Co będzie, gdy najdzie cię ochota na zapalenie papierosa? Czy jakiś światowy dyktator mógłby poczuć się urażony twoim radosnym „puszczeniem dymka”. Otóż może cię zaskoczyć fakt, że owszem – kiedyś był ktoś taki.

Nazywał się Adolf Hitler.

Nazistów postrzegamy głównie w czarnych barwach – zwykle słusznie. Jedna z najpotworniejszych tragedii, wojna która pochłonęła miliony istnień była rezultatem działań ludzi przesiąkniętych agresywną ideologią wyższości nad innymi rasami – a wszystko to pod wodzą znanego wszystkim bruneta z charakterystycznym wąsikiem. Mimo to nie każdy wie o tym, że to właśnie naziści byli prekursorami badań nad szkodliwością palenia tytoniu – i jako pierwsi odkryli korelację między paleniem i zachorowalnością na raka płuc.

W latach trzydziestych ubiegłego roku palenie było modne i „trendy” na całym świecie. Gwiazdy szybko rozwijającego się przemysłu filmowego paradowały na ekranach z papierosami w ustach, zaś potężne lobby tytoniowe skutecznie blokowało wszelkie kampanie uświadamiające ludziom szkodliwe oddziaływanie nikotyny na organizm człowieka. W żadnym kraju przeciwnicy palenia nie angażowali się zbyt mocno w zwalczanie tego nałogu… oprócz jednego. Hitlerowskich Niemiec.

Adolf Hitler był za młodu nałogowym palaczem, wypalając około czterdziestu papierosów dziennie. W swych późniejszych latach zdecydowanie odżegnywał się od nałogu, twierdząc, że jest to „gniew czerwonego człowieka przeciw białemu człowiekowi, zemsta za otrzymanie wysokoprocentowego alkoholu” (Hitler również nie pił, praktykował też – z przerwami – wegetarianizm). Bardzo ubolewał nad tym, że jego ukochana Eva Braun oraz jeden z najbliższych współpracowników Martin Bormann są palaczami. Co ciekawe, Mussolini oraz Franco również obywali się bez nikotyny, natomiast „wyskoczyć sobie na dymka” lubili zarówno Roosevelt, Stalin jak i Churchill.

Nazistowska kampania antynikotynowa była ważnym fragmentem rasistowskiej i eugenicznej propagandy Trzeciej Rzeszy. Prawdziwe i rzetelne wyniki badań naukowych (odkrycie związku dymu papierosowego z rakiem płuc, chorobami płodów u kobiet w ciąży, stworzenie określenia „Pasywne palenie”) zmieszane zostały z typową faszystowską słowną agresją, pełną kłamstw i przeinaczeń. Reklamy wyrobów tytoniowych objęto sporymi restrykcjami (nie można już było np. umieszczać plakatów reklamowych przy liniach kolejowych, w rejonach wiejskich, na stadionach i torach wyścigowych), dodatkowo nałożono na nie wysokie podatki, co spowodowało wzrost cen papierosów. Tytoń określany był jako „genetyczna trucizna”, nadzorcy czystości rasowej określali go jako „prowadzący do zepsucia niemieckiej puli genowej”. Palące kobiety uznawano za niegodne bycia żonami i matkami „prawdziwych Niemców”. Wmawiano też masom, że jest to nałóg cechujący „rasy podrzędne” – Żydów, Murzynów i Cyganów.

smoke2

„Niemiecka kobieta nie pali!”

smoke1

„To nie ty go konsumujesz. To on konsumuje ciebie!”

 

Mimo tak silnego zaangażowania władz, kampania przez długi czas nie przynosiła zamierzonych skutków, mało tego – od 1932 do 1939 roku konsumpcja tytoniu wzrosła niemalże o połowę (ciekawostka: w sąsiedniej Francji gdzie opozycja w stosunku do nikotyny była o wiele mniejsza, w tych latach stwierdzono jedynie niewielki wzrost). Spadek zanotowano dopiero później, podczas działań wojennych, głównie dzięki racjonowaniu papierosów wśród żołnierzy i np. całkowitemu zakazowi ich palenia przez służące w armii kobiety.

To wszystko oczywiście nie uchroniło Rzeszy przed bezwarunkową kapitulacją. Po wojnie papierosy stały się w Niemczech powszechnie dostępne, zaś ich trucicielski charakter przestał być tak dosadnie eksponowany, mało tego – w 1949 roku USA w ramach Planu Marshalla dostarczyły do tego kraju ok 60 tys. ton tytoniu, co prawdopodobnie niezwykle ucieszyło serca amerykańskich producentów tego specjału.

Zatem, jeśli teraz, Szanowny Czytelniku chcesz zaciągnąć się wonnym, niezdrowym papierosowym dymem, możesz zrobić to z prawdziwą satysfakcją i poczuciem zwycięstwa – wojna się skończyła.

promocja