Wakacje trwają w najlepsze, czyli również sezon ogórkowy na seriale. Ale czy rzeczywiście? Jeszcze kilka lat temu w letnie miesiące serwowano nam powtórki odcinków z ubiegłych sezonów.

Od około dwóch, może trzech, lat ta tendencja ulega zmianie. Amerykańskie stacje walczą o widzów również między majem, a wrześniem. W niniejszym wpisie skupię się na oglądanych przeze mnie trzech produkcjach, które miały swą premierę w tym roku, w zeszłym i dwa lata temu.

Continuum

conti

Zacznijmy od najstarszego wiekiem Continuum. To świetna kanadyjska produkcja telewizji Showcase, która według mnie jako jedna z pierwszych pokazała, że sezon letni nie musi być wcale okraszony wyłącznie powtórkami. Da się zrobić niezbyt drogą realizację kierowaną specjalnie do widza w sezonie letnim, gdzie nie ma zbyt dużej konkurencji.

Continuum to serial science-fiction. Skupia się na postaci Kiery Cameron – protektorki (to odpowiednik policji) żyjącej sobie w 2077 roku. W tamtym czasie światem żądzą korporacje, a przeciw nim krucjatę prowadzi grupa terrorystyczna Liber8. Po kolejnym zamachu, w którym giną niewinni ludzie, udaje się złapać najważniejszych członków tej organizacji. Po procesie sądowym zostają skazani na śmierć. W dniu wykonywania wyroku okazuje się, że Liber8 miało plan. Użyli urządzenia, które cofnęło ich w czasie do roku 2012, a wraz z nimi załapała się również Kiera. Bohaterowie muszą sobie radzić w nowej dla nich rzeczywistości, zwłaszcza protektorka, która do tego stara się powstrzymać terrorystów, których plany zdają się być bardzo dalekosiężne. Prywatnie, młoda kobieta musi się uporać z tęsknotą za mężem i małym synkiem, którzy „zostali” w 2077 roku. Na temat dalszych losów nie napiszę już nic więcej, by nie psuć zabawy. Gwarantuję, że powyższe to tylko zalążek wydarzeń. Każdy z 3 dotychczasowych sezonów przynosił nowe, zaskakujące rozwiązania, a finały zwykle kończą się w taki sposób, że aż chce się kolejnych odcinków. Tym bardziej dziwi mnie, że po ostatnim jeszcze nie zamówiono 4. sezonu i niestety fani wciąż muszą nerwowo czekać na decyzję włodarzy Showcase.

Na pewno atutem serialu jest dobre aktorstwo. Główne role obsadzono mniej znanymi, lecz solidnymi aktorami: Rachel Nichols (Kiera), Victor Webster (Carlos), Erik Knudsen (Alec), Brian Markinson (Dillon), czy znany fanom Stargate Tony Amendola (Kagame). Drugą silną stroną są efekty. Mimo stosunkowo niewielkiego budżetu – w końcu to letni serial – Continuum cieszy się oszczędnymi, lecz świetnie dobranymi efektami wizualnymi. Twórcy nie oszczędzają się i gdy to jest konieczne, serwują nam dużo ciekawych pomysłów na pokazanie technologii przyszłości. Jedną z wad mogą być chwilowe przestoje w fabule, czasem też twisty dają się przewidzieć, a uważni widzowie mogą zauważyć dziury w logice.

Jednak powyższe minusy nie zmienią faktu, że Continuum świetnie nadaje się do obejrzenia latem, gdy brakuje nam produkcji nurtu s-f. Co więcej, oferuje ono motywy bliskie cyberpunkowi, a jakość wykonania dorównuje dobrym serialom sezonu „właściwego”, zwłaszcza że każdy kolejny sezon zdaje się dysponować większym budżetem. Czekam już na kolejne odcinki, miejmy nadzieję że Showcase nie zawiedzie fanów.

Defiance

defiance

Stacja Syfy rok temu wyszła z ciekawą inicjatywą. Stworzyli serial, a oprócz tego grę komputerową, która w założeniach miała uzupełniać informacje z telewizji i wzbogacać uniwersum. Defiance, bo tak się nazywa produkcja, to rasowe s-f z rozbudowanym światem, wieloma rasami kosmitów i garstką bohaterów, którzy próbują jakoś funkcjonować w rzeczywistości, jaka nastała na Ziemi.

Jest rok 2046 i od ponad 30 lat naszą planetę zamieszkują kosmici przybyli z systemu gwiezdnego Votanis. Od tamtej pory zdołała wybuchnąć, i skończyć się, wojna między ludźmi, a przybyszami, Ziemia przeszła częściowy terraforming, a co jakiś czas na powierzchnię spadają statki kosmiczne, tzw. „arki” pozostawione na orbicie przez obcych. Miejscem, w którym toczy się fabuła Defiance, jest tytułowe miasto (które było kiedyś St. Louis). To tu, pod rządami Amandy Rosewater, we względnym spokoju koegzystują Homo Sapiens wraz z wieloma rodzajami przybyszów z Votanis. Do miasta przybywa główny bohater – Joshua Nolan – wraz ze swoją przybraną córką, Irathianką, Irisą. Spokój miasteczka może zbyt długo nie potrwać, gdyż złe siły knują względem jego mieszkańców swoje własne intrygi. Dodajmy do tego mafioza-kosmitę, korupcję, walkę Republiki Ziemi z Kolektywem Votan o władzę nad planetą i groźny post-apokaliptyczny świat pełen nowych gatunków. To iście wybuchowa mieszanka. Fabuła jest prowadzona dość zgrabnie i ciekawie. Minusem jest fakt, że Twórcy chyba nie do końca wykorzystują potencjał, jaki daje im 9 obcych ras i tak bogato zaplanowane uniwersum. Bo w tym właśnie nie różni się ono od takich kultowych światów jak Stargate, czy Star Trek. Brakuje momentami pomysłów by dobrze z tego skorzystać.

Obsada jest tyleż ciekawa, co przeważnie nieznana. W główne postaci wcielają się m.in. Grant Bowler (Nolan), Julie Benz (Amanda), Stephanie Leonias (Irisa), Tony Curran (Datak) czy świetna aktorka, znana wielbicielom Spartacusa, Jaime Murray (Stahma). To właśnie jej postać jest moją ulubioną, bo wprowadza sporo zamieszania, jest sprytna i stanowi przy tym nie lada wyzwanie dla odgrywającej ją artystki. W przeciwieństwie do przed chwilą omawianego Continuum, tutaj efekty wizualne stoją na co najwyżej przeciętnym poziomie. Zdaje się, że Twórcy dość mocno postawili na scenografie i realnie istniejące obiekty. Ucierpiały na tym wszystkie twory CGI, które wyglądają chwilami tak, jak by były tworzone 10 lat temu.

Podsumowując, Defiance nie jest rewelacyjnym serialem. Brakuje momentami budżetu, a może po prostu dobrych pomysłów. Gra również się nie przyjęła. Nie zmienia to faktu, że wymyślone uniwersum ma bardzo duży potencjał, postaci są ciekawe i dobrze odgrywane, a sezon drugi pokazuje widzom odrobinę szerszą perspektywę na toczące się na Ziemi wydarzenia. Dla osób lubujących się w rasowych s-f z nutką westernu, to pozycja warta wypróbowania latem.

Manhattan

manhattan

To zupełnie odmienna produkcja, niż wyżej omawiane. Przy takiej ilości produkcji fantasy, komiksowych i s-f, czasem warto wybrać jakąś odskocznię. Dla mnie takim czymś okazało się być najnowsze dziecko stacji WGN America.

Jest to serial historyczny, a ściślej rzecz biorąc osadzony w historii. Opowiada o losach naukowców zatrudnionych przy Projekcie Manhattan i ich rodzin, „zesłanych” gdzieś na pustkowie w Nowym Meksyku, by pracować nad bronią, która miała, jak wtedy uważano, zakończyć wszystkie wojny. Akcja nie toczy się tutaj aż tak wartkim nurtem jak w wyżej omawianych produkcjach, nie ma kosmitów, nie ma podróży w czasie. Jest za to sporo refleksji odnośnie przyszłości bomby atomowej i wątpliwości, jakie rodziły się w głowach niektórych z jej twórców. Na pewno osadzenie czasu i miejsca Manhattan pośród wielkich historycznych naukowców, wychodzi na plus. Co jednak ciekawe, takie sławy fizyki, jak Robert Oppenheimer, czy Niels Bohr, stanowią zaledwie tło dla głównych bohaterów. Są nimi postaci fikcyjne, lecz oparte na prawdziwie istniejących, naukowców, którzy tak naprawdę robili całą czarną robotę. To oni, podzieleni na zespoły, projektowali poszczególne elementy układanki, jaką stanowiła bomba ‘A’, przeprowadzali kalkulacje i testy na pustyni. Większość nie miała nawet pojęcia, nad czym tak naprawdę pracują. W tym czasie ich żony muszą sobie radzić z trudem prowadzenia domu w spartańskich warunkach, ograniczonych nie tylko drutem kolczastym, lecz także wojskowym regulaminem.

W główne role naukowców i ich rodzin wcielają się: John Benjamin Hickey (Frank Winter), Ashley Zukerman (Charlie Isaacs), Olivia Williams (Liza Winter) oraz Rachel Brosnahan (Abby Isaacs). Dobór obsady jest ciekawy, choć póki co ciężko ocenić ich, gdyż dopiero co w tym tygodniu wyemitowano czwarty epizod. Podobnie, ciężko na razie wyrokować co do fabuły, lecz pierwsze odcinki pokazują, że nie będzie to wcale tak spokojny, jak mogłoby się na pozór wydawać, serial. Pozytywną stroną dzieła stacji WGN jest także scenografia i stroje, stworzono miasteczko żywcem przeniesione z lat 40stych, mamy również w tle żandarmerię i samych żołnierzy, a pokuszono się nawet o pokazanie działania centrali telefonicznej, specjalnie stworzonej na potrzeby miasteczka Projektu Manhattan.

W przeciągu tych kilku odcinków, serial zdołał mnie zainteresować na tyle, że zostanę z produkcją na pewno do końca sezonu. Realistyczne podejście do zmagań i trudów naukowców pracujących przy bombie atomowej, a także świetne scenografie i ogólnie pojęta „otoczka” sprawiają, że chce się oglądać. Dodatkowego smaku nadają epizody takich tuzów mechaniki kwantowej, jak Niels Bohr, czy Robert Oppenheimer i ich interakcje z „szarymi” naukowcami. Nie jest to jednak łatwy w odbiorze serial, zdecydowanie dla osób, które lubią chwilę pomyśleć nad skutkami, jakie przyniosły prace w Los Alamos.

Podsumowanie

Produkowane latem seriale, jak się okazuje, wcale nie muszą być gorsze jakościowo od tych z „normalnego” sezonu. Czasem mniej znaczy więcej i dzięki temu mamy okazję obejrzeć ciekawe historie, które w zwykłej ramówce nie miałyby szans. Byłaby wielka szkoda, żeby tak dobre seriale nie doczekały się „zielonego światła”. Rzecz jasna, wyżej omówiona trójka to tylko przykłady, bo takich produkcji jest znacznie więcej i są przeznaczone dla różnych odbiorców, wystarczy dobrze poszukać.