Nie da się ukryć, że Overwatch prezentuje się jako próba zaskarbienia sobie serc fanów FPS-ów w stylu Team Fortress. Jest to przerzucenie idei MOBA-like w prosty, przejrzysty i szalenie grywalny sposób w dobrze znanym stylu, który znany jest każdemu miłośnikowi gier Blizzarda.

Na zaproszenie firmy CDP.pl i samego Blizzarda, dane było ogrywać nam Overwatch w wersji na PlayStation 4. Pierwszym, co rzuciło się w oczy, była śliczna, cukierkowa grafika, której zamysł mocno do mnie przemawia – w ten sposób gra nie zestarzeje się z upływem czasu, a jednocześnie będzie przejrzysta i nie będzie przeszkadzać w dostrzeżeniu przeciwnika z drugiego końca mapy. Pragnę zauważyć, że była to zaledwie beta, jednak już teraz Blizzardowi udało się utrzymać stałe 60 klatek na sekundę przy rozdzielczości 1080p. Jednocześnie zaznaczam, że gra wygląda prześlicznie i jest szalenie grywalna.

Do wyboru mamy sporo postaci podzielonych na 4 główne kategorie: atakujących, supportujących, zbierających na siebie ogień przeciwnika oraz specjalistów, którzy wymagają niech więcej kombinowania z umiejętnościami i specyficznego stylu gry. Każdy z bohaterów wymaga ogrania, by go docenić w trakcie walki, jednak niezależnie od wyboru drużynę można w dowolnym momencie edytować. Już po godzinie można zweryfikować tezę ze wstępu – Overwatch nie jest zrzynką – to pełnoprawna produkcja, którą odróżnia bardzo wiele od innych produkcji tego typu.

Liczba bohaterów, map, trybów i kombinacji nie pozostawia złudzeń, że Overwatch nie jest grą na tydzień. Blizzard zostawił sobie spore pole do manewru wszelakimi łatkami oraz usprawnieniami, by móc ciagnąć tę grę przez ładnych parę lat. Co ciekawe, dodatkowi bohaterowie mają być darmowi, a zapłacimy wyłącznie za dodatki [skórki postaci, pozy, avatary oraz graffiti], które nie wpływają na rozgrywkę, a jedynie cieszą oko.

W kwestii map, Blizzard chce zabrać nas w wycieczkę po całym globie. Szczególnie urokliwe są miejscówki w Chinach i na Egipcie – wszystko z odpowiednio dopasowaną ścieżką dźwiękową i różnymi zadaniami, które trzeba wykonać. Może to być eskorta pojazdu, który porusza się tylko, jeśli ktoś z naszej drużyny jest w pobliżu, klasyczna kontrola punktu lub szybkie przejęcie dwóch wyznaczonych miejscówek.

Mało? Pamiętajmy, że to zaledwie beta, choć już teraz gra się bardzo komfortowo. Miałem styczność z wcześniejszą wersją gry na PC i widzę zmiany na plus – między innymi w obszarach, po których można się poruszać. W poprzedniej wersji, można było zwiedzić zdecydowanie więcej fragmentów map, które na pierwszy rzut oka były wykorzystywaniem błędu kodu. Teraz postawiono tam niewidzialne ściany i zmuszono graczy do większej interakcji w dolnych partiach map. Może to brzmieć jak nerf, jednak wyrównuje szanse postaci, które nie mają możliwości wspinania się lub latania w przestworzach. Pamiętam mecze z alfy, gdzie jedna osoba czaiła się w rogu mapy na dachu i ściągała przeciwną drużynę. Teraz to nie przejdzie.

Overwatch może zatrząść rynkiem FPS-ów na konsolach, jako tytuł przyjemniejszy niż najwięksi przeciwnicy w tej kategorii. Przykład Splatoon na WiiU pokazuje, że nie każdy chce krwi, flaków i spiny w przypadku porażki. W produkcji Blizzarda, nawet porażki są satysfakcjonujące, pod warunkiem, że przyjmiemy konwencję współpracy i zrobimy wszystko, by pomóc zespołowi w zwycięstwie. Samotny wilk na nic się tutaj zda, ale już proste kombinacje 2-3 bohaterów, którzy dobrze wiedzą co robią i kolejne wygrane wpadną praktycznie z automatu.

Overwatch zarządzi, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.