Zapraszam do zapoznania się z moją subiektywną oceną pierwszych odcinków seriali, które wystartowały już dwa tygodnie temu. Z oczywistych względów ograniczyłem się do czterech najważniejszych dla mnie pozycji.

I w końcu przyszedł. Upragniony przez wielu sezon 2014/15. Jak zawsze, mamy sporo nowości, są też z nami seriale emitowane od lat oraz te z zeszłorocznych debiutów, którym udało się zdobyć zaufanie włodarzy swoich stacji. Bezpośrednio dla mnie, nowe serie rozpoczęły się w zeszłym tygodniu wraz z czterema (nie liczę sitcomów) premierami: Sleepy Hollow, Gotham, Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. oraz Person of Interest. Muszę przyznać, że pierwszy kontakt z większością był w miarę pozytywny, choć tylko jedna produkcja trzyma, nieodmiennie od lat, bardzo wysoki poziom. Ponieważ wpis ten powstaje już w drugim tygodniu emisji, to dopisałem krótkie odczucia odnośnie drugiego, najnowszego odcinka każdego z seriali.

Gotham

gotham

Zacznijmy od debiutanta. Sądząc po sporym szumie, jaki wywołuje ta nazwa, wielu ludzi z utęsknieniem oczekiwało tego debiutu. O ile dobrze pamiętam, to pokazy dla prasy zgromadziły dość ciepłe opinie. Stąd, z chęcią sam spróbowałem pilota stacji FOX, pomimo, iż nie podoba mi się do końca decyzja Twórców. Zastosowali oni bowiem, zdawać by się mogło nowatorskie, podejście z odmłodzeniem całego miasta. Seria ma zacząć się zabójstwem Wayne’ów i widzowie będą śledzić młodego komisarza Gordona, a w tle przewijać się mają, również jeszcze młodzi i nieopierzeni, przyszli wrogowie Batmana.

Rzeczywiście – głównym bohaterem pilota jest niewątpliwie James Gordon, grany przez Bena McKenzie. Uważam, że wypada on w swej roli przekonująco, zwłaszcza jak na pierwszy odcinek. Żółtodziobowi towarzyszy partner, detektyw-weteran miasta Gotham, Harvey Bullock. Jego postać, odgrywana przez Donala Logue, również mi się spodobała, choć nie da się ukryć, że popada w pewną sztampowość. Osią fabularną pilota jest morderstwo Wayne’ów. Daje nam to okazję do poznania małego Bruce’a oraz Alfreda. Ale to twórcom, jak widać, nie wystarczyło i dostajemy od razu całą plejadę postaci: Barbarę Gordon, Oswalda Cobblepota (późniejszy Pingwin), Fish Mooney, Edwarda Nigmę (później Riddler), Carmine Falcone, młodziutką Selinę Kyle oraz jej rówieśnicę Ivy Pepper (przyszła Poison Ivy). Jak dla mnie, to stanowczo za dużo. Zwłaszcza obecność Catwoman i Poison Ivy była bardzo na siłę. Falcone okazał się być bardzo interesującą postacią, lecz tutaj też twórcy się pospieszyli. Trzeba było zaintrygować widza trochę bardziej, niż odkrywać zrazu wszystkie karty. Sama akcja płynie dość zmiennie – raz szybciej, raz wolniej. Ogólnie dobrze ogląda się odcinek, tylko przeszkadza właśnie ta ilość bohaterów na raz. Dużym plusem dla mnie jest klimat miasta, takie połączenie Gotham z Batman Begins Nolana z miastem prezentowanym w komiksach. Chwilami za bardzo widać w tym CGI i compositing, lecz i tak mnie zadowala. Dam szansę kilku początkowym epizodom.

Drugi z nich, niestety, bardzo rozczarowuje. Głupota pogania głupotę. Kontynuowany jest trend wciskania wielu komiksowych postaci na siłę. Najbardziej denerwujący okazuje się E. Nigma, którego obecności nijak nie da się wyjaśnić. Fish Mooney jest za to tak sztampowa, że aż boli. Jej dialog z Falcone był świetną sceną, lecz to tylko zasługa tej drugiej postaci. Całkiem interesujący za to jest Oswald i jego powtórne narodziny. Mam wrażenie, że mamy właśnie okazję obserwować narodziny Pingwina, który powróci do Gotham i zacznie działać na swój rachunek. Zawiodła mnie obecność Bruce’a Wayne’a, którego przecież miało być jak na lekarstwo. Na siłę z Gordona robi się jakiegoś psychoterapeutę dla bogatego sieroty. No i niepotrzebnie cała scena z nim aż krzyczy: „Ej!! patrzcie, to BATMAN !!”. Poza tym jest też wiele innych denerwujących rozwiązań fabularnych i wątków. Jednym z nich jest Selina Kyle, której – nie wiem czemu – słuchają się dorośli i która nosi makijaż w wieku około 12 lat. Dodatkowo nie podobają mi się niektóre plenery, gdzie ilość wieżowców na metr kwadratowy jest grubo przegięta. Lubię komiksowy klimat, no ale taśma filmowa, w przeciwieństwie do papieru, nie wszystko jednak znosi. Druga odsłona Gotham na tyle mnie odrzuciła, że zastanawiam się, czy w ogóle wytrzymam choćby do połowy sezonu.

Sleepy Hollow

Sleepy_Hollow

Serial FOXa okazał się być w zeszłym roku całkiem udanym debiutem. Wprawdzie w pierwszych odcinkach dwójka głównych aktorów – Tom Mison (jako Ichabod Crane) i Nicole Beharie (Abbie Mills) – nie zawsze dobrze się zgrywała. Potrzebowali czasu na dogryzienie się. Ale kiedy już to zrobili, to w drugiej części serii bardzo dobrze ukazali współpracę i pewną chemię między swymi postaciami. Świetnym dodatkiem do obsady został John Noble, grający Henry’ego Parrisha.

Drugi sezon rozpoczyna się, na pozór, w zupełnie innym miejscu, niż zostawiliśmy bohaterów przed wakacjami. Nie zdradzając zbyt wiele, z czasem wszystko się wyjaśnia i fabuła powoli zaczyna nabierać kształtów. Nie da się jednak ukryć, że nie jest to ten sam poziom co pilot pierwszej serii. Wydarzenia w pewnych momentach trywializują trudną sytuację z wiosennego finału. Z zaskoczeniem stwierdziłem również kompletny brak wspomnienia o kapitanie Irvingu, tak jak by scenarzyści o nim zapomnieli pisząc scenariusz. Efektów za to jest mnóstwo i są całkiem przyzwoitej jakości. Poznajemy nawet jedną nową lokację, bardzo interesującą. Mam też nadzieję, że do głównej części obsady dołączy Katia Winter, grająca Kathrinę Crane. Bardzo lubiłem jej postać i w pilocie została postawiona w trudnej sytuacji. Jestem ciekaw jak wybrnie. W ogólnym rozrachunku, pierwszy epizod mnie nie porwał ale uniwersum i obsada są na tyle ciekawe, że mógł to być wypadek przy pracy, ot – słabszy dzień.

Po części udowadnia to drugi odcinek. Jest on trochę lepiej poukładany. Sleepy Hollow nie było nigdy tytanem, jeśli chodzi o idealnie przemyślaną historię, także i tu zdarzyły się zgrzyty. To, co mi się spodobało, to wprowadzenie nowych postaci, a także powrót Irvinga. Zwłaszcza jego wątek został ciekawie rozwiązany i czekam na dalszy ciąg. Bardzo spodobały mi się efekty w omawianym epizodzie, gdyż awatar Wojny wyglądał zaiste imponująco w starciu z protagonistami. Trochę przewrotnie wypadła część z Kathriną, mam nadzieję, że zastosowane rozwiązanie będzie miało w przyszłości sens. Jak wspomniałem, dzieło FOXa nie jest może ideałem, ale taką solidną dawką tematyki „supernatural”. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że twórcy rozruszają trochę ten sezon i będzie chodziło o coś więcej, niż tylko o Molocha.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

SHIELD

Serial stacji ABC we współpracy z Marvelem zapowiadany był jako ważne ogniwo kinowego uniwersum komiksowego giganta. W praktyce, pierwsza część zeszłego sezonu mogła rozczarowywać. Do najczęstszych zarzutów należą: kiepsko napisane postaci, drętwe aktorstwo, mało ciekawa fabuła, a nade wszystko – mało wyraźnych nawiązań do MCU. W mojej ocenie wiele z tych wad z czasem wyeliminowano, a przynajmniej zmniejszono ich widoczność. Co więcej, przełomem stał się film Captain America: Winter Soldier i jego bezpośrednie skutki pokazane w serialu. Dzięki temu sporo wątków zostało zawiązanych, pokazywane wydarzenia stały się jakby bardziej interesujące i widzowie dali agentom jeszcze jedną szansę.

Niestety, pilot nowego sezonu zdaje się chwilami cofać do tego słabszego okresu. Mamy wprawdzie starych znajomych, bo wraca cała obsada. Coulson (w tej roli Clark Gregg), jako dyrektor S.H.I.E.L.D. musi chronić resztki organizacji, więc zmienia się trochę jego sposób działania – staje się ostrożniejszy. Widać również przemianę w Skye. Postać grana przez Chloe Bennet staje się bardziej zawzięta. Upodabnia się trochę do Melindy May. Podobnież zmianę, tym razem smutną, obserwujemy u agenta Fitza. Skutki wydarzeń z finału pierwszego sezonu najwyraźniej złamały nie tylko jego zdrowie ale też i psychikę. Do historii wprowadzeni zostają nowi przeciwnicy oraz sojusznicy, wśród nich Izzy, w którą wciela się Lucy Lawless. Pojawia się tajemniczy obiekt „084”, który ma być motorem napędowym dla fabuły tej serii. W retrospekcji widzimy nawet agentkę Carter wraz z członkami Howling Commandos w momencie przejęcia przedmiotu z rąk HYDRY. To zgrabna promocja szykowanego na zimę serialu o losach Peggy Carter po wojnie. W pierwszym odcinku drugiego sezonu wszystko zawiązuje się niby przyzwoicie. Niestety, tempo akcji i sposób narracji sprawiły, że ten epizod mnie uśpił i drugą połowę odcinka pamiętam jak przez mgłę. Coś ewidentnie nie zagrało w pilocie. Żywię nadzieję, że to tylko powakacyjny rozruch i kolejne odcinki będą już z większym „kopem”.

Według mnie drugi epizod poprawił błędy pilota i było sporo lepiej. Podobały mi się zwroty akcji i ostateczne wprowadzenie nowego agenta. Mamy również większą dawkę Coulsona i jego tajemnych znaków. Rozwijany jest stopniowo wątek Fitza oraz Simmons, a zwiastun kolejnej odsłony zapowiada dość szokujące wydarzenia w tym temacie. Bardzo ciekawie poprowadzono postać Skye, która wyrasta na trochę bardziej ogarniętą babkę i przestała moim zdaniem tak drażnić, jak to było rok temu. Akcja kręci się tym razem wokół bezpośrednich następstw wydarzeń pilota. Przy tym pojawia się dodatkowa, niesprzyjająca agentom, siła w postaci żołnierzy US Army i generała Talbota. Za punkt honoru postawił on sobie wyłapanie resztek HYDRY oraz SHIELD. Przyznam, że ten konkretny wątek bardzo interesująco się skończył. A po powrocie pewnej tajemniczej damy i jej towarzysza, czekam na dalsze odsłony serialu.

Person of Interest

person of interest

Serial ten, niezmiennie od 3 lat, należy do ścisłej telewizyjnej czołówki, jeśli chodzi o poziom fabuły, dialogów, postaci i aktorstwa. Przed wakacjami Reese, Finch i spółka zostali postawieni pod ścianą, w sytuacji bez wyjścia. I nawet Maszyna nie była w stanie zbyt wiele dla nich zrobić. Finał ostatniego sezonu był i tak tylko wisienką na torcie, gdyż cała trzecia seria miała same świetne historie, z jesiennym mini-finałem na czele.

W pilocie czwartego sezonu zastajemy bohaterów w rozłące. Każdy ma jakąś pracę, każdy próbuje przetrwać i ukryć się przed Samarytaninem. Szybko staje się jasne, że dłużej się tak nie da. Chęć niesienia pomocy innym jest silniejsza niż obawa o własne życie. Akcja w pilocie ma typowy dla PoI bardzo płynny przebieg. Niespodziewanie, Reese (Jim Caviezel w tej roli) otrzymuje, pierwszy od miesięcy, numer. Postanawia wziąć się do roboty. Najtrudniejsze jest przekonanie Fincha (nagradzany już Emmy Michael Emerson), którego wola współpracy z Maszyną została brutalnie złamana w ostatniej serii. Tutaj znów mamy błyskotliwe potyczki słowne, widać że aktorzy znają się i z łatwością przychodzi im wdrożenie się w nowe epizody. Nie będzie jednak prosto, przez cały odcinek czuć zagrożenie ze strony Greera, w którego wciela się John Nolan, a także jego dzieła – nowej maszyny. Bardzo spodobał mi się wątek tajemniczej blondynki, która, mam wrażenie, nieźle jeszcze namiesza. A także powrót jednej z ulubionych postaci zeszłych sezonów. W zakresie efektów, podoba mi się odświeżona oprawa, związana z Samarytaninem. Sprawia wrażenie, że Twórcy szukają wciąż sposobów na pobudzenie zainteresowania widza i ewidentnie wiedzą gdzie szukać. Cóż można powiedzieć, Person of Interest jest w świetnej formie i oby tak pozostało.

Kolejny epizod tylko potwierdza moje przypuszczenia z zeszłego tygodnia. Akcja serialu stacji CBS nie zwalnia nawet na sekundę. Tym razem numerem badanym przez zespół Fincha jest młoda i zdolna dziewczyna, która gra w tajemniczą grę uliczną. Tak jak to miało miejsce w pilocie, ekipa znów musi współdziałać, by uratować komuś życie. Epizod wydaje się być zwykłym proceduralem, lecz wielokrotnie w PoI bywało, że potem tego typu odcinki dodawały swoje cegiełki do wielkiego finału. Nie wiem jak robią to scenarzyści tego serialu, lecz w czwartym sezonie jego żywota nadal potrafią tworzyć nowatorskie fabuły. W końcówce dostajemy swoisty reset i upewniamy się, że Reese, Finch, Shaw, Root, Fusco, a nawet Bear, będą walczyć z Samarytaninem. Nie będzie to łatwe, więc jestem ciekaw, gdzie ta wojna ich zaprowadzi.

Podsumowanie

Podsumowując, z reguły początki bywają trudne. Debiutantom należy dać na pewno większy kredyt zaufania i nie oceniać po pierwszych epizodach. Mam nadzieję, że Gotham się odnajdzie, choć na razie na to się nie zanosi. Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. oraz Sleepy Hollow miały problem z rozruchem po wakacjach, lecz myślę, że kwestią jednego, no góra dwóch, odcinków jest powrót do formy z kwietnia i maja. Takiego kłopotu nie ma Person of Interest, który samym startem udowadnia, że jest aktualnie chyba najlepszym serialem o tematyce szpiegowsko-technologiczno-kryminalnej w amerykańskiej ramówce.

promocja