Marvel i DC rozhulali się na dobre – dowiedziono już, że przenoszenie na ekrany kinowe przygód superbohaterów jest niezwykle lukratywnym zajęciem, dlatego też najbliższe kilka lat wypełnią niezwykle smakowite pozycje dla amatorów przygód Batmana, Iron Mana czy tych mniej popularnych herosów. Jesteście ciekawi, czego już wypadałoby zacząć wyczekiwać?


Pewnie, że tak. Uprzedzę jednak, że spora część tej listy jest zakodowana, bo nie ujawniono lub nawet największym spekulantom nie przyśniło się, co może wypełnić dany termin. Wszakże tak DC jak i Marvel mają w swoim dorobku historie, które perfekcyjnie nadawałyby się, aby przenieść je na srebrny ekran, ale temat większości z nich nie został nawet poruszony. Trudno. Co ma być to będzie – póki co skupimy się na konkretach, a na koniec zostawię kawałek miejsca, aby sobie pobajdurzyć.

2015

Avengers_Age_Of_Ultron_footage_reaction_article_story_large

  • The Avengers: Age of Ultron

Moja opinia na temat pierwszej części Avengers jest raczej kontrowersyjna, bo głosi ona, że było to widowisko nieco zbyt płytkie, przebajerzone i pompatyczne, nie zmienia to jednak faktu, że z niezwykłym optymizmem wypatruję Age of Ultron. Choć DC stara się jak może, upychając do swojego Batman vs Superman coraz większą ilość superbohaterów (Wonder Woman, plotki o Aquamanie, Cyborg) i przygotowując sobie jednocześnie grunt pod film o Lidze Sprawiedliwych, nijak mają się ich próby stworzenia czegoś efektownego do przepychu, jakim będzie się charakteryzował drugi film o Mścicielach. Rzućmy okiem na skład, w jakim wystąpią herosi Marvela: Captain America, Black Widow, Hawkeye, Thor, Hulk, Quicksilver, Iron Man, Ultron, Scarlet Witch, War Machine, Thanos, Vision. Większość z nich stanie przed zadaniem powstrzymania sztampowego eksperymentu, który poszedł źle, czego efektem staje się nadejście Ultrona, jednego z najsłynniejszych antagonistów Avengers, a w którego wcieli się James Spader, grający główną rolę w serialu Blacklist. The Avengers: Age of Ultron zamknie jednocześnie drugą fazę Marvel Cinematic Universe, w której największym sukcesem były chyba filmy Strażnicy Galaktyki (w moich oczach: jedna z najlepszych space oper i jednocześnie zdecydowanie najlepsza filmowa adaptacja komiksu) i Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz.

Fantastic-Four-Wall-Paper

  • The Fantastic Four

Poinformuję Was już na wstępie, że moim zdaniem ten film skazany jest na porażkę. Reżyserowany przez absolutnego żółtodzioba – Josha Tranka, który wybrał sobie (albo ktoś zrobił to za niego) zdecydowanie zbyt młodą i mało popularną obsadę (wystarczy powiedzieć, że najbardziej rozpoznawalną w Hollywood postacią z całej czwórki jest Kate Mara, a więc wciąż aktorka początkująca, natomiast w The Thing wciela się ktoś o takiej posturze), ale ciężko się temu dziwić, bo 20th Century Fox, czyli posiadacz praw do X-Menów i Fantastycznej Czwórki zdecydowanie bardziej stawia na tę pierwszą grupę. Kto wie, może gdyby Mr. Fantastic, Invisible Woman, Human Torch i wspomnianemu The Thing udało się pokonać tego, kto zapewnia im ciągłą rozrywkę w życiu – Dr. Dooma – i pojedynek ten cieszyłby się względną popularnością, następna część „Czwórki” nie zostałaby już potraktowana po macoszemu? Łatwo jednak przewidzieć, że prawdopodobnie nie będzie nam dane ujrzeć takiego przebiegu wydarzeń.

ant-man-cover-image-marvel-ant-man-and-edgar-wright-what-s-gone-wrong

  • Ant-Man

Zdarzyło mi się całkiem niedawno zrobić przegląd filmów o superbohaterach, którzy nie pochodzili ani z DC, ani z Marvela i dzięki tym badaniom byłem w stanie odkryć taką perełkę jak Człowiek-Kondor. Gdybym nie był świadomy tego, że Ant-Man jest postacią traktowaną niemal równie poważnie co cała reszta choćby Avengersów, prawdopodobnie podchodziłbym do niego z równie wielkim poczuciem humoru, co do postaci sygnowanej symbolem padlinożernego ptaka. Z Człowiekiem-Mrówką nie ma jednak żartów –  film traktujący o genialnym naukowcu Hanku Pymie, zapewne skłonnemu do przekazania swojego dziedzictwa Scottowi Langowi (dzięki czemu ów jegomość będzie mógł zmniejszać się do mrówczych rozmiarów i komunikować się z owadami), w którego buty będzie musiał wskoczyć Paul Rudd, zostanie wyświetlony w kinach już na następne wakacje. Poza Michaelem Douglasem, który tropem Roberta Redforda (i może wkrótce Ala Pacino, bo i ten członek starej gwardii wyrażał chęć wzięcia udziału w komiksowych przedsięwzięciach Marvela) stanie na planie filmowym obok kolesi, wciskających majtki na spodnie, mamy w obsadzie jeszcze Michaela Penę, Corey’a Stolla, Johna Slattery’ego czy obowiązkową „ładną twarzyczkę” – Evangeline Lilly. Już na pierwszy rzut oka widać, że Peyton Reed, który dostał zadanie stworzenia tego filmu, nie dysponuje budżetem choćby zbliżonym do swoich kolegów po fachu, jak Joss Whedon czy James Gunn, ale mam dziwne wrażenie, że może stworzyć coś, co wcale nie będzie wyraźnie odstawać poziomem od ich obrazów.