Wieloletnia kampania antynikotynowa prowadzona na całym świecie wyraźnie przynosi efekty. Zwiększanie świadomości w temacie szkodliwości palenia skłoniło wiele osób do porzucenia nałogu, a w pewnych kręgach afiszowanie się z paleniem może nawet skutkować ostracyzmem towarzyskim. 

Co jednak począć, kiedy z jednej strony mamy świadomość, że palenie jest szkodliwe i prowadzi do wielu poważnych schorzeń, a z drugiej nie jesteśmy w stanie zaprzestać palenia, bo np. nałóg siedzi w nas zbyt głęboko, albo też hołdujemy maksymie z reklamy jednego z producentów „fajek”: Palę, bo lubię? W takiej sytuacji zaczynamy szukać alternatywy jak np. epapierosa IQOS

Do niedawna mieliśmy dwa rozwiązania. Mogliśmy zastąpić papierosy gumami lub plastrami z nikotyną. Mogliśmy też przerzucić się na e-papierosy. Każde z tych rozwiązań ma swoje wady i niedogodności. W pierwszym przypadku „karmiliśmy” organizm nikotyną, ale niezaspokojone pozostawały nam wszystkie „rytuały” związane z paleniem. W drugim przypadku nadal trudno jest powiedzieć na ile mniej szkodliwe jest e-palenie. Choć producenci elektronicznych papierosów próbują udowodnić nam, że przeprowadzono całe mnóstwo badań, to tak naprawdę o prawdziwości wniosków płynących z ekspertyz przekonamy się dopiero za wiele lat.

Do całego obrazu sytuacji trzeba dodać też wielkie koncerny tytoniowe. Te z pewnością odczuły skutki  światowej „nagonki” na palaczy choćby w zmniejszeniu wpływów ze sprzedaży papierosów. Widząc ten trend zakasały rękawy i rozpoczęły prace w kierunku opracowania zdrowszych metod palenia. Stop! Nie zdrowszych, ale mniej szkodliwych.

To ostatnie stwierdzenie powtarzam jak mantra przy każdej dyskusji o paleniu i jego alternatywach. Muszę to przyznać szczerze, sam jestem palaczem i to właśnie z kategorii tych co „palą, bo lubią”. Kilka ładnych lat temu porzuciłem tradycyjny tytoń na rzecz e-papierosów i cenię sobie tę zmianę. Pomijając odczuwalną poprawę samopoczucia, wyeliminowałem charakterystyczny zapach spalenizny z ubrania i włosów, odzyskałem też większą sprawność kubków smakowych. Zestawiając także wydatki na sprzęt i akcesoria do e-palenia z miesięcznymi kosztami tradycyjnego palenia – tutaj też odczułem pozytywne skutki „przesiadki”.

Dlatego też byłem bardzo ciekawy kiedy okazało się, że na rynku pojawił się IQOS – sprzęt opracowany przez Philip Morris International, jednego z największych graczy w przemyśle tytoniowym. Jeśli jesteś palaczem, to nie miałeś szans nie zetknąć się z ich produktami – wystarczy, że wymienię takie marki jak L&M, Chesterfield czy choćby Marlboro.

PMI postawił sobie za cel zaproponowanie swoim odbiorcom alternatywy bazującej na tytoniu. Na opracowanie swojego rozwiązania poświęcili 10 lat badań, wydając przy tym trzy miliardy dolarów. IQOS jest jednym z efektów prac.

Jaka jest największa różnica pomiędzy zwykłym papierosem a IQOS? W tradycyjnym „fajku” zachodzi proces spalania. Zaciągając się, do naszych płuc dociera istna chemiczna bomba – tlenek węgla, benzen, akroleina itd. Temperatura spalania potrafi w niektórych miejscach podskoczyć nawet powyżej 800 stopni Celsjusza.

W IQOS nie zachodzi proces spalania. Tytoń jest jedynie podgrzewany do ściśle ustalonej temperatury, dzięki czemu udało się wyeliminować około 90% szkodliwych substancji. Przynajmniej tak twierdzi producent. No i nie trzeba szukać popielniczki, ponieważ w całym procesie nie jest wytwarzany popiół.

Kupując IQOS dostajemy zgrabne pudełko zawierające:

  • Podgrzewacz
  • Przenośną ładowarkę
  • Kabel USB oraz zasilacz sieciowy
  • Czyścik
  • Pałeczki do czyszczenia urządzenia

Trzeba przyznać, że design IQOSa jest elegancki i nowoczesny – ma prawo się podobać. Wyciągnięcie urządzenia w towarzystwie nie powinno wzbudzać w nas żadnego zażenowania, co może się zdarzać przy niektórych, co bardziej „fantazyjnych” zestawach do e-palenia.

Zanim zabierzemy się za nowe używanie IQOSÓW musimy wyposażyć się jeszcze w specjalne wkłady nazwane Heets. Zawierają one specjalnie przygotowany tytoń znany z papierosów Marlboro. Heets wygląda jak miniaturowa paczka tradycyjnych papierosów i zawiera 20 wkładów.  Do dyspozycji mamy cztery rodzaje Heetsów: tytoniowe mocne i słabe oraz mentolowe w dwóch odmianach.

Działanie z IQOS rozpoczynamy od umieszczenia podgrzewacza w ładowarce. Następnie, po odczekaniu kilku minut, w podgrzewaczu umieszczamy wkład (należy to zrobić delikatnym, acz zdecydowanym ruchem), przytrzymujemy chwilkę przycisk i… znów czekamy, aż tytoń zostanie podgrzany do temperatury ok. 350 stopni Celsjusza.

Kiedy lampka na podgrzewaczu przestanie migać możemy rozpocząć cykl palenia. Producent ustalił, że podczas jednej sesji można wykonać maksymalnie 14 zaciągnięć, a samo urządzenie nie będzie działać dłużej niż sześć minut. Kiedy zostanie nam do wykorzystania jedynie 30 sekund działania lub dwa „machy”, kolor diody zmienia się z zielonego na pomarańczowy. Ma to symulować proces palenia zwykłego „fajka”.

Po jednorazowym skorzystaniu z IQOS rozsuwamy jednym ruchem obudowę podgrzewacza, dzięki czemu łatwiej pozbędziemy się wkładu i unikniemy ryzyka uszkodzenia grzałki. Wkład należy jak najszybciej wyrzucić, ponieważ wydziela on dość charakterystyczny zapach. Nie jest on może zbyt drażniący, ale daje się go odczuć. Ostatnim krokiem jest ponowne umieszczenie podgrzewacza w ładowarce.

Konieczność każdorazowego naładowania urządzenia przed użyciem ma zapobiegać sytuacjom, w której „odpalalibyśmy” papierosa od papierosa. Jest to całkiem zmyślny pomysł. Wielu użytkowników e-papierosów z pewnością spotkało się z sytuacją, w której skupiając się na jakiejś czynności, bezwiednie „vapowali” cały czas. Tutaj jesteśmy zmuszeni do odczekania chwili na to, aż IQOS będzie gotowy do ponownego użycia.

Do używania IQOS szybciej przyzwyczają się tradycyjni palacze. W przeciwieństwie do „vaperów”, którzy muszą dłużej zaciągnąć się parą z liquidu, tutaj wykonujemy krótkie wdechy. Do naszego organizmu przedostaje się nikotyna w formie aerozolu. Wydychając z naszych ust wydobywa się niewielka chmurka.

Smak jaki dostarcza nowe urządzenie od Philipa Morrisa jest sprawą bardzo indywidualną. Osobiście nie oszalałem na punkcie wkładów tytoniowych. Zdecydowanie lepiej było przy mentolach. W tym drugim przypadku był on lekki, wyrazisty, wręcz odświeżający.

Przy braku jednoznacznych wyników postanowiłem powiększyć grupę badawczą o osoby, które na co dzień palą tradycyjne papierosy, a także dać do spróbowania IQOSa ludziom korzystającym z e-papierosów.

Tutaj niestety wyniki były także bardzo niejednoznaczne. Więcej pozytywów słyszałem jednak od grupy „tytoniowców”, choć w tym przypadku też zdarzyło się kilka krytycznych uwag. Najbardziej ostrą było stwierdzenie, że smak przypomina palenie kiepa. Najbardziej pozytywną reakcją było podpytanie gdzie można to urządzenie zamówić, a kilka dni później dowiedzenie się, że „obiekt testowy” właśnie się przesiada na IQOSa.

Znacznie mniej entuzjazmu wykazali vaperzy. Tutaj w zdecydowanej większości zdania były negatywne. Testerzy między innymi wykazywali, że po użyciu pozostaje im papierosowy smak w ustach, a w pomieszczeniach gdzie palili IQOSa. utrzymywał się nieprzyjemny zapach.

Podsumowując, IQOS wydaje się być ciekawą alternatywą skierowaną głównie do tradycyjnych palaczy, którzy zamierzają w przyszłości rozstać się z nałogiem, albo też wybierają opcję mniej szkodliwego trwania w swym przyzwyczajeniu. O sukcesie tego rozwiązania zadecydują głównie dwa czynniki – cena urządzenia oraz dostępność wkładów.

Na stronie producenta IQOS to wydatek aż 400 PLN. To dość sporo biorąc pod uwagę, że za takie pieniądze można kupić zestaw do e-palenia wysokiej klasy. Z ratunkiem przychodzi tutaj kontakt z przedstawicielem np. poprzez stronę systemiqos.pl – eksperci IQOS zapewniają możliwość przetestowania urządzenia przez 7 dni oraz jego późniejszy zakup w zdecydowanie bardziej racjonalnej cenie 250 PLN za zestaw i kilka paczek Heetsów. Co do dostępności wkładów to można je kupić w wybranych sklepach z artykułami tytoniowymi oraz na stacjach benzynowych, a sieć sprzedaży ma być rozszerzana.

Walka z nałogiem i zdrowsze podejście do życia jest zawsze godne pochwały. IQOS od Philipa Morrisa jest ciekawą alternatywą, którą można wziąć pod uwagę. Warto jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji sprawdzić, czy smak Heetsów będzie wam odpowiadać.

Autor: Paweł Kozierkiewicz

promocja