Poznań Game Arena 2016 to dowód na to, że te targi naprawdę rozwinęły żagle i ani myślą zawijać do portu. Po tym zaś, co działo się w tym roku, można śmiało zakładać, że kolejne odsłony będą większe, lepsze i w ogóle. Z drugiej strony, stwierdziliśmy, że PGA ma dwa oblicza: dla jednych to impreza branżowa, a dla innych weekendowa wycieczka do świata wyobraźni. Sprawdźcie, jak różnią się między sobą dwa oblicza Poznań Game Arena.

Poznań Game Arena 2016 oczami branżowego (starego) wyjadacza

Przyznaję bez bicia, Poznań Game Arena 2015 najzwyczajniej w świecie olałem. Byłem zmęczony pisaniem dla więcej niż jednego wydawcy i uznałem, że po prostu przejdę się wieczorem na miasto, walnę kilka piw i pogadam ze znajomymi, a w sobotę po prostu zrobię sobie wreszcie wolne. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i było to dobre. Rok jednak minął szybko i spontanicznie, tak ze dwa tygodnie przed PGA 2016 uznałem, że “a cholera, przejdę się”! No i się byłem przeszedłem.

Poznań Game Arena 2016_1

Jak można tegoroczne Poznań Game Arena podsumować z perspektywy 30-latka od kilku już dziś lat piszącego o grach i technologiach? W dużym skrócie – spotkania, prezentacje, żarcie, rozmowy i 27 234 kroki naliczone przez Google Fit. Spotkania i rozmowy (trzeba postrzegać je łącznie) miłe i przyjemne, a także dzielące się na te z grzeczności, te z obowiązku, no i te z czystej, prawdziwej chęci. Prezentacje zaś były ciekawe i wtórne, profesjonalne i pretensjonalne. Żarcie oceniam raczej słabo, choć ryż był dobry, a szarpana świnia całkiem zjadliwa. Kroki w Google Fit to z kolei po prostu kroki policzone przy współpracy pierwszego ZenWatcha od Asusa, który dba o moje zdrowie i lubi informować mnie, ilekroć zdarza mi się przespacerować równie maratoński odcinek.

Lista obowiązków, które towarzyszyły mi na tegorocznym Poznań Game Arena jest długa, ale kilkoma się z Wami podzielę. HyperX pokazał swoją pierwszą klawiaturę dedykowaną graczom! Szok i niedowierzanie! HyperX Alloy FPS jest mała, ciężka, zwarta i mechaniczna z niebieskimi przełącznikami Cherry MX, a do tego świeci na czerwono w sześciu trybach oraz posiada wszystkie użyteczności, jakie mieć powinna, nie wkraczając jednocześnie do kategorii produktów do wszystkiego. Ekipa od HyperX zaprezentowała także nowe słuchawki – HyperX Cloud Stinger. Są fajne i wyceniona na jakieś 250 polskich złotych, ale o nich da się rzec nieco więcej po odsłuchu.

Poznań Game Arena 2016_2

Idźmy dalej! Hama pokazywała sprzęt dla graczy, ale pokaz na ich stoisku odbywał się w takich warunkach, że wiem wyłącznie tyle – że coś tam nowego wypuścili. SteelSeries i ich słuchawki Arctis 3, 5 i 7. Wszystkie mają takie same przetworniki, taką samą jakość dźwięki oraz najważniejsze funkcje: chowany mikrofon, pasek od gogli narciarskich pod pałąkiem i sterowanie na muszli. Słuchawy różnią się ficzerami, co sprawdzimy dokładnie jakoś tak w okolicach grudnia. Dziś wystarczy rzec, że grają rewelacyjnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę zaczynającą się od 399 polskich złotych.

Po kilkugodzinnym łazęgowaniu po przestrzeniach poznańskich MTP, a jeszcze przed wieczornym piwerkiem, wpadliśmy z chłopakami do studia zza naszej zachodniej granicy, które przed laty zmontowało grę cRPG o przygodach faceta bez imienia w Górniczej Dolinie. Znane i lubiane w Polsce Piranie – Pirahna Bytes, pokazali na Poznań Game Arena 2016 bardzo wczesną wersję swojej nowej produkcji: Elex. Gra jest w zasadzie Gothiciem w klimatach postapokaliptycznego SF i po kilkunastu minutach biegania po otwartym świecie muszę przyznać, że oni znowu to zrobili. Znów wyciągnęli z szafy gościa od animacji, który zmontował im ruchy postaci a la Pirahna Bytes i znów wsadzili w swoją grę tyle miodu, że mogłaby ona obdzielić nim wielkopolskie pasieki.

Elex to:

  • otwarty świat i zróżnicowane strefy klimatyczne;
  • magia, technologia, broń biała i broń palna;
  • jet packi, teleporty;
  • mutacje, potwory, dialogi etc.

Co jest jednak najważniejsze, to fakt, że gra już dziś wygląda naprawdę dobrze, a na dobrze to składa się klimat lokacji oraz ich wykonanie. Podsumowując, nie mogę się doczekać!

Poznań Game Arena Elex

No i dobrnęliśmy do końca, gdyż z mojej strony to w zasadzie tyle. Pokazy, rozmowy i nowy, lepszy Gothic w klimatach postapo sponsorowały mi piątkowy poranek, południe, popołudnie i oraz wczesny wieczór. Z racji zaś, że nie byłem najmłodszym uczestnikiem Poznań Game Arena 2016, tę część dnia zaczynającą się od późnego wieczoru spędziłem pijąc piwo i gadając o grach. I to było dobre.

Jak jednak widzicie, daleko mi do entuzjazmu filatelisty trzymającego w łapie znaczek z Adamem Małyszem, na który zbierał przez pół życia. Dlaczego? Trochę już zramolałem i gdy widzę dzieciaków biegających za youtuberami, jak za lepszym życiem oraz samych youtuberów, których widok i kompetencje latają mi koło… nosa, to mnie ściska. Z drugiej strony, to dla nich jest ta impreza, dla nich ludzie się przebierają za postacie z gier, dla nich ładne panie pokazują cycuchy i rozdają cukierki, dla nich deweloperzy pokazują gry. I wiecie co? I smutno mi trochę, że ta iskierka podjarania growym światem trochę we mnie już przygasła.

Przemysław Jankowski

Oczami przeciętnego Kowalskiego

W przeciwieństwie do mojego przedmówcy PGA odwiedzałem regularnie, odkąd wróciło do Poznania, po dłuższej przerwie spowodowanej migracją imprezy do miasta położonego gdzieś daleko na azjatyckich stepach. PGA odwiedzałem także w latach poprzednich, gdy człowiek był młodszy i miał więcej czasu na wszystko, a zarazem każda, nawet najmniejsza nowinka rodziła nieproporcjonalnie ogromny entuzjazm.

Poznań Game Arena 2016_Xbox

O Poznań Game Arena możemy powiedzieć tyle samo dobrego, co i złego z perspektywy starego wyjadacza branżowego, piszącego o szeroko pojętych grach, tudzież technologicznych innowacjach. Poznańska impreza ma jednak drugą stronę, skierowaną do przeciętnego odbiorcy masowej rozrywki. Wydarzenie, na które wejściówka kosztuje do trzydziestu złotych z groszami, jest niczym innym jak alternatywą dla sobotniego wypadu do kina. Wyjątek stanowi piątkowy VIP Day, gdzie poczucie bycia wyjątkowym zaboli mocno po kieszeni, kradnąc przeszło 130 złotych.

Jeśli mamy jeszcze mleko pod nosem, ewentualnie legitymujemy się już dowodem osobistym i udaliśmy się na imprezę z podopiecznymi, takowego zakupu możemy szybko pożałować – w piątek nie dzieje się praktycznie nic dla przeciętnego kowalskiego. Na przykładzie tegorocznym wiele stoisk było jeszcze w powijakach, na konkretne konkursy liczyć raczej nie można, o ewentualnych turniejach nie wspominając. Dzień branżowy jak sama nazwa brzmi – jest dla branży, dlatego popularność wśród gawiedzi VIP Day jest dla mnie wręcz niepojęta.

Poznań Game Arena Retro

Sobota to istne apogeum, sądny dzień i rzeź w jednym, a przynajmniej było tak w latach poprzednich, gdy impreza stłoczona była na czterech, średniej wielkości halach. W tym roku MTP dorzuciło do kotła dwa albo trzy kolejne obiekty o imponujących rozmiarach, co pozwoliło rozładować ścisk, dając szansę uniknięcia dyskomfort chłonięcia zapachów mości gościa ściśniętego zaraz obok nas. Podczas gdy w piątek niektóre pomieszczenia świeciły pustkami, tak dzień później było gwarno, głośno, dookoła hipnotyzowała gra świateł połączona z dobrym dubstepem – słowem wszystko by przemówić do serca młodego entuzjasty elektronicznej rozrywki.

Jeśli lubimy być na topie ze sprzętem, ewentualnie zwyczajnie pofantazjować o zestawach raczej niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika, na stoiskach Asus, MSI, Alienware tudzież rodzimego Hyperbook zobaczymy sprzęcik, który potem przyśni się każdemu. Notebooki z GeForce 1070, albo 1080 na pokładzie? Proszę bardzo, każdy na wyciągnięcie ręki wraz z nowym Battlefieldem. Jednak w odróżnieniu od trzech poprzednich edycji ten rok był równie mocno konsolowy – Microsoft zarządził wystawiając chyba ze czterdzieści maszynek XOne z najnowszymi perełkami, plus zamkniętą strefę 18+ gdzie liczyć można było na sporą dawkę „gore”. Nie zapominajmy jeszcze o obecności Sony z zestawami VR, ale dobicie się do wirtualnej rzeczywistości wymagało wyjątkowej cierpliwości.

Poznań Game Arena 2016_3

W przypadku niedosytu gier, każdy obowiązkowo musiał udać się do hali 7, bo stacjonowali tam twórcy piszący, jak powszechnie się uznaje indycze produkcje. Tutaj widać chyba największy skok jakościowy PGA, bo stoisk było więcej, zaprojektowanych ciekawiej, z pomysłem, a sami twórcy mieli sporo do pokazania. Wymienić trzeba choćby przegięte, ale piekielnie klimatyczne Agony, ambitny Kursk, ewentualnie zwiedzanie wirtualnego Czarnobyla z goglami VR na głowie też przyciągało uwagę. Generalnie każdy mógł przebierać w dziesiątkach produkcji, zapoznając się z tym, co jest już dostępne, lub szykuje się do swoich oficjalnych premier.

Na sam koniec wspomnieć wypada jeszcze o jednej rzeczy. Udane PGA musi mieć masę turniejów, ale przez słowo „masę” rozumiem M-A-S-Ę, czy na każdym kroku entuzjaści niedzielni w ramię z ligowymi wymiataczami walczą o cenne nagrody. Był Tekken Tag Tournament 2 (po raz ostatni, teraz czekamy na Tekkena 7), CS:GO (bo dzień bez fraga dniem straconym), dużo LoL’a i jeszcze więcej Overwatch’a, bowiem kasa na marketing z pompą to ostatnia rzecz, na jaką narzekałby Blizzard. Nie przedłużając wypada stwierdzić, iż jeden umysł całości nie ogarnie, trzeba na PGA wpaść całą paczką znajomych, albo poddać się klonowaniu, innej rady nie ma.

 Tomasz Bazylewicz

promocja