Kiedyś odpowiedź na pytanie „Co jest lepsze – kino czy telewizja?” nie była specjalnie trudna. Pędzący w ostatnich latach postęp w produkcji filmowej i telewizyjnej znacznie je skomplikował.

Dziś ciężko jest rozgraniczyć, które produkty są lepsze, bardziej prestiżowe i dają twórcom większe pieniądze – seriale, czy filmy? Niniejszy tekst nie rości sobie prawa do bycia odpowiedzią na to pytanie. Autor nie twierdzi również, że wie wszystko i zna się na wszystkim. Chciałbym jedynie, aby ten wpis był dla kogoś zalążkiem do własnych poszukiwań i rozmyślań oraz zgłębienia tematyki.

Produkcje Telewizyjne

Przez wiele lat kinematografia górowała nad produkcjami telewizyjnymi zarówno pod względem budżetu, a co za tym idzie – jakości, jak i pod względem prestiżu. To kino nadawało ton i dyktowało kolejne mody na określone gatunki filmów. Po wkroczeniu w XXI wiek ta sytuacja zaczęła się zmieniać. Amerykańskie stacje telewizyjne zaczęły zamawiać coraz to odważniejsze seriale. Dobrym przykładem może tu być słynny LOST, który zapoczątkował około 10 lat temu swoistą modę na serie z tajemnicami, zagadkowymi postaciami i klimatami science-fiction. Podczas, gdy na srebrnych ekranach niepodzielnie panowały produkcje studiów tzw. „Wielkiej Szóstki”, do gry o uwagę widzów na kanapach włączały się stacje „premium” takie, jak np. znane wszystkim HBO. Tego rodzaju stacje, dzięki pobieranym od widzów dodatkowym opłatom, mogą realizować fabuły pozbawione kompromisów, skierowane do określonej grupy widzów. Przykładem niech będzie ostatnio słynna Gra o tron, ale wcześniej była też Rodzina Soprano, a jeszcze wcześniej opowieść o losach amerykańskich spadochroniarzy w trakcie II wojny światowej – Kompania braci. W ostatnich latach do głosu dochodzą kablówki oraz niezależne firmy, do tej pory związane z dystrybucją – Netflix i Amazon. Sytuacja na rynku seriali mocno się skomplikowała. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: jak dziś wygląda proces tworzenia serii odcinków, a później ich dalsze życie?

Flash

Wszystko zaczyna się od scenariusza. Ten może powstać dwojako. W pierwszej sytuacji scenarzysta lub ich grupa, nierzadko we współpracy z jakąś wytwórnią, ma pomysł na serial i szkice odcinków. Wtedy poszukuje stacji, która mogłaby produkt przyjąć. Drugą możliwością jest zamówienie ze strony samej telewizji. Warto tutaj dodać, że czasem pomysły mają producenci, którzy nadają ton pierwszemu odcinkowi, tzw. pilotowi, a później przekazują opiekę nad serialem swoim zaufanym ludziom, często związanym z firmą producencką danego twórcy. W dalszej perspektywie producent czuwa nad cyklem produkcji i ewentualnie doradza. Taka sytuacja bardzo często miała miejsce w przypadku seriali sygnowanych nazwiskiem JJ Abramsa – LOST, Fringe, czy Person of Interest.

Jak wspomniałem – bardzo często tzw. Creative Producer, np. JJ Abrams, ma pomysł. Po ostatecznym zaakceptowaniu przez stację, zbiera swoją ekipę, najczęściej opartą na własnej firmie producenckiej oraz nierzadko przy pomocy danej wytwórni filmowej. Po rozruchu w postaci odcinka pilotażowego, przekazuje on władzę w ręce tzw. ‘showrunners’. Są to producenci wykonawczy, działający bardzo często w parach, którzy na co dzień sprawują opiekę nad danym serialem. Są współautorami scenariuszy poszczególnych odcinków, a niektóre czasem reżyserują, bądź sprawują pieczę nad poczynaniami innych reżyserów zaangażowanych do serialu. Dzięki temu, show ma stałą opiekę osób, które widzą całokształt artystyczny i produkcyjny i mogą w każdej chwili, w razie problemów, interweniować. Ten model sprawdza się nad wyraz dobrze w bardzo wielu produkcjach telewizyjnych.

Ciekawy jest również fakt, że czasem stacja i wytwórnia należą do tego samego właściciela, jak w przypadku telewizji ABC oraz ABC Studios, które należą do Disneya. W takim przypadku na pewno łatwiej jest o serial na bazie znanej marki, należącej do wspólnego właściciela. Dobrym przykładem może być Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. produkowane i emitowane przez wyżej wymieniane podmioty. Zdarzają się także współprace firm należących do konkurencji. Przykładem mogą być seriale tworzone przez Warner Bros. Television dla FOX television, będącej podmiotem konkurencji – 20th Century Fox.

fringe

Wróćmy jednak do samych scenariuszy. Stacje telewizyjne z reguły doprowadzają do sytuacji, gdzie o ich „względy” (czyt. pasmo antenowe) walczy na raz nawet kilkanaście scenariuszy. Najlepsze dostaną zamówienie na odcinek pilotażowy. Takie epizody są recenzowane przez włodarzy stacji, a czasem odtwarzane na zamkniętych pokazach po to, by zebrać większą ilość opinii. Zależnie od programu danej telewizji, zamówienie na sezon dostają określone typy produkcji. Jeśli na przykład skończył się właśnie znany sitcom, a stacja opiera swoją ramówkę na tego typu tworach, to zamawia więcej scenariuszy właśnie do sitcomów. Zamówienia są również zależne od trendów, czego świetnym obrazem może być aktualna moda na seriale komiksowe i tworzenie spójnych uniwersów. Przoduje w tym na razie CW, które emituje już trzeci sezon Arrow oraz, bezpośrednio powiązany z nim, pierwszy sezon Flash – oba są na bazie komiksów DC Comics.

Kiedy już serial wygra wyścig z innymi i uda się dostać do ramówki, to samo zamówienie również nie musi być od razu na cały sezon. Serie, co do których stacja nie jest do końca pewna, dostawały zwykle początkowo 10-13 odcinków. Dopiero po wynikach oglądalności pierwszych epizodów, było ogłaszane ewentualne rozszerzenie do 22 części. W tym miejscu należy wspomnieć o kluczowej w telewizji rzeczy – liczbach oglądalności. Są one od wielu lat podawane na bazie tzw. „Nielsen ratings”. Obejmują liczbę widzów, oglądających dany kanał w danym paśmie, podawaną w milionach, a także tzw. „rating 18-49”. Stanowi on o odsetku osób będących w wieku 18-49, które w tym czasie oglądały telewizję i zdecydowały się włączyć właśnie dane show. Przykładowo, rating 3.0 w stacjach takich, jak FOX, CBS, ABC uznaje się za naprawdę dobry wynik. Istnieją też stacje, np. CW, które opierają się na mniejszych wartościach i dla nich 1.2 jest dobrym wynikiem. Koniecznym odnotowania jest fakt, iż w ostatnich latach coraz więcej patrzy się nie tylko na wyniki oglądalności, zwraca się też uwagę na wyniki z trzech kolejnych dni i z tygodnia, tzw. DVR+3 i +7, ponieważ ludzie często nagrywają dane pozycje na nagrywarkach DVR, by je potem obejrzeć. Inną istotną kwestią jest szum w mediach społecznościowych. Do historii przeszły w tym zakresie akcje na Twitterze, prowadzone przez społeczność fanów Fringe. Ówczesny szef FOXa – Kevin Reilly – nie ukrywał, że duże zaangażowanie fanów było jednym z czynników mających wpływ na przedłużenie życia serii aż do piątego sezonu, podczas, gdy ratingi wskazywały na anulowanie show już po trzecim.

House of Cards

Na bazie wspomnianych przed chwilą czynników, już w trakcie sezonu, ostatnio coraz wcześniej, władze stacji decydują o przedłużeniu kontraktu na kolejny sezon lub o anulowaniu produkcji. W rzadszych przypadkach, jest ona skracana lub nie dostaje pełnego zamówienia. Tę ostatnią sytuacje mogliśmy obserwować na przykład rok temu przy Almost Human i Intelligence – oba seriale po prostu zostały wyemitowane w trzynastoodcinkowych seriach i tyle.

W ostatnim czasie widać tendencję odchodzenia od pełnych, 22-odcinkowych, fabuł na rzecz krótszych, 13-odcinkowych. W odpowiednio krótszym czasie można przedstawić bardziej zwięzłą i interesującą historię. Poza tym, zamiast jednej pełnosezonowej produkcji, da się wcisnąć dwie mniejsze. Miały na to także wpływ dobre wyniki 13-odcinkowych seriali sezonu letniego, który również uległ przeobrażeniom. Kiedyś w wakacje leciały tylko powtórki, zaś teraz od maja do września mamy do czynienia z walką o widza produkcjami coraz bardziej porównywalnymi jakościowo z emitowanymi między wrześniem, a majem.

Prawie nic do tej pory nie powiedziałem o serialach stacji „premium”, kablówek oraz Netflixa. Są to często dodatkowo płatne kanały. Dlatego też mogą sobie pozwolić na szersze pokazanie wulgaryzmów, nagości i przemocy. Twórcy nie muszą się zatem ograniczać i tak naprawdę w ostatnich latach najbardziej wartościowe produkcje powstają właśnie tam. Są one skierowane do konkretnego odbiorcy, bywają odważne w przekazie lub po prostu opowiadają o niszowych tematach. Wspominałem już we wstępie o HBO. Od 5 lat realizują oni serial Gra o tron, oparty na powieści Georga R.R. Martina. Jest to literatura pisana odważnym językiem, pełna obrazowej przemocy i nagości. Serial zachował ten ton, przy jednocześnie wysokiej jakości produkcji. Wyrazem tego jest szereg nagród Emmy oraz Złoty Glob dla jednego z odtwórców głównych ról. W ostatnich latach coraz większe uznanie i nagrody zdobywają właśnie seriale kablówek lub telewizji „premium”. Do tego prawdziwym przełomem okazał się być House of Cards, pierwsza produkcja niezależnego dystrybutora internetowego – Netflixa. Interesującym pomysłem stało się wypuszczanie całego sezonu na raz. Wiadomo już, że w tym roku dystrybutor po raz pierwszy udostępni kolejny sezon swego flagowego dzieła w jakości 4K. To najlepszy dowód na to, kto dziś dyktuje warunki na rynku telewizyjnym.