Na pewno każdy z nas, jeśli nie jest nieuleczalnym optymistą, domyśla się, że dla sklepów najważniejsze są przede wszystkim pieniądze i zysk, natomiast sprawy związane z jakością usług i uczciwym podejściem do klienta często są spychane na dalszy plan. Idealny gość sklepu to taki, który często przychodzi, nie wybrzydza i kupuje jak najwięcej. No i – w razie czego – nie zgłasza reklamacji.

Oczywiście ideałów nie ma, zaś klienci stają się coraz bardziej wybredni i świadomi swoich praw. Na pewno jest to dobra tendencja, gdyż dzięki temu sprzedawcy może w końcu przestaną wciskać nam kit i skończą z nadmierną pazernością na pieniądze…?

Gdzież tam. Nawet w dzisiejszych czasach, gdy kupujący są mądrzejsi, sklepy nadal skrywają „w rękawach” całą masę sprytnych sztuczek aby zachęcić do zostawienia u nich jak największej ilości kapuchy (a na pewno większej niż klient planował idąc na zakupy). Chcecie poznać kilka z nich? No to rozsiądźcie się wygodnie. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do sklepu. I co widzicie…?

1. Kwiaty i ozdobne rośliny niedaleko wejścia.

another-reason-to-start-with-flowers

Wchodzisz i pierwszą rzeczą jaka wpada ci w oko są ładne roślinki, kuszące swoją zielonością? Rosnące w kolorowych doniczkach, żywe, zdrowe, aż miło na nie popatrzeć, prawda? To nic, że to dyskont spożywczy i nie do końca pasują do pozostałych towarów, ale na pewno fajnie wyglądają.

Co to naprawdę oznacza: Umieszczanie roślin tak aby były jedną z pierwszych rzeczy na jaką zwrócimy uwagę wchodząc do sklepu jest „urabianiem” naszej podświadomości. Ta psychologiczna sztuczka działa na zasadzie skojarzeń, stymulując nas do wytworzenia w naszym umyśle pozytywnego obrazu. W tym przypadku skojarzy nam się to ze „świeżością”, i spowoduje, że będziemy tak myśleć również o pozostałych produktach.

2. Zadziwiająco mała ilość towaru przecenionego, lub w promocji.

woolworths-closing_1204298c

Czytasz ulotkę, która krzykliwie reklamuje sporą ilość fajnych rzeczy po „okazyjnych” cenach? Końcówki partii, specjalne obniżki, kilkudniowe promocje i inne tego typu chwyty, to wszystko sprawia, że pędzisz do sklepu i… jest spora szansa, że nie zastaniesz już tych produktów na półkach. „Pewnie ludzie wykupili” – myślisz sobie, wzruszając ramionami i idziesz szukać czegoś innego.

Co to naprawdę oznacza: Bardzo często jest tak, że sklep otrzymuje dosłownie kilka sztuk „chodliwego” towaru. Praktykuje się to w celu zachęcenia do wizyty jak największej liczby klientów, którzy zjawią się, skuszeni „megaokazją”. Spece od marketingu wiedzą bowiem, że my, od strony psychologicznej, jesteśmy zbudowani w ten sposób, iż nie lubimy porażek – nie lubimy wracać z „polowania” z pustymi rękami, zwłaszcza jeśli szliśmy z nastawieniem, że na pewno coś zdobędziemy. Wkurzeni kupujemy więc pod wpływem impulsu coś innego, nie zwracając uwagi na cenę – po prostu żeby mieć. A sklep? No cóż, pracownik zawsze może przecież przeprosić za brak wymarzonego towaru i stwierdzić, iż taki był duży popyt, że w mig wszystko zeszło, czyż nie? I tak naprawdę stwierdzenie to będzie jak najbardziej prawdziwe – ciężko żeby w mig nie sprzedały się jedyne dwie sztuki reklamowanego produktu jakie były na stanie…

3. Zatłoczone, zawalone towarami, wąskie alejki.

6C7153029-111216-aisles-biz.today-inline-large

Przeciskasz się powoli między półkami, stojakami i innymi tego typu sklepowymi ustrojstwami. Denerwuje cię to lekko, bo boisz się że zaraz coś zrzucisz, potrącisz, uszkodzisz… lecz cóż masz robić, pchasz się dalej – widocznie mają tyle towaru, że nie mają już gdzie tego wykładać, więc dlatego robią takie ciasne przejścia, nieprawdaż?

Co to naprawdę oznacza: Jaaaaaaasne… To akurat bardzo prosty trik. Im więcej masz problemów z przesuwaniem się wąskimi sklepowymi alejkami, tym wolniej się poruszasz do przodu, czyli dłużej tam jesteś. A im dłużej przebywasz w danym miejscu, tym więcej – statystycznie rzecz biorąc – towarów zakupisz. Czysta matematyka i czysty zysk dla sklepu.

4. Niechlujnie zwalone na jedną kupę, „okazyjne” produkty.

Scarf shop sept 18 and arrival in Delhi sept 19 006

To się często zdarza, nieprawdaż? Wielki kosz a w nim jeden wielki galimatias. Buty, skarpety, rękawiczki bez par, wszystko pomięte, porozrzucane wokół, poupychane byle gdzie… a koło kosza kłębi się tłumek osób które tak jak ty namiętnie grzebią w tym wszystkim, desperacko starając się znaleźć cokolwiek interesującego. No naprawdę, czy w tym sklepie nikt nie pracuje? Nie można by tego gdzieś normalnie porozwieszać lub poukładać na półkach?

Co to naprawdę oznacza: Nie, nie można by. Często takie zagranie jest jak najbardziej celowe. Sklepy chcą aby odnalezienie tanich produktów było jak najtrudniejsze i jak najbardziej żmudne. Jeśli ktoś nie ma wystarczającej cierpliwości, to w końcu zrezygnuje i pójdzie oglądać inne towary… oczywiście te nieco droższe. Aha, dodatkowo takie okazyjne rzeczy często są umieszczane tam gdzie ciężko do nich dotrzeć, albo nawet je zobaczyć, bo zasłaniają je półki czy też wieszaki z pięknie posortowanymi, elegancko ułożonymi, przyciągającymi wzrok, DROGIMI rzeczami.

5. Darmowe próbki jedzenia.

mrsgreens23

Rozdawane często przez śliczne hostessy, rozłożone na tackach zachęcają nas do skosztowania – i nie trzeba za nie płacić. Do czego się tu można przyczepić? Firmy chcą po prostu pokazać jakie dobre jedzonko produkują, no nie?

Co to naprawdę oznacza: No… nie. Oczywiście, jest to jeden z powodów, ale głównie chodzi o coś zupełnie innego, mianowicie o pobudzenie do działania naszych soków trawiennych. Kiedy pojawi się w nas uczucie łaknienia a w brzuchu zacznie niepokojąco burczeć, wówczas będziemy skłonni do zakupu większej ilości niekoniecznie potrzebnego nam żarcia.

6. Reklama.

DSC05350

Wmawiasz sobie, że wiesz wszystko na temat reklamy? Gdy atakują cię te wszystkie durnowate spoty, ty tylko się ironicznie uśmiechasz, bo masz świadomość że marki którymi cię bombardują różnego rodzaju media – radio, telewizja, gazety, internet – wcale nie są lepsze od tych mniej promowanych? No cóż, fajnie. Wmawiaj tak sobie dalej. 

Co to naprawdę oznacza: Podświadomie uważasz, że towar popularny, bardziej znany i silniej reklamowany jest lepszy. Dzieje się tak dlatego, że twój mózg używa innego rejonu do kalkulacji opartej na rozpoznawaniu marki produktu a innego do analizy jego realnej jakości i przydatności – i ten pierwszy rejon ma zwykle przewagę. Potwierdziły to testy naukowe – podczas pewnego badania, kazano uczestnikom spróbować Pepsi i Coca-Coli z nieoznakowanych szklanek. Badani w większości stwierdzili, że lepiej smakuje im Pepsi. Sytuacja odwróciła, gdy podano do picia puszki z logo producenta – wtedy bezapelacyjnie zwyciężyła Coca-Cola, innymi słowy smak napoju przestał być ważny, bo przewagę narzuciła część umysłu przekonana o większej wartości popularniejszej marki. Badań takich było więcej, na różnych produktach i zwykle działanie ludzkie było bardzo podobne. Wniosek: Reklama niestety ogłupia nas i zmusza do kupowania czegoś, czego nie do końca pragniemy, nawet gdy jesteśmy święcie przekonani o czymś zupełnie innym…

7. Manipulacja zapachem.

perf

Ładne pachnie, prawda? Tak jakby na plaży… na dworze zimno, wieje a tutaj niemal mamy lato, słońce, ciepełko… no i jak nie lubić tu przychodzić? Tacy są dla mnie mili, kupię coś…

Co to naprawdę oznacza: To wyższa szkoła jazdy, ale w Polsce również już można się spotkać z tą techniką. Rozpylanie pewnych zapachów w odpowiednich miejscach wywoła miłe skojarzenia i sprawi, że będziemy bardziej chętni do pozbycia się naszej gotówki. Dla przykładu – obok strojów kąpielowych dobrze sprawdza się zapach kokosowy, obok ubranek dla dzieci – aromat pudru dla niemowląt. Co, myśleliście, że coś na półce tak ładnie pachnie? O nie, to kolejny „chłyt materkidody”.

8. Lśniące, błyszczące i wypucowane wnętrza.

IMG_20140403_180925

Futurystyczne się zrobiły te galerie handlowe, nieprawdaż? Wszędzie pełno szkła, zaprojektowane są tak żeby fajnie wyglądać… właściciele starają się aby miło się przebywało w tak nowoczesnych wnętrzach, prawda?

Co to naprawdę oznacza: Prawda, prawda. Ale nie tylko o to chodzi. My, jako ludzie, jesteśmy tak uwarunkowani, że automatycznie kojarzymy świecące, błyszczące przedmioty z czymś pięknym i przez to wartościowym, co trzeba koniecznie mieć. Przecież np. takie diamenty jubilerskie nie mają żadnego pożytku użytkowego, poza tym że ładnie się prezentują i błyszczą na naszych ciałach… a jednak są niezwykle drogie i pożądane. Naukowcy nie do końca są pewni dlaczego tak się dzieje, czemu mamy tak wielką chrapkę na coś migoczącego ale podejrzewają że jest to związane z czasami prehistorycznymi i poszukiwaniem czystej wody pitnej.

9. Daty przydatności do spożycia

15da0e54365f1cf95169ca4566e79639

To chyba dobrze, że są, prawda? Jeśli zjemy coś po upłynięciu takiej daty, możemy się rozchorować. Producenci dbają o nas!

Co to naprawdę oznacza: Najbardziej dbają oni o swój zysk, dlatego też interesuje ich przede wszystkim sprzedaż – jak najwięcej i jak najszybciej. Oznacza to często, że wydajesz pieniądze ze strachu, mimo że posiadany przez ciebie produkt może jeszcze być całkowicie dobry, wbrew temu co twierdzi napis na opakowaniu. Przede wszystkim są różne rodzaje dat i nie zawsze oznaczają one, że wyrób spożywczy się od razu popsuje po ich przekroczeniu. Czasami są to tylko… sugestie. Natomiast my, jako klienci mamy zakodowane w głowach, że liczby tam wybite są absolutną granicą, że po upływie tego, z góry określonego czasu możemy się otruć nieświeżym produktem. Oczywiście, bywa i tak, ale tylko wtedy (przyglądajmy się uważnie!) gdy na wierzchu jest napisane: „Należy spożyć do” (ang. use by). Taką informację znajdziemy na żywności, która szybko się psuje, czyli na przykład na mięsie, świeżych sałatkach czy wędzonych rybach (ale też nie dajmy się zwariować, sprawdzajmy świeżość przed wyrzuceniem!). Ale jeśli napisane jest „Najlepiej spożyć przed” (ang. best before, dotyczy to w szczególności produktów długoterminowych, suszonych, zamrożonych i żywności w puszkach), to nie znaczy od razu, że produkt zacznie nam szkodzić. Chodzi jedynie o to, że po upływie tego terminu może on zacząć tracić swój smak i konsystencję (tak naprawdę czas „życia” niektórych produktów spożywczych może być zadziwiająco długi!). A jeśli nie ma różnicy w zapachu czy w wyglądzie, to takie coś jest zwykle jak najbardziej zdatne do konsumpcji. Dobrze wiedzą o tym ludzie uprawiający tzw „Dumpster Diving”, czynność coraz bardziej popularną w USA. „Nurkujący w śmietnikach”, szperają w poszukiwaniu całkowicie dobrego jedzenia, zwykle wyrzucanego przez duże sklepy i galerie handlowe po upływie tzw daty przydatności do sprzedaży – która też jest tylko orientacyjna.

iLqtdQFqNTkQ

Nie twierdzę oczywiście, że w każdym sklepie mają miejsce powyższe praktyki, że każdy sprzedawca ma przykazane aby wycisnąć z klientów jak najwięcej, za wszelką cenę – lecz zdarza się to częściej niż ktoś mógłby łatwowiernie przypuszczać. Ważne aby pamiętać, że – zwłaszcza w dużych sieciach handlowych – to co dzieje się w sklepie, to jak jest on zaprojektowany, jak rozłożony jest towar – to wszystko zwykle nie jest dziełem przypadku. I jeśli będziemy bezmyślnie łapać się na cwane zagrywki marketingowe, to mamy dużą szansę, że wyjdziemy z takiej świątyni handlu z wychudłym portfelem bądź ogoloną kartą kredytową, za to bogatsi o kilka przedmiotów bez których i tak z powodzeniem moglibyśmy się obyć.

The-top-10-most-useless-f-006

A potem musimy zrobić to naszemu dziecku…

[źródła: theguardian.com, salon.com, dalyfinance.com, cracked.com, moneytalksnews, 60secondmarketer.com, fastcompany.com, datamation.com]

promocja