Memy stały się bardzo istotnym elementem internetowej kultury, ale musicie przyznać, że są one pozbawione jakiejś oficjalnej struktury czy narzędzi do oceny ich wartości. Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawialiście? Nie martwcie się, Reddit zrobił to za Was.

Wszystko to za sprawą subreddita /r/MemeEconomy, w którym to użytkownicy odnoszą się do memów jak do artykułów lub spółek giełdowych. Jeżeli mem jest na fali wznoszącej i gwałtownie zaczyna zdobywać popularność – kupujesz. Jeśli zdaje Ci się, że osiągnął on już swój szczyt sławy – sprzedajesz. Całe szczęście (?), w zabawę tę nie włączono żadnych prawdziwych walut.

W rzeczywistości, cała ta gra była po prostu wymówką, aby podzielić się swoimi bardziej niż zwykle skomplikowanymi opiniami na temat memów. Widzieliśmy jednak zbyt wiele żartów, które stały się realną częścią naszej rzeczywistości, aby liczyć, że na prostej zabawie jedynie się skończy. Dwunastoosobowy zespół użytkowników Reddita (prowadzony przez Brandona Winka i Rona Vaismana) postanowił użyć idei stojącej za /r/MemeEconomy i stworzyć prawdziwą, działającą giełdę memów. Narzędzie handlowe dostało już nazwę NASDANQ i wygląda na to, że „meme” już wkrótce zastąpi „cash” w słynnym powiedzeniu „cash is king”.

Jeżeli oczy zabłysnęły Wam już znakiem dolara, a w myślach widzieliście siebie bijącego się z decyzją o sprzedaniu milionowych akcji w memie z Andrzejem Dudą, uspokajam, że prawdziwe pieniądze ciągle nie będą wchodziły w grę. Giełda będzie operowała na własnej, fikcyjnej walucie. Mimo to, najistotniejszym zadaniem, jakie stoi przed Winkiem i Vaismanem jest nadanie memom cen akcji. Aktualnie trwa praca nad algorytmem, który będzie ustalał wartość mema, opierając się na jego popularności i wzroście.

Ciągle jednak trudno wyobrazić sobie dostosowania mechanizmów, jakie działają na Wall Street, do realiów internetowego kultu memów. „Jak rozróżniać coś tak wyjątkowego i jak obiektywnie ocenić tego wartość?” – oto pytanie, które spędzało sen z powiek twórcom Giełdy Memów. Ustalono ostatecznie, że aby mem dostał się na NASDANQ, ktoś musi ustalić, czy wywarł on odpowiednio duży wpływ kulturowy. Kto? Fani.

Po stworzeniu swojego konta, każdy z traderów pozyska 1000 jednostek waluty NASDANQ. Za nieokreśloną jeszcze ilość fikcyjnych pieniędzy będziemy mogli stworzyć firmę, której zadaniem będzie wysuwanie wniosków o uwzględnienie na giełdzie konkretnych memów. Według Vaismana i Winka, jeżeli odpowiednia ilość firm zgłosi tego samego mema, algorytm rozważy „wpuszczenie” go na rynek.

To jednak nie koniec problemów. Po zatwierdzeniu mema, musi on jeszcze zostać skategoryzowany. Czy memy z Kwaśniewskim zaliczają się do tej samej kategorii co te z Dudą? Czy może należy rozpatrywać je jako zupełnie oddzielne podmioty z różnymi trajektoriami i odrębnymi wartościami NASDANQ? Twórcy giełdy spróbują poradzić sobie z tym problemem za pomocą czegoś zwanego „three-market system”, a więc kilku pochodnych giełdy istniejących pod zarządem NASDANQ. Memy będą trafiać do konkretnych odłamów giełdy, takich jak „penny stock” (tam swój dom znajdą te mało popularne), „text-based” (gdzie tekst pozostaje ten sam, ale obrazek się zmienia) oraz „image-based” (czyli klasyka, taka jak choćby Hooded Kermit).

Musimy uwierzyć, że to wystarczy, aby rozwiązać problem kategoryzacji memów, bo później pozostaje już tylko przydzielić im wartość. Tutaj również pojawiają się znaczące przeszkody – memy rozpoczynają swoje istnienie na losowych portalach społecznościowych, takich jak Twitter, Facebook czy Instagram. Niektóre z nich nigdy nie nabierają mainstreamowej wartości, całą swoją egzystencję wyczerpując na 4chanie czy innym Wykopie. Popularność portalu ma jednak ogromny wpływ na to, jak często mem jest postowany. Czy to, że dany mem ma dobrą passę na Facebooku zamiast na Tumblrze powinno gwarantować mu wyższą wartość niż w odwrotnym przypadku?

Ocenianie wartości memów, nawet przed pomysłem powstania tego typu giełdy, jest zadaniem karkołomnym, gdzie kompletnie nie znajdziemy zastosowania dla zdrowo-rozsądkowych zasad z – na przykład – wyceny atrakcyjności firm. Kiedy start-up debiutuje na giełdzie, zazwyczaj jego wartość intensywnie rośnie, z memami zaś często bywa odwrotnie – kiedy dosięgają one mainstreamu, szybko pojawiają się ludzie, którzy deklarują, że ten przestał być już śmieszny, jest za często postowany i należy zacząć go ignorować. Dochodzimy więc do paradoksu, w którym kiedy wartość-popularność mema może być największa, coraz głośniejsza grupa ludzi zacznie spierać się, że jego czas już dawno temu przeminął.

Czytając o wszystkich problemach, z jakimi muszą zmagać się twórcy Giełdy Memów, pewnie zaczynacie myśleć, że ci ludzie prawdopodobnie mają w tym jakiś finansowy cel. Otóż nie, NASDANQ ma być samowystarczalną działalnością, a wartość memów będzie istniała jedynie na jej łamach. Wink i Vaisman postrzegają swoje przedsięwzięcie jako eksperyment socjologiczny – NASDANQ ma stać się wizualnym punktem odniesienia do bardzo specyficznej części naszych internetowych tożsamości.

Kiedy można się spodziewać premiery NASDANQ? Twórcy nie odważyli się na podanie konkretnego terminu, chociaż wiemy już, że niedługo później ma zadebiutować również aplikacja mobilna. Wink i Vaisman zdają sobie sprawę, że po upublicznieniu tego projektu konieczne będą poprawki w algorytmie wprowadzane na bieżąco. Przy tak skomplikowanym procesie, podjętym przez tak małą grupę ludzi, ciężko spodziewać się, że mogłoby być inaczej. To jak, z kim widzę się na Giełdzie Memów?

źródło: theverge.com | zdjęcie: marketingland.com

promocja