Jestem graczem, który stara się przynajmniej liznąć każdy gatunek gier. Dlaczego? Z jednej strony lubię uważać się za wszechstronnego zawodnika, z drugiej – perełki możemy znaleźć wszędzie. Jedną z takich perełek była dla mnie komputerowa seria Anno (Settlers jest dla mięczaków), w której rozwijaliśmy swoją kolonię i spełnialiśmy coraz bardziej wygórowane zachcianki mieszkańców. Czemu o niej wspominam? Ponieważ opisywany dzisiaj Craftsmen wydawnictwa G3 swoimi liniami produkcyjnymi przypomniał mi o tej serii.

Zawartość pudła z Craftsmen

Średniej wielkości pudło wypełnione jest niemal po brzegi. Znajduje się w nim plansza, 3 instrukcje oraz cała masa żetonów, drewienek i kart.

Z instrukcją nie miałem nigdy większych problemów, w razie ewentualnych wątpliwości możemy porównać wersję polską z niemiecką lub angielską. Warto jednak wczytać się w zasady, by uniknąć błędów podczas rozgrywki.

Plansza jest średniej wielkości, bez problemu zmieści się na stole. Wykonana jest solidnie, nie powinna raczej się zniszczyć przy normalnym użytkowaniu. W odpowiednich miejscach umieszczono przypomnienia ułatwiające grę. Osobiście uważam, że przy drugim budynku monety powinny zostać wyrażone cyframi, ale to niewielki mankament. Troszkę szkoda, że grafiki na planszy są słabej jakości, jakby w za niskiej rozdzielczości.

Drewienka nie wyróżniają się niczym, ale jest ich naprawdę dużo. Żetony są odpowiednio grube, solidne, nie rozwarstwiają się. Karty zaś są nieco grubsze od standardowych, dzięki czemu nie zniszczą się zbyt szybko. Szkoda tylko, że cierpią na taką samą przypadłość jak plansza – grafiki nie są najwyżej jakości. Słowem: wykonanie gry Craftsmen jest bardzo solidne, choć mogłoby być lepsze.

Zasady

Craftsmen jest typowym przedstawicielem worker placement. Rozgrywka trwa 12 rund, podzielona jest na 3 tury (lata), a każda tura podzielona jest na 4 rundy (pory roku). Każda runda ma określone fazy. Trzy pierwsze pory roku mają po 3 fazy, zima zaś – 2. Po ustaleniu kolejności oraz przyznaniu nam początkowych budżetów i budynków (z najważniejszym tartakiem) przechodzimy do właściwiej rozgrywki.

  1. Faza pomocników – zgodnie z kolejnością umieszczamy swoje pionki w odpowiednich budynkach. Tych jest 6 i każdy umożliwia inną akcję. Swojego pomocnika umieszczamy na pierwszym wolnym polu kolejki, przy czym mamy tu pewne zasady dodatkowe, o których wspomnę w podsumowaniu.
  2. Faza budynków – rozpatrujemy po kolei każdy z 6 budynków (w zimie – jedynie 2).
    a) Gildia bankierów – pozyskujemy kapitał potrzebny nam do zakupu planów i wybudowy budynków
    b) Gildia budowniczych – pozwala nam wybudować do dwóch budynków
    c) Notariusz – zakupujemy jedną kartę budynku
    d) Cech rzemiosł – pozwala nam wykonywać „pracę” w naszych budynkach, dzięki czemu wytwarzamy kolejne surowce, które ostatecznie będą nam potrzebne do zdobywania punktów.
    e) Gildia kupców – pozwala wymienić nasz półprodukt na inny z miejskiego spichlerza
    f) Ratusz – pozwala zdobyć dodatkowy żeton (punkt pracy bądź przywilej – o nich później) oraz zmienić kolejność w następnej rundzie.
  3. Faza końcowa – zmieniamy kolejność przygotowując się na kolejną rundę. Wraz z zakończeniem kolejnego roku musimy przydzielić punkty:
    a) Za towary, które udało nam się umieścić na statkach odpływających z portu
    b) Za rozbudowę miasta, tj. 3 punkty za każdy zestaw 4 różnych kolorów budynków.
    c) Punkt za każdy półprodukt gracza znajdujący się w spichlerzu
    d) Inwestycja w miasto – gracz otrzymuje punkty za odrzucenie 4 różnych kolorowo kart kapitału, zgodnie z wartościami widniejącymi na kartach.

Wygrywa gracz, który po trzech latach zdobędzie najwięcej punktów.

Wrażenia i podsumowanie  

Zasad tak naprawdę jest o wiele więcej, ale już skrótowe przedstawienie jest nadzwyczaj długie. Przede wszystkim warto wiedzieć, że Craftsmen to naprawdę ciężkie euro i worker placement. Podstawa rozgrywki w grach tego typu jest właściwie taka sama – wybierz najlepsze możliwe w danym momencie akcje zanim ktoś zrobi to za ciebie. Szczerze mówiąc, nie jest łatwo.

Sama gra dla początkującego gracza może wydawać się trudna, choć nie jest tak źle, jak może się wydawać (wiem coś o tym, to był mój drugi „nowoczesny” tytuł). Problemem jest pewna nieintuicyjność. Przede wszystkim trudno spamiętać, że kolor pieniędzy jest ważny podczas zakupów u Notariusza (budynek III), ale nie ma żadnego znaczenia podczas budowy (budynek II). Drugim problematycznym elementem jest „praca”. W zależności od etapu i żetonów możemy mieć do dyspozycji od 3 do nawet 8 punktów „pracy”. Liczenie poszczególnych akcji bywa przez to uciążliwie, nie wspominając już o ryzyku łatwej pomyłki. Na dodatek liczenie wydłuża już i tak długą rozgrywkę.

Teoretycznie punkty zdobywamy w kilku miejscach, ale naszym celem zawsze powinny być statki – to na nich najłatwiej wybić się do przodu. Poza tym tworząc kolejne produkty również dostajemy punkty. Rozbudowę miasta czy zestawy warto potraktować raczej jako dodatek. Troszkę szkoda, że optymalna strategia jest właściwie stała – w pierwszym roku skupiamy się głównie na rozbudowie własnych linii produkcyjnych, w kolejnych zaś głównie na pracy. Nie jest jednak prawdziwym wrażenie, że muszę zrezygnować z jakiejś linii, bo inny gracz już z niej korzysta. Wręcz przeciwnie, otwiera nam to naprawdę szerokie pole do popisu i wyrzucania przeciwnika ze statku.

W Craftsmenie podstawą jest rozsądne planowanie. Musimy wziąć pod uwagę specyficzną kolejność budynków, ruchy przeciwników, dostępne linie produkcyjne… w praktyce okazuje się, że musimy planować 1 a nawet 2 pory roku do przodu.

Podoba mi się system przywilejów. Dzięki nim możemy korzystać z „wzmocnionych” akcji, np. w Gildii Bankiera zachowamy o jedną kartę kapitału więcej. Z przywileju zawsze korzysta osoba na pierwszym miejscu w danym budynku. Co nie oznacza, że nie możemy postawić pionka na pomocniku innego gracza i samemu skorzystać z przywileju. Mamy taką możliwość o ile jest to pierwsze dostępne miejsce. Jednakże jest to okupione pewnym kosztem – musimy zapłacić przeciwnikowi kartami kapitału bądź punktami za udostępnienie tego miejsca. Zwykle jest to przydatne, ale warto mieć na uwadze cenę takiego postępowania – a ta rośnie z każdym rokiem.

Interakcji między graczami nie ma zbyt wiele – bezpośrednio możemy sobie przeszkadzać jedynie podczas licytacji u Notariusza. Pośrednio rywalizacji jest nieco więcej. Walczymy o budynki do naszych linii produkcyjnych (a tych jest ograniczona ilość). Spychamy towary przeciwnika ze statku swoimi. „Zakopujemy” potrzebne innej osobie karty u Notariusza korzystając z przywileju.

Craftsmen skaluje się przyzwoicie. Rozgrywka dwuosobowa wydawała mi się nieco dziwna. Za mało było w niej rywalizacji. Jednak w gronie 3-5 osób gra się naprawdę dobrze. Jedynym minusem jest fakt, że w talii kart mamy stałą ilość budynków, przez co złożenie odpowiedniej linii produkcyjnej z każdym kolejnym graczem staje się trudniejsze. Nie można również nie zauważyć pewnego problemu z losowością – interesująca nas karta może znajdować się na samym dole talii, a inną kopię już ktoś wykupił.

Problemem jest również czas rozgrywki. Craftsmen trwa. I trwa. I trwa. W 4 osoby spokojnie możemy grać nawet 4h. Nie każdy cierpliwie to znosi, zwłaszcza, że możemy dość długo czekać na swój ruch, jeśli nie skorzystaliśmy z kilku budynków.

Podsumowując – mimo wad i generalnej niechęci do gier euro bardzo lubię Craftsmena. Owszem, jest długi, czasami nieprzemyślany, ale mimo wszystko dostarcza mi sporo frajdy niebezpośrednią ingerencją w działania przeciwników i możliwością tworzenia zgrabnie działających linii produkcyjnych. Dużym plusem jest również cena – tytuł można kupić grubo poniżej 100 zł, sam zakupiłem go w promocji poniżej 40 zł. Polecam sprawdzić Craftsmena, jeśli znajdziecie go w podobnej cenie.

Egzemplarz własny

promocja