Od dawna cenię serie Gothic i podoba mi się jej duchowy następca – Risen. Nie mogłem sobie odpuścić zagrania w kolejną grę od Piranha Bytes. Pograłem kilka godzin, więc czas na opisanie wrażeń.

Seria Risen jest spadkobiercą pierwszych odsłon Gothica. Obu poprzednim częściom udało się oddać ducha serii, czy z trójką wyszło podobnie? Nie do końca… Risenem 3 w ogóle się nie interesowałem. Wiedziałem tylko, że powstaje, ale żadnych newsów nie czytałem, więc nie wiedziałem nawet w jakich klimatach przyjdzie nam grać. Jak już można zauważyć przy pierwszym lepszym trailerze, ponownie wracamy do pirackich klimatów. W dwójce wyszło to bardzo dobrze, więc rozumiem, że twórcy chcą kontynuować serię w takim stylu.

Na samym wstępie zaskoczyła mnie już zmiana bohatera. Bezimienny z poprzednich części odszedł w zapomnienie i teraz przyjdzie nam grać… innym Bezimiennym. Nasza postać jest synem Stalowobrodego, a co za tym idzie, również bratem Patty, którą mogliśmy poznać w dwóch pierwszych odsłonach serii. Początek prezentuje się ciekawie, bo od razu trafiamy do środka bitwy, która rozgrywa się na statku gdzie musimy odeprzeć siły wroga. Jak się okazuje jest to tylko sen i potem trafiamy razem z siostrą na wyspę, gdzie przejdziemy samouczek i poznamy nieco historii. Nie będę za dużo opisywał fabuły, jednak powiem tyle, że na razie prezentuje się ona bardzo ciekawie i może być ona najlepszym elementem gry. Mamy piratów, zbieranie załogi, magię, klątwy, a nawet zaświaty, które odgrywają tu dużą rolę. Opowieść skupia się na tajemnych portalach, które znajdują się w jaskiniach na kilku wyspach. Podobnie jak w jedynce, pojawiły się one znikąd, od tak wyrosły z ziemi.

1393017845-risen-3-titan-lords-2

Niestety gra na samym początku nie porywa, aż nie opuścimy pierwszej wyspy, czyli nie przejdziemy tutoriala. Muszę przyznać, że się z nim męczyłem. Nie interesowały mnie za bardzo motywy rodzeństwa i nie zostało zbyt wiele wyjaśnione, może to właśnie dlatego. Na samym początku nie wiadomo nawet kim sterujemy. Dopiero podczas kilku dialogów z Patty powoli jest nam to wyjaśniane. Gdy już dowiemy się o co w tym wszystkim chodzi i dokąd zmierza historia zaczyna się robić ciekawie i dostajemy wreszcie prawdziwego RPG-a. Od razu czujemy swobodę w tym co robimy, ponieważ mamy wielki otwarty świat w postaci kilku wysp, na które możemy w każdej chwili popłynąć i sami zdecydować co robimy w danym momencie. W trakcie naszych podróży zwiedzimy dżungle, a oprócz tego oczywiście miasta, choć są to bardziej malutkie wioski. No chyba, że tych większych jeszcze nie odkryłem. Spory minusem tytułu jest to, że często zwiedzamy znane miejsca z poprzednich części. Wiele miejsc wygląda dokładnie tak samo jak w dwójce, nawet są te same postacie w tych samych lokacjach. Potrafi to odebrać radość z odkrywania nowych miejsc, a przecież jest to ważne w tego typu grach.

Piranie przyzwyczaiły nas już do kilku stron konfliktu w ich grach, więc nie inaczej jest tutaj. Są trzy frakcje i tylko od nas zależy, do której dołączymy. Swobodę rozgrywki widać również podczas eksplorowania wysp. Do dyspozycji mamy cały ląd, który najczęściej pokryty jest wielką dżunglą. W każdej chwili można odpuścić wykonywanie misji i skupianie się na głównym wątku, by trochę poeksplorować. Dawno żadna produkcja nie dawała mi takiej frajdy z szukania tajemnic. Gdy zdecydujemy się na zejście z głównej ścieżki czekają na nas jaskinie, skarby, a nawet ciekawi ludzie do odkrycia. Oczywiście nigdy nie jest łatwo gdy zdecydujemy się na pójście w dzicz. Należy się odpowiednio przygotować, bo nawet zwykła pantera może być dla nas nie lada wyzwaniem.

Na szczęście nie zawsze podróżujemy sami. Jako że mamy swoją załogę, możemy wziąć jedną osobę ze sobą, by pomagała nam w walce. No i najczęściej się to przydaje, ponieważ towarzysz może skupić na sobie uwagę przeciwnika, ale nie zawsze wychodzi to tak dobrze. Często zdarzała mi się, że gdy wróg mnie atakował, mój sprzymierzeniec po prostu stał i nie raczył pomóc nawet jednym ciosem. Czasami działa to również w drugą stronę, bo gdy walczę z kilkoma przeciwnikami naraz to czasami potrafią oni stać w miejscu i czekać na śmierć kolegi.

Jeśli chodzi o rozwijanie postaci, to nic się nie zmieniło w stosunku do drugiej części, ale to dobrze. Stary system bardzo mi się podobał i lubię sposób w jaki podchodzą do tego twórcy. Mamy kilka atrybutów, które rozwijamy wykorzystując punkty chwały, czyli po prostu wykupując je za punkty doświadczenia. Do tego dochodzą również umiejętności, których uczymy się u nauczycieli. Ciekawym nowym dodatkiem jest współczynnik określający naszą moralność. Mieliśmy już to w wielu RPG-ach i jest to nawet uzasadnione fabularnie. Nie wiem jeszcze czy będzie to miało jakiś wpływ na otoczenie i zadania, ale właśnie na to liczę.

Risen-3

System walki był dobry w każdej odsłonie i tutaj również daje radę. Początkowo jest dość trudno i każda potyczka wymaga odpowiedniego podejścia i skupienia. Nie można machać orężem na prawo i lewo, tylko trzeba walczyć defensywnie. Służy nam do tego blok i uniki. Każdy przeciwnik walczy inaczej i warto poznać jego taktykę zanim wymierzymy cios. Dlatego walki nie są krótkie i trzeba uzbroić się w cierpliwość zanim wygramy.

Graficznie Risen 3 prezentuje się bardzo dobrze, choć mam kilka zastrzeżeń. Swój ładny wygląd gra zawdzięcza głównie oświetleniu, które odwraca uwagę od reszty. Jest sporo światła padającego na zbroje, elementy otoczenia itd. Trzeba przyznać, że ładnie to wygląda, ale gdy przyjrzymy się bliżej to tekstury nie są zbyt dobrej jakości, a niektóre modele wykonano niezbyt starannie. Najmniej spodobały mi się rozmycia, których jest tu pełno. Nie wiem po co aż tyle ich dodawano, bo za bardzo odwracają uwagę.

Nierówna jest też oprawa dźwiękowa. Rzadko zwracam uwagę na muzykę, ale tutaj naprawdę mi się spodobała i to od samego początku, bo już melodia w menu głównym nieźle mnie wciągnęła, a inne utwory są równie dobre. Najgorzej wypadają głosy postaci, a szczególnie głównego bohatera, który oczywiście musi być twardzielem i przez to brzmi po prostu sztucznie. Dziwna sprawa jest z pierwszym naszym towarzyszem, który ma… dwa głosy. Raz mówi normalnym, takim który do niego pasuje, a czasami zdarzy się że podkłada mu głos inny aktor…

Jak na razie Risen 3 wypada „tylko” dobrze. Miał słaby początek, ale im dalej gram, tym gra bardziej mi się podoba. Może i nie jest to rewelacyjny tytuł, ale trzyma poziom. Chciałoby się czegoś lepszego i bardziej dopracowanego, ale dobra gra również potrafi nieźle wciągnąć i się podobać.