No Game No Life stał się hitem lata. Dużo osób uważa je za genialne anime, a nawet za jedne z lepszych ostatnich lat. Na początku też tak oceniałem, ale to było po pierwszych odcinkach, bo dalej było tylko gorzej.

Fabuła opowiada o dwójce nerdów, którzy potrafią odnaleźć się jedynie w świecie gier, w którym to spełniają swoje największe marzenia. Wirtualny świat jest dla nich jedynym miejscem, w którym coś znaczą. Są mistrzami w każdej grze i razem idealnie się uzupełniają. Sora i Shiro są rodzeństwem, które nie ma na co narzekać i czują się dobrze z tym co robią. Stali się legendami i nie przegrywają w żadnej grze. Pewnego dnia dostają wiadomość, w której ktoś zadał im nietypowe pytanie natury egzystencjalnej. Po jakimś czasie nadawca wiadomości okazuje się być bogiem świata, gdzie o wszystkim decydują gry. I to dosłownie wszystkie. Rzut monetą, poker, szachy, czy wirtualna rozgrywka. W tym świecie gra o się wszystko, czego się zażyczy. Można wziąć kogoś do niewoli, podbić państwo, wymusić miłość itd. Jak się dowiadują, bóg nazywa się Tet i po chwili zabiera rodzeństwo do swojego świata.

Bezimienni, bo tak nazywają siebie bohaterowie, zaczynają poznawać świat i jego historie. Pomysł na miejsce, w którym rządzą gry oraz jest wiele przeróżnych ras, jest ciekawy, ale słabo wykorzystany. Większość akcji dzieje się w jednym miejscu, czyli w mieście ludzi do którego trafia rodzeństwo. Oprócz nich poznamy jeszcze elfy, bestie wojenne i uskrzydlone istoty, lecz chciałoby się więcej. Bardzo możliwe, że w drugim sezonie zostanie pokazana reszta, więc się zobaczy jak to wyjdzie. W świecie tym obowiązuje 10 zasad, których każdy musi przestrzegać podczas gry. Bohaterowie często wykorzystują te zasady na swoją korzyść, dzięki czemu nigdy nie przegrywają. Przez to, że rodzeństwo jest niepokonane, anime staje się przewidywalne ponieważ nie mogą oni przegrać i wiadomo to już od pierwszych odcinków. Dlatego z każdą kolejną grą nie ma zaskoczenia spowodowanego tym kto wygra. Jedynym elementem, na który można czekać to wyjaśnienia jakim sposobem postacie wygrywają.

no-game-no-life-8

Jako że są to geniusze, potrafią użyć każdej metody by wygrać. Przewidujący ruchy przeciwnika, obmyślają zmyślne strategie i wykorzystują wady przeciwników by wygrywać. Przez swoją siłę i pewność siebie obierają sobie na cel pokonanie wszystkich ras, by następnie móc wygrać z bogiem. W pierwszym sezonie mamy dopiero zarys całego świata i za dużo w tej kwestii się nie dzieje, jedynie pod koniec zaczyna się robić ciekawie. Dlatego dopiero drugi sezon może pokazać na co stać ten tytuł. Historia jest ciekawa jednak czasami zbyt chaotyczna i za bardzo przekombinowana. Często na siłę próbuję nam się wcisnąć to, że bohaterowie są prawdziwymi geniuszami i zamiast stosować prostsze, oczywiste sposoby na wygraną, silą się na absurdalne rozwiązania, przy których trudno myśleć logicznie. Nie zawsze mi to przeszkadzało, ale jednak twórcy mogli to inaczej rozwiązać. Oprócz tego większość wątków jest niepotrzebna, przez co historia rozwija się powoli, często jest nudno i sporo dialogów nie ma żadnego znaczenia.

Największym minusem anime jest zbyt duża różnorodność gatunkowa, co może być trochę dziwne. Lubię poważne, ambitne anime które traktują widza poważnie. W przypadku NGNL czasami tak jest dzięki historii i niektórym dialogom. Jednak często pojawiają się elementy komediowe, które są okropne. Większość żartów jest niskiej jakości, a te dobre można policzyć na palcach jednej dłoni, do tego jest sporo parodii innych anime. Niektóre wyszły, inne nie, lecz przeszkadzało mi to, że były one tak bardzo widoczne przez co nie za bardzo pasowały do całości. Najgorszym komediowym elementem jest ecchi, o ile można to zaliczyć pod komedię. Nie jestem fanem tego podgatunku, wręcz go nienawidzę, a tego jest tu bardzo dużo. Nie dość, że zupełnie nie pasuje do poważnej strony anime, to pojawia się w zupełnie niepasujących momentach. Przykładowo mamy naradę dotyczącą losów państwa, a sekundę później postacie zaczynają rozmawiać o bieliźnie jednej z postaci… majtki są bardzo częstym elementem żartów i po jakimś czasie staje się to nudne. Oprócz tego mamy łapanie za piersi, grupowe kąpiele podczas których Sora ślini się na myśl o nagich dziewczynach obok. No i relacje między bohaterami są… dziwne. Jest to rodzeństwo, ale trochę za bardzo się kochają. Jako że Shiro jest bardzo młoda, to czasami podpada to wręcz pod pedofilie, a w jednym momencie nawet wtula się w piersi innej postaci…

Sora i Shiro są jedynymi dobrymi postaciami w anime. Cała reszta jest albo mało interesująca, albo nie ma powodów, by ich zapamiętywać. Prawie wszystkie postacie drugoplanowe to dziewczyny, co akurat niezbyt mi się spodobało, bo bardzo rzadka zdarza się żebym polubił jakąś postać płci żeńskiej. Co prawda jedna, może dwie postacie są ciekawe i da się je polubić, ale przykładowo jest jedna dziewczyna, która w każdym odcinku jest besztana przez głównych bohaterów. Może dałoby się ją polubić, bo początkowo zapowiadała się interesująca, lecz jeśli jest tak traktowana to jest to niemożliwe.

Ep5_screenshots_(154)

Najlepiej wypadła strona techniczna. Żywe kolory są charakterystyczną cechą tego anime i NGNL może się pochwalić pod tym względem. Kolory są piękne, lecz po jakimś czasie mogą aż od nich boleć oczy, jednak wszystko ładnie się prezentuje. Nawet kontury nie są takie jak w innych produkcjach. Jedynie mimika twarzy nieco odstaje, gdyż postacie często chodzą z podobnym wyrazem twarzy i ciężko przekazują emocje. Ścieżka dźwiękowa jest równie udana. Muzyka odpowiednio komponowała się z sytuacjami na ekranie i była dość różnorodna. Spodobał mi się też opening, co jest rzadkością, bo najczęściej je przewijam. Tutaj jednak aż przyjemnie się go oglądało i słuchało.

Początkowo No Game No Life mi się podobało, jednak tylko przez pierwsze dwa odcinki. Później było coraz gorzej i niezbyt przyjemnie mi się to oglądało. Głównie przez nadmierne ecchi. Niektórym jednak to anime może się podobać, lecz nie rozumiem dlaczego aż tyle osób ocenia je tak wysoko. Na pewno nie jest to najlepsze anime ostatnich lat, nawet w tym roku są o wiele lepsze tytuły. Niewykorzystany potencjał świata, nieciekawe postacie drugoplanowe, słaby humor… wszystko to powoduje, iż anime na pewno nie jest genialnym tytułem, co najwyżej średnim. Niewymagającym osobom może się jednak podobać na tyle, żeby dobrze się przy nim bawiły. Jeśli powstanie drugi sezon to pewnie obejrzę z ciekawości, lecz nie będę za dużo od niego wymagał.