Jak się okazuje, wymiana przycisku „home” czy ekranu iPhone’a przez nieoficjalne punkty naprawy może doprowadzić do pojawienia się na urządzeniu komunikatu „error 53”. Jest to jednoznaczne z uśmierceniem sprzętu.

Choć tytuł może przywodzić na myśl blef ze strony Apple, to problem rzeczywiście występuje. Nie wiadomo, czy to celowe zagranie firmy spod znaku nadgryzionego jabłka, mające na celu zgarnięcie dodatkowych pieniędzy, czy po prostu niekontrolowany błąd w systemie.

Biorąc pod uwagę ceny wymiany podstawowego komponentu oraz zabezpieczeń, pierwsza opcja wydaje się całkiem prawdopodobna. Taki zabieg kosztuje bowiem od 269 do 329 dolarów. W nieautoryzowanych serwisach cena jest zapewne kilka razy niższa, lecz wiąże się ze sporym ryzykiem. Według internautów problem jest związany z kilkoma elementami, m.in. funkcją Touch ID. Z drugiej strony, Apple zapewnia, że wszystko to ma na celu dobro użytkowników. Czytnik linii papilarnych, w razie nieodpowiedniej ingerencji w sprzęt, blokuje telefon, aby zabezpieczyć przechowywane na nim dane.

Co ciekawe, blokada występuje dopiero od momentu, w którym iPhone zostanie zaktualizowany do wersji iOS 9.0. Można by winić Apple za niedostateczną komunikację z klientami, bo za mało ich informowano o groźnym problemie, jednak winę ponoszą też użytkownicy, którzy decydują się na korzystanie z nieoficjalnych serwisów naprawy.

[Źródło i grafika: techcrunch.com]