Pierwsza wersja headsetu Gamdias Eros całkowicie mnie oczarowała. Za cenę poniżej 300 zł oferowała bardzo dobrą jakość dźwięku, świetny (jak na headset) mikrofon i niesamowitą wygodę użytkowania. Gdy na horyzoncie pojawił się następca, nie mogłem się doczekać by sprawdzić, co też nowego przygotowała dla nas ta średnio, do niedawna, znana firma. Po przetestowaniu mogę powiedzieć, że Eros 2 spełnił wiele oczekiwań… ale nie wszystkie.

1

Opakowanie

Gdy odebrałem od naczelnego box z headsetem, pokiwałem jedynie pobłażliwie głową. „Gamdias nigdy się nie nauczy” – pomyślałem. Zestaw otrzymujemy w nieciekawie wyglądającym pudełku, wykonanym z pośredniej jakości kartonu. Same słuchawki osadzono w błyszczącej, szarej, plastikowej obwolucie. Całość sprawia wrażenie kupionego na bazarze „no name’a” za 30 zł. Nie rozumiem tego ruchu – inni dostawcy prześcigają się, by sprzedać nam kiepskiej klasy sprzęt w fikuśnych, odpicowanych boxach, tymczasem Gamdias, mając naprawdę solidny hardware, pozwala sobie na taką fuszerkę w pakowaniu. Nic to jednak – w końcu to tylko karton, który zwykle ląduje w koszu zaraz po rozpakowaniu.

2Wykonanie i design

Pierwszy Eros miał jedną wadę – wyglądał, mimo wszystko, dosyć „zabawkowo”. Dwójka pod tym względem to znaczący progres. Wyeliminowano niepotrzebną masę, zamieniając pełny, plastikowy pałąk na bardziej oszczędny, składający się z pokrytego gumą „stelaża” i dynamicznie dopasowującego się do głowy elementu. Błyszczący materiał zachowano jedynie na uchwytach od słuchawek. Dużo lepiej wygląda też mikrofon – w pierwszej wersji był on duży i plastikowy, tutaj jest znacznie bardziej elegancki, giętki, z możliwością pełnego dopasowania pozycji zbierania dźwięku.

Po dłuższym używaniu pierwszego Erosa okazało się, że przewód łączący headset z komputerem ma niefunkcjonalny oplot, który już zaczął się w jednym miejscu zsuwać i marszczyć. Eros 2 naprawia ten błąd – oplot jest zdecydowanie ciaśniejszy i solidniejszy. Ponadto nie ma już czerwonego koloru, co w mojej ocenie zwiększa walory estetyczne. Niestety, najlepszego wrażenia nie robi element służący do regulacji głośności. O ile zasadnicza część headsetu ewoluowała wizualnie w stronę elegancji, przystawka zmiany głośności wygląda jeszcze bardziej „chińsko” niż w poprzedniku – zrobiona z cieniutkiego plastiku, z wielkimi przyciskami, bardzo luźno osadzonymi w obudowie.

Pomimo kilku mankamentów, wizualnie Eros 2 robi bardzo dobre wrażenie. Jest elegancki i schludny, choć miejscami widać, że producent nieco zbyt daleko poszedł w oszczędności na materiałach.

 

3

Wygoda używania

Pierwszy Eros zachwycił mnie tym, jak wygodnie leży na głowie. Do wersji oznaczonej numerem „2” trzeba się nieco przyzwyczaić. Gamdias zachował prostokątno-eliptyczny kształt nauszników, dzięki czemu są one lepiej dopasowane do kształtu uszu, jednak nieco zmniejszył je w poziomie. W konsekwencji boki nauszników minimalnie nachodziły mi na uszy, które musiałem trochę „upychać” wewnątrz dla zachowania dobrej izolacji od dźwięków otoczenia. Różnica jest jednak bardzo subtelna, nie wpływa znacząco na komfort. Pałąk rozciąga się dosyć opornie, przez co początkowo czułem pewne gniecenie głowy. Gdy jednak nauczyłem się, że nie należy się obawiać i trzeba solidnie naciągnąć go na głowę, problem zniknął – słuchawki leżą równie wygodnie, co ich pierwsza odsłona. Nie mogę też narzekać na materiał, który przylega do uszu. Jest to miękkie, skóropodobne tworzywo, nie powodujące odparzeń czy dyskomfortu.

Przyciski zmiany głośności chodzą trochę opornie. Plusem takiego rozwiązania jest to, że trudniej o przypadkowe ich naciśnięcie. Warto tu wspomnieć o ciekawym efekcie, jaki zastosowano w Eros 2. Otóż gdy chcemy wyciszyć headset, nie następuje to natychmiast, jak w większości innych sprzętów, ale mamy do czynienia z delikatnym efektem fade-in/fade-out. Oznacza to, że headset szybko, acz stopniowo „wygasza” dźwięk lub go przywraca. Nie ma to większego zastosowania praktycznego, ale jest to na pewno ciekawy, podwyższający walory estetyczne i użytkowe efekt.

4

Dźwięk i mikrofon

Do przekazywanego przez Eros 2 dźwięku nie mogę mieć większych zarzutów. Już pierwsza odsłona pokazała, że w segmencie do 300 zł można zrobić zestaw zapewniający czysty, wyrazisty dźwięk. Nie inaczej jest tym razem: głosy są wyraźne, dobrze odwzorowane, a poszczególne odgłosy łatwo można od siebie odróżnić i wyizolować. Uniknięto bolączki wielu headsetów, polegającej na „spłaszczaniu” i zlewaniu się tonów. Oczywiście, jeśli porównamy Eros 2 do słuchawek dla audiofili za >1000 zł, wtedy Gamdias wyjdzie z takiej walki na tarczy, jednak trudno o lepiej brzmiący zestaw gamingowy w tej kategorii cenowej. Co więcej, zastosowano tu efekt symulowanego surround. I zrobiono to dobrze – czuć przestrzenność dźwięku, a w obsługujących go grach można bez problemu odróżnić z której strony nadbiega przeciwnik, czy też słychać skąd nadlatują strzały. Jedyne, do czego mogę się przyczepić w kwestii audio to basy. Odniosłem wrażenie, że są one nieco słabsze od tych, które zapewniał poprzednik. Nie drastycznie, nie znacząco, ale jednak zauważyłem, że zanikł gdzieś ten charakterystyczny efekt łupnięcia, gdy w kolejnym Quake’u na naszej twarzy wyląduje odpalona z dwóch metrów rakieta. Ogólnie jednak, całościowo, dźwięk zapewniany przez Eros 2 oceniam na solidną piątkę w skali szkolnej.

Tutaj dochodzimy do największej bolączki „dwójki” – mikrofonu. Eros 1 mnie pod tym względem zachwycił. Wyglądający jak zabawka mikrofon zapewniał w nim taką jakość, że bez problemu nadawał się do nagrywania podcastów, czy materiałów na YouTube. Jasne, do dedykowanego, profesjonalnego mikrofonu nieco mu brakowało, jednak w obszarze headsetów nie miał sobie równych. Przy tworzeniu Eros 2 najwyraźniej nie zadbano o ten element, bo otrzymujemy mikrofon niczym się nie wyróżniający od reszty – dźwięk jest nijaki, zaszumiony, zniekształcony, przypominający rozmowę przez krótkofalówkę. Gdy podczas nagrywania podcastu przełączyłem się nagle z Eros 1 na Eros 2, komentarz kolegi-podcastera był następujący: „Wcześniej było cię słychać tak 8/10. Teraz to max 3/10”. Sami więc widzicie różnicę. Nie rozumiem tego ruchu ze strony Gamdias. Wolałbym brzydki, toporny mikrofon, ale dający świetne efekty, niż smukły i elegancki, ale o słabej jakości.5Werdykt

Czas na podsumowanie, z którym mam jednak spory problem. Jeżeli headsetu używasz głównie do słuchania muzyki, oglądania filmów i grania z komunikacją głosową, z czystym sumieniem można Eros 2 polecić, gdyż w większości obszarów jest naturalną ewolucją (w dobrą stronę) swojego poprzednika. Ma zasadniczo lepszy dźwięk, ciekawszy wygląd, bardziej solidne wykonanie. Problem pojawia się, gdy chcesz też nagrywać dźwięk. W takim wypadku Eros 1 będzie znacznie lepszym wyborem, bo jego mikrofon jest o kilka klas lepszy, a z kolei ulepszenia w innych obszarach nie są aż tak znaczące, by rezygnować z tej przewagi na ich rzecz. Mam nadzieję, że przy Eros 3 Gamdias wyciągnie wnioski i połączy zalety pierwszej i drugiej wersji – wtedy otrzymalibyśmy produkt (prawie) idealny.