Europa jest dopiero czwartym największym, ale zdecydowanie najciekawszym księżycem Jowisza. Skalisty glob pokryty jest skorupą lodu grubą na kilka do kilkunastu kilometrów. Jednak ważniejsze jest to, co skrywa się pod lodem – jest to kilkudziesięciokilometrowej głębokości ocean. Nie jest to, jak na Tytanie (największym księżycu Saturna) ocean złożony z węglowodorów, ale z wypełniającej także nasze ziemskie oceany wody. Jak wskazują obserwacje poczynione na naszej macierzystej planecie, tam gdzie jest woda, jest także i życie. I tą prawidłowość NASA zamierza zweryfikować także na Europie.

Jeszcze do niedawna NASA podchodziła bardzo ostrożnie do projektów związanych z badaniem Europy. Po części dlatego, że agencja nie miała pomysłu jak przebić się przez wielokilometrową warstwę lodu do znajdującego się pod nią oceanu. Badacze byli na tyle uparci, że kiedy John Culberson, szef komisji parlamentarnej przyznającej środki dla NASA (a prywatnie entuzjasta poszukiwania życia na Europie) uparcie przyznawał im środki na misję mającą zbadać ten księżyc, oni równie uparcie odmawiali ich przyjęcia.

Jednak wszystko zmieniło się po roku 2013, kiedy to Kosmiczny Teleskop Hubble’a zaobserwował w przestrzeni kosmicznej w okolicach południowego bieguna Europy widmo tlenu i wodoru. Jak stwierdzili badacze, prawdopodobnie była wystrzelona z gejzera, rozłożona przez silne promieniowanie Jowisza na tlen i wodór. Skoro więc na Europie występują gejzery, to żeby badać wodę pochodzącą z pokrytego lodem oceanu, nie trzeba się do niego przebijać – wystarczy przeanalizować tą, która sama wydostanie się na powierzchnię, razem z, być może, pływającymi w niej żyjątkami albo przynajmniej śladami ich metabolizmu.

NASA, pod wpływem nowego odkrycia i nacisków przydzielającego im środki kongresmena, postanowiła znacznie zmodyfikować planowaną misję Clipper mającą badać Europę. Pierwotnie sonda miała jedynie dokonać kilku przelotów nad powierzchnią księżyca. Z czasem NASA zaczęła, początkowo niechętnie, rozważać możliwość wystrzelenia w lodową skorupę pocisku i zbadania skutków uderzenia lub nawet zrzucenia na powierzchnię, z prędkością ograniczoną do 35km/h małego lądownika, który na pokładzie miałby podstawowe (i stosunkowo wytrzymałe mechanicznie) instrumenty badawcze.

Obecnie, jak ujawnił Culberson serwisowi ArsTechnica, plany są bardziej zaawansowane. NASA wystrzeli sondę Clipper pod koniec 2023 roku, używając opracowywanej właśnie rakiety SLS, dysponującej siłą ciągu o 20% większą niż Atlas V, który wyniósł ludzi na Księżyc. Moc rakiety ma być wystarczająca, by służyła ona także w projekcie załogowych misji na Marsa. Dzięki potężnemu napędowi Clipper osiągnie orbitę Europy po niewiele ponad 4,5 roku. Sama sonda ma spędzić na orbicie księżyca trzy lata, jednak zanim na dobre zajmie się fotografowaniem jego powierzchni, oddzieli się od niej lądownik.

Ważący 230 kg lądownik nie spadnie na powierzchnię Europy jak kamień, ale zostanie opuszczony na nią przez latający dźwig – taki jaki pozwolił łazikowi Curiosity na miękkie lądowanie na Marsie. Kiedy lądownik zostanie opuszczony na lodową skorupę ponad 800 milionów kilometrów od Ziemi, w mrozie mogącym sięgać nawet -220 oC i silnym promieniowaniu Jowisza, powinien pozostać zdolny do pracy przez około 10 dni.

W czasie swojej krótkiej misji urządzenie ma pobrać próbki z powierzchni Europy i jej lodowej skorupy do głebokości 10cm (co będzie o tyle trudne, że w tej temperaturze lód jest równie twardy jak granit) i zbadać ich skład za pomocą spektrometru mas. Obecnie NASA pracuje nad tym, jak upchnąć w lądowniku dodatkowo spektroskop ramanowski, żeby móc potwierdzić skład próbek na dwa niezależne sposoby.

Choć Amerykanie planują wylądować sondą jak najbliżej szczelin w lodowej pokrywie z których to wydobywać się może woda, to badają obecnie możliwości uzyskania bardziej bezpośredniego dostępu do nich. Rozważają umieszczenie w lądowniku malutkiego łazika, który mógłby podjechać na sam skraj szczeliny lub osobnej sondy, która odczepiwszy się od Clippera przeleci nad szczelinami i przy odrobinie szczęścia pozyska próbki wystrzelonej z nich wody.

Do startu w 2023 roku zostało jeszcze trochę czasu. Wystarczająco dużo, żeby dopracować koncepcję zarówno samej sondy jak i lądownika oraz zbudować działające urządzenia. Jest to też wystarczająco dużo czasu, żeby coś mogło nie wypalić. Na szczęście, nawet jeżeli program rakiety SLS zaliczy po drodze poważne opóźnienie lub zostanie nawet skasowany – jak jego poprzednik (Constellation), do wystrzelenia Clippera będzie można użyć także mniejszych rakiet. Po prostu podróż potrwa wtedy nieco dłużej. Jednak na ewentualne odkrycie śladów życia na Europie warto poczekać.

[źródło i grafika: arstechnica.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!