Mieszkańców Dallas w ostatnią sobotę czekała nieprzyjemna pobudka, która niejednemu pewnie przygnała do głowy myśli o końcu świata.

A wszystko to z powodu hakera, który około godziny 24 aktywował wszystkie z 156 syren ostrzegawczych zgromadzonych w Dallas. Rocky Vaz, dyrektor Dallas Office of Emergency Management, informuje, że na początku uznano to za błąd funkcjonowania systemu, z czasem jednak śledztwo wykazało, że sytuacja wygląda inaczej.

Według doniesień The Verge, syreny zostały aktywowane w 90-sekundowych cyklach aż piętnaście razy, zanim pracownicy zresetowali mechanizm. Vaz uspokaja, że zespół wyznaczony do zbadania okoliczności tego hałaśliwego ataku wykazał luki w zabezpieczeniach, przez wykorzystanie których hakerzy byli w stanie obudzić pół Dallas. Jeszcze tej samej nocy system wrócił do pełnej funkcjonalności.

Według pana Vaza zidentyfikowanie osób odpowiedzialnych za ten nieśmieszny wybryk będzie wyjątkowo trudne, ale burmistrz Mike Rawlings zapewnił, że organy ścigania znajdą tych żartownisiów.

Ignorując już kwestię zirytowania wśród mieszkańców Dallas, atak ukazał jeszcze jeden problem tego miasta – wadliwość systemu połączeń z instytucjami ratunkowymi poprzez numer 911. Został on przeciążony przez połączenia w czasie hacku, a według doniesień Dallas Morning News było ich więcej niż 4400 pomiędzy 23:30 a 3 w nocy.

źródło: techspot.com | zdjęciechcp.edu

promocja