WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Każdego dnia spadają na nas tony kosmicznego pyłu

Można było się domyślić, że bezkresny nieboskłon jest tak jednolity i klarowny jedynie z naszej perspektywy, bo kiedy przyjrzeć mu się z bliska, okazuje się, że pełno w nim okruchów. Ich pochodzenie jest naprawdę różnorodne – są to pozostałości meteorytów, komet czy nawet sond, wysłanych przez nas w przestrzeń kosmiczną, ale łączy je wszystkie jedna wspólna cecha – zawziętość, aby dostawać się na naszą orbitę.

Do tej pory mieliśmy jedynie zdawkowe pojęcie na temat gwiezdnego pyłu, docierającego na powierzchnię Ziemi, bo rozstrzał w danych wskazywał na 0,4 do 110 ton dziennie. Teraz jednak dzięki licznym pomiarom, naukowcom udało się zawęzić tę liczbę do 60 ton w ciągu dwudziestu czterech godzin. W jaki sposób dotarli do takiej wartości? Badając zawartość w atmosferze sodu i żelaza, a więc pierwiastków ściśle powiązanych z występowaniem pozaziemskiego kurzu.

Całe szczęście, nie musicie rozpościerać z tego powodu wielkiej kopuły nad swoim domostwem, bo pył nie zrobi Wam żadnej krzywdy – wręcz przeciwnie, potrafi on być przydatny podczas tworzenia się chmur i rozmnażania planktonu na Antarktydzie.

 Źródło: Popsci