie zapomniano o starszym systemie, wydając grę z górnej półki. Jest to światełko w tunelu dla tych, którzy nie mogą z określonych powodów, lub zwyczajnie już nie widzą sensu inwestowania w next-gena. Wszakże otrzymaliśmy do rąk pełno prawny produkt, ale niestety tylko pozornie. Faktycznie obydwie wersje części drugiej Horizon to dwa różne tytuły. 360’tka otrzymała mniej aut w garażu, co raczej aż tak wielkim minusem nie jest biorąc po uwagę ich faktyczną ilość, choć najbardziej boli poziom technicznego przygotowania. Całe tuziny gier, nie tylko samochodowych, ale i z innych gatunków pokazały możliwości X-Klocka, a nasz pacjent cofa nas pod pewnymi aspektami do czasów PlayStation 2 i wcale nie mówię o schyłkowym momencie życia konsoli.

Innymi słowy trochę nas, graczy Xbox 360 potraktowano po macoszemu, odklepując niemal dany temat. Czy wobec tego Forza Horizon 2 to gra zła, kiepska, wręcz fatalna? Absolutnie nie, bowiem jako gra to kawał soczystego kąska, tyle że wskazuje na pewien niezdrowy trend, a raczej zachowanie kręgów decyzyjnych z świata rozrywki elektronicznej. Dla mnie już sama jazda po świecie Horizon od wyścigu do wyścigu, wyzywając na pojedynek innych kierowców błękitną ZR-1 wyzwala ogromne pokłady euforii. Pewnie, dlatego iż codziennie rano zamiast kawy wzmacniam się szklaneczką wysokooktanowej benzyny. I myślę, że każdy gracz funkcjonujący na nieco podobnych zasadach, co ja podpisze się pod tymi słowami, a jeśli tak, to niezależnie od poziomu grafiki i wykorzystania potencjału konsoli będzie szarpać Forzę Horizon 2 niczym głodny student kebab.