Na zakończenie serialowych podsumowań, tym razem dowiecie się, jakie seriale najbardziej rozczarowały mnie w mijającym roku. Niektóre produkcje nie są aż tak złe, jak może to sugerować poniższy ranking, ale nie da się ukryć, że po prostu nie spełniły moich, często wysokich oczekiwań. Stąd ich obecność na liście. Zacznijmy więc od…

10. Quantico 

Serial o szkole dla przyszłych agentów FBI miał ogromny potencjał. Dlatego też nie dziwi ogromna baza fanów serialu. Zastanawia jedynie fakt, jak ona mogła się utrzymać przez tyle odcinków. Akcja w „Quantico” dzieje się dwutorowo. W przeszłości widzimy bohaterów oraz ich szkolenie, a w teraźniejszości ucieczkę agentki Alex Parrish (Priyanka Chopra) przed jej byłymi kolegami, jako że oskarżana jest o zamach terrorystyczny. Nawet mimo tego że obecne wydarzenia nie są tak ciekawe, to ukazanie treningów kadetów potrafi zaciekawić. Przynajmniej do czasu, aż dostajemy w kółko ten sam schemat obyczajowy, czyli dwoje kadetów zakochuje się w sobie, zaczynają się nawzajem szpiegować, oskarżać, w końcu zrywają ze sobą, żeby w następnym odcinku do siebie wrócić. Przez to niewiele czasu zostaje na to co najistotniejsze. Dodatkowo FBI w „Quantico” nie jest przedstawione w najlepszym świetle, bo jeżeli co roku kadetami są takie osoby jak te przedstawione w serialu, to nie wiem jak ta agencja wciąż może funkcjonować, zaś CIA musi mieć niezłą polewkę z e swych „rywali”. Postacie bardziej pasują do opery mydlanej, niż do wydawałoby się z pozoru poważnej produkcji.

Quantico

9. Świat w opałach 

HBO, Jack Black i powracający po latach Tim Robbins. Ta kooperacja nie miała prawa się nie udać, a jednak nawet HBO zdarzają się wpadki. „Świat w opałach” jest wymuszoną, mało śmieszną, polegającą na stereotypowym humorze produkcją, która bardziej drażni i irytuje niż dostarcza rozrywki. Fikcyjny konflikt nie potrafi zbytnio zainteresować i istnieje tylko po to, aby dwóch aktorów mogło zrobić show. Ale nawet to nie przykuwa na dłużej do ekranu, bo cały repertuar wyczerpuje się już po pierwszych trzech odcinkach. Mamy tu całą plejadę dziwnych postaci, co dodatkowo odrealnia opowiadaną historię. Miałoby to sens, gdyby bohaterowie byliby zabawni, ale humor w „Świecie w opałach” raczej nikomu nie przypadnie do gustu. Produkcja o której każdy chciałby jak najszybciej zapomnieć, w tym najwyraźniej i HBO, które anulowało pracę nad drugim sezonem.

świat w opałach

8. Fortitude 

Fortitude to miasto leżące nieopodal koła podbiegunowego, gdzie sielskie życie mieszkańców zostaje przerwane przez brutalne morderstwo naukowca. Z odsieczą przybywa detektyw Eugene Morton (Stanley Tucci) który stara się rozwikłać sprawę. Miejscowi nie lubią obcych i Szeryf Dan Anderssen (Richard Dormer) na każdym kroku utrudnia pracę detektywowi. Ma w tym konkretny cel, bo jeden trup pociąga ze sobą kolejne, a to grozi, że tajemnice i grzechy miasta wyjdą na jaw. Szkoda, że twórcy nie skupili się na ukazaniu thrillera z prawdziwego zdarzenia i musieli na siłę wcisnąć elementy wyjęte rodem z „The Walking Dead”. Psuje to klimat serialu, bo choć jest on porządną mieszanką kryminału i dramatu, to po zapowiedziach jak i pierwszych odcinkach można było spodziewać się czegoś lepszego.

Fortitude

7. Gotham – Sezon 2 

Po „Gotham” obiecywałem sobie bardzo wiele. Nie przyszło mi na myśl, że można zepsuć serial o mieście Batmana, Jokera, Jamesa Gordona czy Pingwina. Twórcy serialu mogą jednakże być z siebie „dumni” – ta trudna sztuka im się udała. Początek nie był taki zły, ot prosty procedural z ciekawymi postaciami, choć trochę sztywnym, odtwórczym i nie rozwijającym się Gordonem (Ben McKenzie). Pierwszy sezon w całości należał do Oswalda Cobblepota i genialnego w tej roli Robina Lorda Taylora. Gdyby nie jego kreacja, serial byłby kompletną klapą, bo wątki poboczne nie należały do najciekawszych, młody Bruce Wayne bardziej irytował niż stanowił odskocznię od działań policji, a wojna wrogich sobie gangów nie została potraktowana należycie, przez co mamy sporo nudnych scen. Drugi sezon rozpoczął się o wiele lepiej. W końcu dostaliśmy porządnie napisanego arcyłotra, nie wchodzącego do kanonu komiksów o Batmanie. Theo Galavan (James Frain) balansuje na granicy powagi i groteski, powoli wdrażając swój plan zawładnięcia Gotham. Tempo akcji jednakże znów zostaje zachwiane i pomimo ważnych wydarzeń dla serialu, jak np. atak na posterunek, po raz kolejny twórcy serwują nam stek bzdur, które nie mają większego sensu.

Gotham

6. Sense8 

Choć rodzeństwo Wachowskich skończyło się zanim na dobre zaczęli oni karierę, ich wielkim powrotem miał być serial tworzony dla Netflixu. Różnorodność to hasło przewodnie „Sense8”, dlatego też boli, że kreacje postaci zostały potraktowane aż tak po macoszemu. Każdy z ośmiu głównych bohaterów niby ma zupełnie inną osobowość i przeżycia. Mieszkają w innych miejscach, mają różne doświadczenia – a mimo to twórcom jakimś cudem udało się z nich uczynić wydmuszki. Absolutnie nie mają one nic ciekawego do zaprezentowania, oprócz tego, że jeden facet wzorowany jest na van Damme, jedna z kobiet jest stereotypową Azjatką, więc zna sztuki walki, trzecia to transseksualistka, a jej dziewczyną jest lesbijka. Postacie wyraźnie miały szokować, ale jedyne co twórcom wyszło to kulminacja schematów. Celowo nie piszę nic o fabule, bo ta jest, a jakby jej nie było. „Sense8” broni się jedynie realizacją, która stoi na najwyższym poziomie. Serial ogląda się jak wysokobudżetowy filmowy hit, ale to nic innego jak stary biedak ubrany w szykowne szaty.

Sense8

5. Pakt 

Po niezbyt udanej „Watasze” przyszedł czas na „Pakt”. Druga próba zrealizowania polskiego serialu przez HBO znów spełzła na niczym. Jest trochę lepiej niż poprzednim razem, ale i tu głównym problemem jest scenariusz. Pierwszy odcinek może się podobać. Jest w nim dużo akcji, wątki się rozkręcają, a główna tajemnica coraz bardziej trzyma w napięciu. Tylko, że od razu dostajemy coś, co w każdym innym serialu zostałoby rozpisane na co najmniej pół sezonu. Przez to kolejne trzy odcinki są zwyczajnie nudne i niewiele się w nich dzieje. Dopiero piąty podnosi nieco poziom serialu, bo w końcu dzieją się w nim rzeczy istotne dla fabuły, a dodatkowo robi się ciekawie, jak na prawdziwy kryminał przystało. Dobre wrażenie zostaje jednakże zaprzepaszczone przez do bólu nudny i schematyczny odcinek, gdzie efekt „wow” nie wypala i widz jedynie macha ręką z niezadowolenia, gdy w końcu zostają wyłożone wszystkie karty. „Pakt” nie jest serialem złym, ale rozczarowuje jeszcze bardziej niż słabiutka „Wataha”. Jak to mawiają, do trzech razy sztuka. Oby tylko HBO chciało spróbować raz jeszcze.

Pakt

4. Arrow – Sezon 3 

Stacja CW powinna była porzucić „Arrow” po zakończeniu trzeciego sezonu. Nie byłoby to dobre zakończenie co by nie mówić niezłego serialu, ale przynajmniej miałby zamkniętą całość, przez co nie trzeba byłoby odkopywać odcinków z pierwszego i drugiego sezonu i prezentować widzom praktycznie to samo co już kiedyś oglądali. Jakość „Arrow” gdzieś w połowie trzeciego sezonu zagubiła się, przez co oglądaliśmy nudne popisy Team Arrow z mało charyzmatycznym Ra’s al Ghulem. Przeciwnik dobrze znany z komiksów o Batmanie, nie umywa się ani do Malcolma Merlyna, ani do świetnego Slade’a Wilsona. W czwartym sezonie na salonach króluje Damien Darhk, ale on też nie potrafi niczym zaskoczyć, będąc po prostu tym kolejnym złym do powstrzymania na końcu sezonu. „Arrow” wypalił się już po drugim sezonie. Może to wina braku supermocy głównego bohatera, irytujących postaci drugoplanowych, słabej kreacji głównego przeciwnika i tego że co odcinek odbębniany jest ten sam schemat. „Arrow” przestał być serialem interesującym, a stał się co najwyżej przeciętniakiem bez ambicji, którego ciężko się ogląda.

Arrow

3. Wikingowie – Sezon 3 

„Wikingowie” to bez dwóch zdań świetny serial, nie tylko będący brutalną rozrywką, ale także posiadający spore walory edukacyjne, których ewidentnie zabrakło na lekcjach historii w liceum. Trzeci sezon niestety zaczął zjadać swój własny ogon i dostaliśmy dokładnie to samo co w dwóch poprzednich. Tym razem barbarzyńskich Wikingów próbują powstrzymać Francuzi, ale jak w przypadku Brytyjczyków, ta sztuka im się nie uda.  I tak, trzeci sezon jest najbardziej efekciarski ze wszystkich, pod koniec sezonu dostajemy genialny twist fabularny, a Travis Fimmel jako Ragnar oraz Alexander Ludwig w roli jego syna są po prostu świetni – ale po raz kolejny jesteśmy świadkami rozterek Ragnara, braku lojalności Flokiego i męstwa Rollo. Powoli staje się to nudne, bo bohaterowie, pomimo licznych wypraw, stoją w miejscu, odgrywając dokładnie te same role co w dwóch poprzednich sezonach. Zapowiedziany czwarty sezon ma przynieść potężny przeskok w czasie, co oznacza, że z niektórymi postaciami pożegnamy się na zawsze, a poznamy nowych – miejmy nadzieję, że to przyniesie ten upragniony powiew świeżości.

Wikingowie
2. The Man in the High Castle

Serial Amazonu powstawał tak długo, że nie wierzyłem w powodzenie tego projektu. Niestety moje przeczucia były słuszne, bo „The Man in the High Castle” rozczarowuje pod każdym względem. I właśnie dlatego w tym rankingu znalazł się tak wysoko, bo nie jest to serial zły, ale ma wiele pomniejszych minusów, które wspólnie rujnują świetną prozę Dicka. Przede wszystkim główne postacie zostały zagrane bez polotu, są sztuczne i apatyczne. Z drugiej strony żaden wątek nie wybija się jakoś szczególnie, wszystkie są mało ciekawe i nieemocjonujące. „The Man in the High Castle” może pochwalić się ciekawymi realiami – alternatywny świat po II wojnie światowej, gdzie Trzecia Rzesza i Japonia podzieliły Stany Zjednoczone między siebie – i naprawdę dobrą realizacją, a cliffhanger z ostatniego odcinka wyszedł rewelacyjnie, to jednak wpierw trzeba przekopać się przez wszystkie źle zrobione rzeczy, aby odkryć, że serial ma mnóstwo niewykorzystanego potencjału. A nie o to chyba chodziło.

The Man in the High Castle
1. Detektyw – Sezon 2 

Nie mogło być inaczej. Pierwsze miejsce zasłużenie przyznane zostaje drugiemu sezonowi „Detektywa”. Po rewelacyjnym pierwszym sezonie, „Detektyw” zyskał taką popularność, że twórcy mogli zrobić co chcieli – i niestety tak się też stało. Absurdalna, nudna i rozwleczona fabuła, miałkie postaci pomimo doskonałej obsady, w końcu kopia ujęć z pierwszego sezonu, które tym razem kompletnie nic nie znaczą. Drugi sezon próbuje być usilnie podobny do poprzednika tam, gdzie nie powinien, zupełnie ignorując sprawdzone i lubiane schematy, których tym razem postanowiono się pozbyć. Wystarczyło jedynie napisać nową historię z nowymi bohaterami, a całą resztę zostawić w spokoju. Zamiast tego wyszło danie o tyle niestrawne, co niejadalne, spleśniałe. W drugim „Detektywie” nawet strzelaniny nie potrafiono należycie nakręcić, nie mówiąc już o domniemanej przełomowej scenie z orgią, o której było głośno przed premierą a która okazuje się wytonowaną do maksimum sceną która nie ma prawa zgorszyć nikogo. Tak słabych zdjęć z okropnym montażem i ohydną, niepasującą muzyką już dawno moje oczy nie widziały. Drugi „Detektyw” przekreślił cały dorobek, na jaki ciężko zapracował pierwszy sezon.

True Detective