Złożyło się ostatnio, że zetknąłem się z kilkoma przypadkami kwestionowania prawa recenzentów/krytyków do wyrażania jednoznacznych opinii o ocenianym dziele. Najpierw, włócząc się gdzieś po ciemnych zakamarkach Youtube`a trafiłem na dyskusję pomiędzy redaktorem Michałem Walkiewiczem z Filmweba a reżyserką filmu Big Love. Z kolei całkiem niedawno, na pewnie większości znanym serwisie Kotaku, pojawił się artykuł byłego dziennikarza growego, który po przejściu do pracy w studiu developerskim wstydzi się swoich szykan, które wygłaszał pod adresem twórców zanim zmienił pracę. Posłuchałem, przeczytałem i wezbrała we mnie złość.

Wspomniana dyskusja odbyła się na prośbę samej reżyserki, całkiem już dawno temu, bo chyba w 2012 roku. Filmu nie oglądałem, reżyserki nie znam, ale zainteresował mnie fakt, że to właśnie twórczyni zaproponowała takie spotkanie, w odpowiedzi na oględnie mówiąc niezbyt przychylną recenzję jej dzieła przez pana Walkiewicza. Po wstępnej deklaracji Barbary Białowąs (w międzyczasie sprawdziłem, jak się nazywa), że przyszła na spotkanie w celu rozpoczęcia ważnej jej zdaniem dyskusji nad celem i sensem krytyki filmowej, przystąpiła do cytowania fragmentów recenzji jej filmu i prób podważenia wiarygodności redaktora. Spytała między innymi, czy pan Walkiewicz zna twórców muzyki do jej filmu, zarzuciła mu ignorancję, pochwaliła się skończonymi studiami. W międzyczasie zaczęła również z dumą tłumaczyć zabiegi jakie zastosowała w filmie, mówiąc o zabawie konwencją, oraz zwłaszcza o odwołaniach do innych, jej zdaniem wybitnych dzieł, których to recenzent nie dostrzegł, co w gruncie rzeczy odbiera mu prawo do krytycznej oceny tego wspaniałego na meta-poziomie filmu. Z racji bowiem tego, że nie orientuje się dostatecznie w meandrach sztuki filmowej, nie zna wszystkich inspiracji, które wiodły reżyserkę, nie może oceniać jej filmu pod kątem jego realizacji, zamysłu fabularnego, zastosowanych zabiegów czy gry aktorskiej.

 critics-corner-promo-01-4_3

Z kolei w artykule zamieszczonym na Kotaku, autor teoretycznie wymienia 5 rzeczy, których nie wiedział o tworzeniu gier, dopóki nie zaczął pracować w studiu je produkującym. Po pierwszych trzech akapitach okazuje się jednak, że w gruncie rzeczy chce nas przekonać, że objeżdżanie złych gier, negatywne recenzje i piszący je dziennikarze muszą brać poprawkę na to, jak ciężko jest stworzyć dobrą grę, jak trudna jest praca przy tworzeniu gier, oraz że twórcy czytają z uwagą recenzje swoich dzieł i bardzo się nimi przejmują. Swego czasu autor tekstu pracował dla Destructoida i w swoich artykułach oraz filmach lubował się w niewybrednym krytykowaniu wysokobudżetowych produkcji, które nie przypadły mu do gustu. Obecnie bardzo przeżywa, że potrafił nazwać którąś tam część Assassin`s Creed „kawałkiem pierdolonego gówna”, a twórców jeszcze innej gry zwykłymi idiotami. Słów tych jego zdaniem nic nie usprawiedliwia, a nigdy by ich nie wypowiedział, gdyby zdawał sobie sprawę ile potu, krwi i nieprzespanych nocy wymaga stworzenie gry. Po kilku latach spędzonych w Gearbox Software stwierdza, że kierowała nim ignorancja i brak szacunku dla czyjejś pracy.

Nie zdawał sobie sprawy, że produkcja gry jest tak ciężka, cięższa niż kiedykolwiek sobie wyobrażał i nie mając o tym pojęcia, nie miał prawa być tak krytycznym. Podobnie zresztą, jak pani Białowąs, która wyznaje zasadę, że chyba tylko ona sama może skrytykować swój film, bo tylko ona wie, co w nim właściwie siedzi, czym się kierowała robiąc go i jak wyglądała jej praca od środka. Straszne bzdury.

Krytyka nie narodziła się wczoraj. Od kiedy istnieją książki, przedstawienia teatralne, razem z nimi istnieją ludzie którzy starają się opisać, które z nich są warte uwagi, a które nie. Recenzje pomagają szerokiemu odbiorcy wybrać, co warto zobaczyć, przeczytać, w co warto zagrać. Jest to niezwykle ważna funkcja, pozwala nam zaoszczędzić czas, a zwłaszcza pieniądze, przed wydaniem je na coś, co nie spełni naszych oczekiwań. Dobry recenzent jest czasem tak samo ważny jak produkt, który opisuje. Stąd najwięksi krytycy filmowi, teatralni, krytycy literatury a nawet niektórzy recenzenci gier – są postaciami rozpoznawalnymi, docenianymi za swój zmysł i pracę. Z drugiej strony czytanie czy słuchanie recenzji to też forma rozrywki i o tym opisani wyżej wydają się zapominać.

Ktoś, kto stara się zarobić na swoim dziele, czyli wydaje je na rynek w celu odbioru przez ludzi, musi się liczyć nie tylko z tym czy osiągnie sukces, czy nie. Musi zdawać sobie sprawę z tego, że dostępny dla konsumenta produkt wzbudzi różne emocje. Każdy ma inny gust i nawet najwspanialsze arcydzieło ma swoich przeciwników, wszystkim dogodzić się nie da. Od wieków działa to w ten sposób, że twórca, który udostępnia swoją pracę, niejako wystawia się na możliwość usłyszenia pod swoim adresem szeregu przytyków, negatywnych uwag i czasem krzywdzącej krytyki.

Tymczasem wymienieni wyżej twórcy zdają się być dziećmi modnej ostatnio filozofii bezstresowego wychowania i wszechogarniającej tolerancji. Nie są w stanie zrozumieć, że stworzenie czegoś, co chcą sprzedać z zyskiem innym, wiąże się nie tylko z nieuchronną pochwałą ich niewątpliwie ciężkiej pracy, nieważna jakiej jest ona jakości, ale również z koniecznością wzięcia odpowiedzialności za swoje dzieło. Są przygotowani jedynie na dobre opinie i docenienie ich zaangażowania, nie są w stanie jednak przyjąć, że ktoś wyrazi się mocno krytycznie i zmiesza z błotem ich wytwór. Bronią się przed tym jak mogą, a niezwykle popularnym argumentem w takiej sytuacji jest to, że negatywnie nastawiony recenzent jest po prostu ignorantem, który nie ma żadnego merytorycznego przygotowania do wyrażania takich opinii.

Tymczasem moim zdaniem wcale nie musi mieć takiego przygotowania. Do recenzowania gier, filmów dla szerokiego odbiorcy czy beletrystyki wystarczy jedynie dobre pióro, przyzwoity gust i odrobina doświadczenia, intuicji i wyczucia. A przede wszystkim musi pamiętać o tym, że jego odbiorcą jest konsument, a nie twórca. Przed oczami musi mieć osobę, która wyciąga pieniądze na polecany przez niego produkt, mając nadzieję, że rzeczywiście wart będzie tych niemałych środków. Co innego w przypadku jury, sędziów, komisji na profesjonalnych imprezach czy przy okazji stricte branżowych nagród, ale nie o tym ten artykuł traktuje.

muppet-critics

Oczywiście, nie każdy może recenzować. Ale ktoś, kto się do tego nie nadaje, bardzo szybko jest weryfikowany przez czytelników czy widzów i nie ma szans na szerokie zaistnienie, toteż jego wypociny nie powinny stanowić powodu depresji twórców. Ale wystarczy, by recenzent zrobił odpowiedni research, poznał dzieło w całości, postarał się spojrzeć na nie nieco wnikliwiej niż przy zwykłym, domowym odbiorze, porównał je z innymi tego typu, spróbował odkryć w nim czynniki charakterystyczne i był w stanie stwierdzić, czy całość składa się na produkt, który dostarcza rozrywki na dobrym poziomie. Wymaganie poznania technicznego procesu produkcji jest chybione, bo to z kolei nie interesuje zupełnie osób, które ostatecznie grę czy cokolwiek innego kupią na podstawie rekomendacji autora tekstu.

Do tego rozwinął się taki a nie inny trend, że lubimy krytyków wyrazistych, zdających się nie mieć skrupułów i nie mających problemów z bezpardonowym zmieszaniem recenzowanego dzieła z błotem. Wszyscy lubią chamskich recenzentów, dopóki nie mówią bezpośrednio o nich i mimo, że nie jest to szczególnie godne pochwał, to tak po prostu jest. Takie recenzje czyta się czy ogląda z przyjemnością. Przez teksty i filmy jak nigdy wcześniej musi przebijać się charyzma ich autora, po prostu kosztem dobrego samopoczucia autora dzieła.

Autor musi być w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje dzieło, musi też stać się gruboskórnym w momencie wypuszczenia produktu na szeroki rynek. Nie można oczekiwać szacunku i uwielbienia za sam fakt włożenia w coś tysiąca godzin pracy, bo w ten sposób mielibyśmy miliony docenionych i ani jednej wartej uwagi produkcji. Z kolei recenzent musi pamiętać o swoim odbiorcy i o jakości swojego tekstu. Bo tak naprawdę, jeżeli jakiś produkt jest dobry, to nie dostanie samych złych recenzji. Jeden, kilku nieodpowiedzialnych krytyków nie jest w stanie pogrążyć czegoś wartego uwagi i o tym twórcy powinni zawsze pamiętać. A jak już wszyscy krytykują, to chyba jednak warto pomyśleć, że może jednak coś jest na rzeczy.