Nie będzie to typowa, standardowa relacja z imprezy – takich znajdziecie mnóstwo w Internecie. Tekst ten jest luźną opinią dwóch osób, przedstawicieli obu płci. Nie znajdziecie tutaj opisów poszczególnych gier, wyników turniejów, co i na jakim stanowisku się działo. Czytając ten tekst być może dowiecie się jednak rzeczy, o których nikt nigdzie nie opowiedział o tegorocznym IEMie, a może po prostu poznacie opinię zwykłych graczy, którzy wybrali się na wycieczkę do Katowic, mając ze sobą wejściówki prasowe na imprezę. Jeśli choć trochę Was zaciekawiłem to zapraszam do dalszej części bloga.

Niestety nie będę dżentelmenem i opowieść o IEMie zacznę od swojej opinii- chociażby z tego względu, żebyście po opinii Ani nie wyłączali od razu  strony :P . Wstając na mocnym kacu w piątkowy ranek nie sądziłem, że już na starcie zostanę pozytywnie zaskoczony przez PKP. Otóż wykupując drugą klasę pierwszy raz w życiu natrafiliśmy z Anią na wyremontowany wagon. Tylko 6 miejsc w przedziale, otoczenie ładne i czyste, przez moment wydawało mi się, że jeszcze śnię. Niestety, ciągle tego nie jestem całkowicie pewien, gdyż nie mam zdjęć potwierdzających to dziwne zjawisko. Dodatkowy „cud” to szybkie i bezproblemowe znalezienie przez nas hotelu, a zawsze mamy z tym ogromny problem. Ale wróćmy już do IEMu. Spodek widoczny jest już z rynku, więc także nie mieliśmy problemów z trafieniem do niego. W piątek jeszcze kolejka była całkiem umiarkowana, jakiej się w tym dniu spodziewałem. Szkoła, uczelnia lub praca sprawiły, że nie była ona aż tak długa jak w sobotę rano. Ilości osób, które tam czekały, ilości czasu jaką trzeba było poświęcić aby się dostać na teren IEMu nie da się opisać słowami, zresztą sami zobaczcie gdzie zaczynała się i kończyła się kolejka (zaznaczone czerwonym kółkiem).

Wtedy pierwszy raz zrozumiałem jak fajnie jest pracować w branży technologicznej :) W tym roku ochrona wyjątkowo mocno przyglądała się osobom chcącym wejść do poszczególnych pomieszczeń na imprezie. Zawsze sprawdzana była opaska oraz identyfikator, czasem aż denerwowałem się z tego powodu, miałem bowiem odczucie, że za często mnie o niego pytano, po prostu po PGA i HoG nie jestem do tego przyzwyczajony :P . Jednakże ma to swoje uzasadnione podstawy. Otóż rok temu dzieciaki chcące zobaczyć sławne w Internecie osoby, wciskały się gdzie się da- nawet prosiły osoby o wprowadzenie ich w strefy dostępne tylko dla zaproszonych gości. W tym roku tak miało nie być, ale z podsłuchanej rozmowy wiem, że i tak były afery. Dzieciaki potrafiły znaleźć skan wejściówki prasowej, wydrukować ją w drukarni i próbować wejść na przykład do strefy prasowej. A ona była wyjątkowo fajna. Można było spotkać tam znanych graczy, Youtuberów (aczkolwiek osobiście mało ich kojarzę) oraz znane osobistości z branży. Nic dziwnego więc, że pod wejściem do strefy czekało mnóstwo fanów z nadzieją, że wyjdzie ktoś sławny i da im swój autograf. Przyznam się też, że kocham to uczucie kiedy można wejść do miejsca, w którym niejedna osoba marzy aby się znaleźć.

Na samej imprezie nie podobała mi się tylko jedna rzecz, do której nie jestem przyzwyczajony, która jest jednakże oczywistym elementem tego typu imprez – a mianowicie zbyt duża ilość facetów. Studiując inżynierię biomedyczną jestem przyzwyczajony do przebywania głównie w gronie kobiet, więc jak zwykle troszkę byłem „nie swój”. Na szczęście Anka ratowała sytuację ;P Ale obiektywnie rzecz biorąc wydaje mi się, że ilość obecnych na IEMie dziewczyn była znacznie większa niż na PGA i HoG, więc może dramatyzuję. Generalnie w tym roku oprócz w Spodku, impreza odbywała się również w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym. Sprawiło to, że była znacznie więcej przestrzeni, a sam Spodek mógł zostać w całości przeznaczony na mecze w LoL’a oraz finały CS’a i Starcraft’a. Turnieje eliminacyjne dwóch ostatnich gier odbywały się właśnie w MCK. Także tam swoje stoiska miały firmy, które (jak to zwykle bywa na targach) starały się przyciągnąć jak najwięcej osób oraz prześcigały się w rozdawaniu nagród. Pod tym względem IEM nie ustępował wcale PGA. Jedyna wada to znacznie mniejsza ilość stoisk do gier, ale ich dostępność nie jest w sumie głównym celem imprezy. W szczególności zabawna była możliwość zagrania w Simsy i wiecie sami co kazać im robić :P Wszystkie turnieje także miały pełną widownię i znakomity doping. Przestrzeni było sporo, jedynie jak Virtusi grali to nie dało się podejść nawet w okolice miejsca turniejowego.

Atmosfera w Spodku była niesamowita. Zresztą, chociaż część jej możecie poczuć na filmiku powyżej. Doping był genialny, wolnych miejsc (po rozpoczęciu się meczy) nie dało się znaleźć, a publiczność jak zwykle dopisała. Fajnie jest poczuć tę atmosferę. Oglądanie stream’ów z takich turniejów to totalnie nie to samo, nie ma porównania, live dominuje, zwycięża i gromi. Jedyna wada to brak… popcornu. Perfekcyjnie pasowałby to tego typu wydarzenia, no chyba że to ja jestem dziwny i takie też są moje wymagania.

Generalnie imprezę uważam za udaną, choć jest ona głównie przeznaczona dla osób interesujących się LoL’em, Starcraft’em lub CS’em. Fakt, można pozwiedzać Expo jednakże po paru godzinach robi się to nudne. Podobnie, możliwość spotkania gwiazd Internetu i otrzymania od nich autografu, jest niesamowita dla ich fanów. Organizacja Intel Extreme Masters była bardzo dobra, choć jak wspomniałem, ciągłe sprawdzanie plakietek było denerwujące, aczkolwiek w pełni rozumiem organizatorów. Czy za rok także tam będę, jeśli impreza będzie ponownie w Katowicach? Prawdopodobnie tak, chyba że na studiach będą chcieli mnie załatwić i z nich wywalić :P Oddaję już głos Ani Kułakowskiej, pewnie na nią bardziej czekaliście ^^.

Od Ani

Wstałam świeża jak skowronek w piątkowy ranek, po czym udałam się na dworzec, gdzie zostałam powitana słowami „wybacz jeśli nie będę dzisiaj ogarniał, wczoraj zachlałem”. Wsiedliśmy do całkiem komfortowego wagonu (brawo PKP!) i po dwóch godzinach dojechaliśmy do Katowic. Trzeba przyznać, że to miasto ma swój urok. Pogoda była niespecjalna, a ja miałam okazję zjeść na śniadanie tylko kromkę chleba z masełkiem i serem, co zasadniczo nie jest adekwatną porcją dla osoby o trzech żołądkach…

Mogłabym tak dalej pisać różne bzdety, ale do rzeczy: w Spodku odbywały się rozgrywki w LoL’a, będąc tam miałam okazję ujrzeć na żywo znanych graczom komentatorów np. MonteCristo. Na początku każdego meczu następowała prezentacja drużyn, podczas której zawodowi gracze wychodzili kolejno i zajmowali stanowiska. Następnie Azjaci łoili drużyny z innych zakątków świata, pokazując, że warto zrezygnować z życia prywatnego i grać 12 godzin dziennie po to, aby nabyć sobie niesamowitego skill’a. Te potyczki, te emocje, te manewry, to umiejętne wykorzystanie umiejętności rzadko wybieranych postaci, pierwsza krew, zarżnięcie smoka, a w końcu ace i wygrana.  Po zakończeniu meczu można było podejść pod scenę, aby przybić piątkę z mistrzami.

Z kolei rozgrywki w CS’a odbywały się w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym, było za mało miejsc w stosunku do liczby osób chętnych do oglądania. Michałowi udało się jakoś dopchać, ja w tym czasie poszłam się rozejrzeć po stanowiskach. IEM był świetną okazją dla łowców autografów, na specjalnie przygotowanych do tego celu kartach (obowiązywał zakaz zbierania podpisów na czymkolwiek innym, chociaż cycki pewnie by przeszły) można było zdobyć podpisy mistrzów grania w LoL’a, CSa i to trzecie…[Starcrafta – przyp. redakcji ;)] Najpopularniejszym sposobem na zdobycie upragnionego bazgrołu, było czatowanie tuż przed ogrodzonym wejściem do strefy dla prasy i interesantów. Nie wiedzieli oni, że najlepiej byłoby stać tuż za Spodkiem przy wejściu do Olimpii. To rozczarowanie w ich oczach, kiedy orientowali się, że to tylko takie marne żuczki jak my wychodzą ze strefy prasowej było bezcenne :-P

Dla kolekcjonerów darmowych fantów też atrakcji nie zabrakło, w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym można było zdobyć, a dokładniej mówiąc złapać, koszulki, smycze i inne gadżety z logiem Gigabyte, Roccat’a itp. Ogólnie jeśli lubisz zbierać różne bzdety, drzeć się „Rooooocccaaat!” i masz odpowiednio długie ręce czułbyś się tam jak w raju i wśród swoich :-D Istniała również oczywiście możliwość kupienia jakiegoś gadżetu w stylu figurki z Assasin’s Creed, czy podkładki pod mysz z logiem Roccat’a. Było też trochę, nie za dużo niestety, stanowisk przy których można było pograć i to nie tylko w LoL’a, czy CS’a. Na uwagę zasługiwał symulator jazdy w postaci samochodu wyścigowego, niesamowite wrażenia (prawdopodobnie, bo kolejka była dość długa).

Podsumowując było ok. Czy za rok także tam będę, jeśli impreza będzie ponownie w Katowicach? Prawdopodobnie nie- lubię grać w gry, a nie oglądać jak robią to inni.

Galeria

promocja