Pora przyjrzeć się czym jest Kinguin, a także dlaczego cieszy się tak szeroką popularnością nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Sprawdzimy również empirycznie, jak wygląda proces składania zamówień oraz czy jest on w pełni bezpieczny szczególnie dla kupującego. Zaczynamy!

Kinguin to nowa platforma stworzona do dystrybucji cyfrowych wersji gier. „Nowa”, to może jednak określenie użyte nazbyt na wyrost, bo sklep funkcjonuje od 2013 roku. Cały pomysł polega jednak na tym, iż Kinguin tak naprawdę niczym nie handluje. Właściciele firmy jedynie udostępniają przestrzeń dla osób trzecich trudniących się odsprzedażą kodów na co dzień. Innymi słowy, Kinguin to takie Ceneo dla kluczy z grami – pokazuje oferty z innych sklepów – z niewielką domieszką mechanizmów Allegro. Grunt, aby działalność mieściła się w ramach prawnych, a użytkownicy posiadali pełne zabezpieczenie w przypadku „złych” transakcji.

Platforma jest diabelnie popularna. W trzy lata osiągnęła realny sukces, przyciągając (podobno) cztery miliony użytkowników – kupujących i sprzedających – na terenie Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Japonii i wielu innych krajów. Witryna obsługuje kilka nakładek językowych, zaś zakupy można dokonywać w różnych walutach – także polskiej. Co ciekawe, firmę o rodzimych korzeniach zarejestrowano w Hongkongu – raju podatkowym.

Interes legalny czy nielegalny?

Pora odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie, mianowicie czy oferta zamieszczona na stronie jest zgodna z prawem. Generalnie odsprzedaż cyfrowych kluczy nie jest w żaden sposób karalna. Decyzją Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2012 roku, kupno i odsprzedaż dóbr cyfrowych jest całkowicie legalne. Innymi słowy nie ma prawa zabraniającego handlowaniem grami cyfrowymi w drugim obiegu. Naturalnie platformy cyfrowej dystrybucji nakładają czasem własne restrykcje, czego przykładem może być Steam Subscriber Agreement, czyli zapis o zakazie handlu giftami. Oczywiście nabycie takiej gry nie skutkuje zablokowaniem naszego konta Steam, ponieważ przepis jest podyktowany umowami z poszczególnymi wydawcami. Taki użytkownik nadal jest potencjalnym klientem treści dostępnej na Steam, dlatego blokowanie konta nie ma sensu z punktu ekonomicznego.

Przeszukując Kinguin natkniemy się także na vouchery dające 100% rabatu w Uplay lub innym cyfrowym sklepie. Sprawa tyczy się wyłącznie pozycji dostępnych dla PC, będących dodatkiem do zakupionego sprzętu komputerowego – głównie kart graficznych. Niektóre firmy parające się sprzedażą hardware mają dostęp do takich kodów w sporych ilościach i wyrzucenie ich do kosza byłoby zwyczajnym marnotrawstwem. Na co jednak musicie zwrócić szczególną uwagę, to z jakiego państwa kupujecie kod. Niektóre mogą mieć blokadę regionalną i po aktywacji okaże się, iż tytuł jest niedostępny w Polsce.1

Idziemy na zakupy

Znaleźliśmy w redakcji idealnego królika doświadczalnego. :) Celem eksperymentu jest nabycie kodu na w miarę świeżą grę dla platformy PC. Aby móc dokonywać zakupów lub sprzedaży, musimy posiadać zarejestrowane konto. Proces autoryzacji nie jest specjalnie skomplikowany i można dokonać go również przez Facebook. Warto jednak zaznaczyć, że sprzedawcy muszą dla odmiany założyć konto partnerskie.

Jeśli uda się upłynnić nam jakąś grę, płatność za sprzedaż produktu zostanie przekazane na konto Kinguina po upływie 30 dni od daty zawarcia transakcji. Kiedy pieniądze będą już dostępne na specjalnym subkoncie, zgłaszamy wypłatę w systemie. Aby to zrobić wchodzimy do zakładki Moje Saldo → Moje Wypłaty i naciśnij na przycisk „Utwórz Wypłatę”.

Istnieją jednak pewne ograniczenia. Wypłat dokonuje się raz w tygodniu i tylko w walucie Euro. Wypłatę można zażądać na konto Paypal lub bezpośrednio na konto bankowe. Niestety minimalna kwota do wypłaty wynosi odpowiednio 80 euro (357 zł) i 100 euro (447 zł). Jak widać dla małych ciułaczy do dość duży próg, niestanowiący problemu dla sklepów lub osób sprzedających masowo kody do gier.

Proces zakupowy zasadniczo nie różni się od tego z innych serwisów aukcyjnych. Po założeniu konta, mogącego przybrać całkowicie fikcyjną nazwę, musimy jeszcze uzupełnić dane rozliczeniowe. Nasza lokalizacja determinuje również kwoty pośrednie, jakie ponosimy podczas zakupów, ale tyczy się to tylko osób przebywających poza Unią Europejską. Zakładamy, że nasz kupujący znajduje się w Polsce.

Poszukujemy kodu dla wybranej platformy – strona posiada jasny i czytelny podział. Interesuje nas przykładowo nowy Doom. Wybieramy interesującą nas ofertę, dodajemy ją do koszyka i albo kontynuujemy „polowanie” na kolejne gry, albo przechodzimy do rozliczenia. System podsumuje wszystkie koszty, jakie ponosimy wraz z zawarciem transakcji, a płatności dokonamy za pomocą popularnego systemu Przelewy24. Do dyspozycji są jeszcze inne systemy rozliczeniowe jak choćby Bitcoin.

Kod zostaje dodany biblioteki gier w naszym koncie Kinguin, a jednocześnie przesłany zostaje na naszą skrzynkę mailową, co trwa od kilku do kilkudziesięciu minut. Jeśli proces wydłuża się w nieskończoność, albo otrzymaliśmy trefny produkt niezwłocznie, zwracamy się do obsługi klienta. Ci zweryfikują sytuację, pomogą, a w ostateczności zwrócą pieniądze za grę. Kinguin nieustannie dokonuje prześwietlania sprzedających, dlatego szansa natrafienia na czarną owcę jest minimalizowana. Zakupując konkretny tytuł naszą transakcję możemy jeszcze ubezpieczyć. Wysokość ubezpieczenia zależna jest od wartości nabytej gry – cena Doom wyniosła nas 88 zł, a ubezpieczanie 8 zł. Skutkuje to tym, iż w przypadku dokonania trefnego zakupu Kinguin zwraca nam pieniądze.