Wzorem rosnących i rzecz jasna słusznych trendów, Francja zamierza zabronić sprzedaży wszystkich samochodów o silniku benzynowym lub diesel do roku 2040.

Decyzję tę w czwartek zapowiedział francuski minister środowiska, nie jest jednak jasne, czy należy rozpatrywać to oświadczenie jako oficjalne stanowisko nowego rządu Emmanuela Macrona. Nie wiemy również, jak przebiegałby proces wprowadzania takich – bądź co bądź – gigantycznych zmian. Jest to jednak znak tego, że Francja zamierza być jednym z liderów energii odnawialnej, zwłaszcza, iż niedawno sprawa walki z globalnym ociepleniem straciła potężnego sojusznika w postaci Stanów Zjednoczonych.

I najwidoczniej Nicolas Hulot może stać się twarzą tychże zmian, bowiem to właśnie francuski minister ogłosił „koniec sprzedaży samochodów benzynowych i diesli do roku 2040”. Hulot dodał również, że ruch ten jest symbolem prawdziwej rewolucji, zdając sobie jednak sprawę, że francuscy producenci samochodowi nie będą jej fanami. Minister wierzy jednak, że koncerny takie jak Renault mają w zanadrzu „wystarczająca ilość pomysłów, aby spełnić tę obietnicę”, podkreślając, że tyczy się ona szczególnie problemów zdrowotnych.

Ogłoszenie to rzecz jasna spotkało się z poklaskiem grup związanych z ochroną środowiska, które podkreślały, że szczególnie istotnym jest wytyczenie wystarczająco długiego okresu na dokonanie zmiany. Przez zapowiedź z 23-letnim wyprzedzeniem, nikt nie będzie mógł narzekać, iż nie starczyło mu czasu na dostosowanie się do poleceń.

Podobne rozporządzenia pojawiły się już choćby w Norwegii, a nad ruchami tego typu dumają rządy holenderskie i niemieckie. Warto wspomnieć, że najprawdopodobniej pomysł francuskich władz nie uniemożliwi posiadania samochodów nie-elektrycznych, ani ściągania ich spoza granicy. Niemożliwe będzie jedynie prowadzenie ich sprzedaży na terenie kraju.

źródło: theverge.com | zdjęcieelectriccarsreport.com