Pamiętacie jeszcze mój tekst, w którym przedstawiałem Wam koncepcję klawiatur mechanicznych, a także ich zalety wraz z pakietem wad? Pewnie nie, bo od czasu jego pojawienia się na łamach portalu minęło już kilka dobrych miesięcy. Jeśli jednak myślicie, że zrobiłem to z czystego lenistwa, muszę Was uprzedzić – mylicie się! Pod koniec tekstu wspomniałem, że jeśli jesteście zainteresowani takimi klawiaturami, to daję Wam nieco czasu na odłożenie pieniędzy, aż do momentu opublikowania słów, które rozpościerają się poniżej tego akapitu. Tak, to właśnie w nich odpowiem, w klawiaturę z jakimi przełącznikami najlepiej się zaopatrzyć.

Dygresja o multum przełączników

Jeśli myślicie „przełącznik mechaniczny”, to zapewne pierwszą przychodzącą Wam do głowy nazwą jest „Cherry MX”. Nic zresztą dziwnego, bo niemiecka firma Cherry to obecnie czołowy producent tychże mechanizmów, który zresztą cieszy się ogromną popularnością. Niemcy, pomimo swojej dominacji, nie są jednak na rynku samotni. Wraz z rosnącą popularnością klawiatur mechanicznych, konkurencja wyrosła w zasadzie jak grzyby po deszczu. Stąd też gdybym miał omówić wszystkie rodzaje przełączników, które są obecnie dostępne, to prawdopodobnie ten tekst zamieniłby się w małą encyklopedię. Producentów tworzących tego typu mechanizmy jest całe zatrzęsienie i rozpatrzenie każdego z nich mogłoby przyprawić o zawrót głowy. Duża ich część to jednak firmy „krzaki” osadzone gdzieś w Chinach, które masowo wypuszczają podróbki przełączników MX od Cherry, by następnie zasilić nimi tańsze wersje klawiatur. Działają one zasadniczo bardzo podobnie do oryginałów, bo różnice występują, ale są one niezwykle subtelne, a ich wytrzymałość również nie została odpowiednio sprawdzona.

Oczywiście poza Cherry i chińskimi zamiennikami istnieją też renomowane, autorskie konstrukcje przełączników mechanicznych. Przykładami są na to propozycje od japońskiego Topre czy powstałe we współpracy z Omronem, szwajcarskie Romer-G od Logitecha.

I teraz z którymi przełącznikami najlepiej wybrać swoją wymarzoną klawiaturkę?

Źródło: geek.com

Moje doświadczenia

Zanim tak naprawdę przejdę do głównej części tekstu, wspomnę tylko, żebyście nie traktowali mnie jako nieomylnej wyroczni oraz nieskończonej bazy wiedzy w przypadku przełączników mechanicznych. Słowa te piszę jako bardziej zaawansowany użytkownik „mechaników”, przez którego to ręce przewertowała się cała masa konstrukcji od różnych producentów. Nie miałem jednak pod palcami wszystkich mechanizmów. Nigdy nie korzystałem z rozwiązań Topre, a na Romer-G poklikałem przez chwilę, podczas tradycyjnego spaceru po jednym z większych marketów z RTV.

Moim głównym konikiem są za to Cherry MX, których to wersji przetestowałem już parę. Pod palcami miałem też kilka rozwiązań od Kailh oraz TTC, a także firm, których to nazwy ciężko mi sobie w ogóle przypomnieć. Były to jednak wariacje lub też podobne konstrukcje do Cherry MX, stąd wrzucam je do jednego wora.

Cherry

Cherry dysponuje szeroką wariacją przełączników, jednakże ich najpopularniejszymi produktami są obecnie MX Red, MX Blue oraz MX Brown, które spotykamy w wielu sprzedawanych obecnie klawiaturach. Dlatego też pozwólcie, że to właśnie na nich skupię się najpierw.

Cherry MX Blue

źródło: keyboardco.com

„Niebieskie wisienki” to chyba najpopularniejsze i najbardziej rozpoznawalne przełączniki dostępne obecnie na rynku. Jeśli Wasza klawiatura „klika” w charakterystyczny sposób, to prawdopodobnie pod swoimi palcami macie właśnie przełączniki Cherry MX Blue, albo jakąś ich odmianę. Jednakże wbrew wielu pozorom nie są to mechanizmy, które można polecić stricte do grania. Owszem, na pewno działają lepiej niż zwykła membrana i niedzielny gracz nie poczuje przy klikaniu na niej zbyt dużej różnicy względem innych „kolorków”. Jeśli jednak ktoś większość czasu spędza przy komputerze grając, na 100% nie powinien decydować się na tego typu przełączniki.

Czemu jednak MX Blue i ich odmiany są tak popularne? Samo klikanie po prostu błędnie kojarzy się dużej części osób z klawiaturami mechanicznymi i często nie są one też świadome istnienia konstrukcji mechanicznych. Dla kogo zatem są Cherry MX Blue? Głównie dla osób, które większość czasu spędzają przy komputerze pisząc. Co jednak powoduje taki stan rzeczy? W głównej mierze dość spora (jak na klawiatury mechaniczne) siła nacisku (60 g, ale aktywacja zachodzi na nieco niższym pułapie), niegładki mechanizm naciskania (charakterystyczne haczenie, czyli lekki force feedback jakby nie patrzeć) oraz wolny powrót do pozycji wyjściowej. Dodatkowo klawisz aktywuje się zaraz po pokonaniu wadzącego nam po drodze „haczyka”, czyli gdzieś w około połowie dystansu względem płyty klawiatury. Co za tym idzie szybkie naciskanie pojedynczego guzika wymaga od nas za każdym razem powrotu na dość wysoki pułap, a to w produkcjach pokroju MOBA może powodować pewne problemy.

Wszystkie wady zamieniają się jednak w zalety, kiedy przesiadamy się z wirtualnego świata na takiego Office Worda. Nie wiem jak Wam, ale mi na ciężej chodzących klawiszach pisze się o wiele wygodniej. Również wyraźny punkt aktywacji znacznie ułatwia pracę. Cherry MX Blue ze swoim trybem działania przypominają (również i odgłosem) dawne maszyny do pisania. I tak, to akurat jest spora zaleta.

Cherry MX Red

źródło: keyboardco.com

Z jednej strony „niebieskie klikacze” świetnie nadają się do pisania. Z drugiej jednak mamy „czerwone wisienki”, które są już mechanizmem ukierunkowanym stricte w stronę graczy i to tych bardziej wymagających. Nie są może tak popularne jak swoje „klikające” odpowiedniki, ale nie znaczy to, iż są od nich gorsze.

Cherry MX Red to przełączniki, które określa się mianem liniowym. Oznacza to tyle, iż od samego początku aż do końca wciśnięcia cały ruch jest idealnie gładki. Tak jak przy MX Blue w pewnym momencie musimy zwiększyć opór wobec występującego haczyka, tak tutaj takie zjawisko nie ma w ogóle miejsca. Redy dodatkowo wymagają naprawdę niewielkiej siły nacisku (45 g) i w bardzo szybki oraz sprężysty sposób wracają do pozycji wyjściowej. Sprawia to, iż MX Red łatwiej jest mi polecić miłośnikom MMO, MOBA czy RTS. Trzeba mieć jednak na uwadze, iż 45 g potrzebnych do aktywacji to naprawdę niewiele. Wystarczy oprzeć delikatnie palec na klawiszu, by ten wysłał odpowiedni sygnał do komputera.

Nie są to zatem przełączniki, na których pisanie może należeć do przyjemnych czynności. Ich „delikatność” powoduje, że podczas tworzenia tekstu bardzo często robimy różnego rodzaju literówki w nieumyślny sposób. To głównie dyskwalifikuje Cherry MX Red jako konstrukcje do pisania. Dodatkowo brak wyraźnego punktu aktywacji wyraźnie przeszkadza.

Warto dodać, że na rynku istnieje też edycja Cherry MX Black, aczkolwiek coraz rzadziej można się z nią spotkać. To bardziej sprężyste i wymagające o 5 g większej mocy do aktywacji przełączniki, które poza tymi dwoma rzeczami nie różnią się niczym od MX Red. To dobra alternatywa dla osób, które kochają liniowe konstrukcje, ale „czerwona odmiana” jest dla nich zbyt delikatna.

Cherry MX Brown

źródło: keyboardco.com

Tak jak Cherry MX Blue to Yin, zaś MX Red to Yang, tak MX Brown jest połączeniem obydwu tych elementów. „Brązowe wisienki” nazywam swoistą hybrydą tak różnych rozwiązań. To świetna propozycja dla osób, które szukają czegoś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

W zasadzie przy pierwszych kilku kliknięciach Cherry MX Brown wydają się nieco ciężej chodzącą wersją przełączników liniowych. Jednak przy bliższej inspekcji można zauważyć, że Browny mają też zachowaną charakterystykę Blue. W środku aktywacji występuje naprawdę niewielki „guz”, który tak jak haczyk przy okazji „Niebieskich” stawia lekki opór i jest zarazem punktem aktywacji. Punkt ten jest naprawdę ledwo wyczuwalny. Powoduje to, że przy normalnym korzystaniu mamy wrażenie obcowania z liniową konstrukcją, do której wślizgnął nam się jakiś mały obiekt wadzący przy wciskaniu.

Cherry MX Brown świetnie nadają się do grania, bo „guz” jest praktycznie nieodczuwalny, zatem kliknięcie jest w miarę gładkie oraz przyjemne. Sam przełącznik stosunkowo szybko wraca do pozycji wyjściowej i wymaga 55 g siły nacisku, choć aktywacja jak w przypadku Blue zachodzi na niższym pułapie. Szybkie naciskanie jednego klawisza jest stosunkowo wygodne, a zatem Browny świetnie sprawdzą się w szerokiej maści różnych produkcji z odmiennych gatunków.

A jak z pisaniem? Z pewnością jest lepiej niż w przypadku liniowych Cherry MX Red, choć do poziomu Blue nieco brakuje. Nie ma tu miejsca na przypadkowe wciśnięcia, a punkt aktywacji jest stosunkowo odczuwalny podczas samego pisania. Jakby nie patrzeć, jest to w końcu hybryda.

Cherry MX… cokolwiek

Cherry wypuścił na rynek całe zatrzęsienie różnych przełączników, ale nie miałem okazji ich wszystkich sprawdzić. Poza tym różnice względem trzech powyżej wymienionych typów są naprawdę minimalne. Dla przykładu na rynku spotkamy się z MX Speed, które mają równie niewielką siłę nacisku wymaganą do aktywacji co MX Red, ale przycisk jest rejestrowany po odległości 1,2 mm. To istne piekło dla osób piszących na klawiaturze, ale niektórzy gracze mogą docenić takie rozwiązanie.

Na rynku znajdziemy też wersję MX Green, która jest ciężej chodzącą odmianą Blue. Podobnie występuje też cięższy odpowiednik MX Brown, czyli MX Clear. Zawsze możecie po jakimś czasie zamontować je w swojej klawiaturze, jeśli uznacie, że potrzebujecie czegoś więcej, niż to co Cherry oferuje przy okazji Blue, Red czy Brown. Wystarczy tylko zamówić odpowiedni zestaw z jakiejś strony i poprosić kogoś o pomoc przy ich montażu lub zostać bohaterem w swoim gaming roomie, wykonując zmianę przełączników samemu.

Razer Switches

źródło: razerzone.com

Prywatnie nie korzystam jednak z rozwiązań firmy Cherry. Na moim biurku rozgościł się produkt firmy Razer, a konkretniej BlackWidow X Chroma z przełącznikami Razer Green. Jest to tak naprawdę wariacja na temat Cherry MX Blue, bo różnice występują, ale są niezwykle subtelne. Punkt aktywacji występuje nieco szybciej, ale siła do niej potrzebna jest identyczna. Na swoim stole miałem też klawiaturę Razer BlackWidow Chroma V2 w wersji z Razer Green oraz Razer Yellow. Te drugie działają w bardzo zbliżony sposób do MX Red, choć istnieją pomiędzy nimi delikatne różnice. Jak na moje palce praktycznie niewyczuwalne.

Jednak w przeciwieństwie do innych, chińskich zamienników Razery nadal wydają się mieć ten „premium feeling”, a także mają bardzo wysoką żywotność (rzekomo aż do 80 milionów kliknięć). Działają bardzo płynnie, czego czasem nie można powiedzieć o „chińszczyźnie”.

„Firmy krzaki”

źródło: aliexpress.com

Jak zapewne zauważyliście mam w portfolio testów klawiatur kilka tańszych modeli, które korzystają z konstrukcji od takich firm jak np. TTC czy Kailh. Jaki jest mój stosunek wobec tańszych zamienników Cherry? Uważam, że za pierwszą klawiaturę mechaniczną nie trzeba płacić od razu astronomicznych kwot pokroju 700 złotych. Chińskie zamienniki mają bardzo porównywalny sposób działania, ale przy dłuższym kontakcie można zauważyć, że chodzą one delikatnie ciężej, nie są aż tak płynne i (w przypadku podróbek Blue) czasem lekko się przytną. Brak też potwierdzonej żywotności tychże przełączników powoduje, że można spojrzeć na nie w mniej korzystnym świetle.

Na pewno porównując ich jakość do produktów Topre, Razer, Omron czy samego Cherry, poczujemy pewne niekorzystne różnice. Nie mniej jednak warto spojrzeć na cenę, która z pewnością bardziej przemawia na korzyść „chińszczyzny”. Zdecydowanie polecam tańsze rozwiązanie, o ile chcecie posmakować z czym je się klawiatury mechaniczne, ale Wasz budżet jest nieco ograniczony. Tylko błagam, jak już uzbieracie fundusze, to rozejrzyjcie się za bardziej porządnymi przełącznikami.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że rozwiałem znaczną część Waszych wątpliwości dotyczących klawiatur mechanicznych oraz zatrzęsienia przełączników do nich dostępnych. Powinniście teraz umieć rozróżnić kilka najbardziej podstawowych rodzajów przełączników mechanicznych, a przy okazji wiecie też czemu lepiej sięgnąć po „mechanika” ponad kolejną klawiaturę membranową.

W miarę możliwości postaram się aktualizować ten artykuł, jeśli kiedykolwiek będę miał do czynienia z ciekawszymi przełącznikami, które będą nieco odbiegały od tego, co obecnie oferuje niemieckie Cherry (np. jakieś Topre, albo Romer-G).

Tymczasem jeśli macie jakiekolwiek pytania lub wątpliwości, śmiało piszcie w komentarzach. Możecie mnie też złapać na mediach społecznościowych, a najlepiej na moim Twitterku.

promocja