Gamdias od początku stara się być tańszym zamiennikiem dla gamingowych akcesoriów Premium, przy zachowaniu dobrej jakości. Raz wychodzi to lepiej, a raz gorzej. Tym razem niestety cena dobrze odzwierciedla to, co za nią otrzymujemy.

Bo headset Gamdias Hebe M1 RGB nie jest sprzętem złym. Jest po prostu na wskroś przeciętny, a cięcia kosztów widać na każdym kroku: od pudełka, przez wykonanie, na funkcjonalności i przede wszystkim brzmieniu kończąc.

Opakowanie

Headset trafił do nas w pudełku, które na pierwszy rzut oka robi niezłe wrażenie. Jest solidne, elegancko wykonane i po prostu ładne. Brakuje mu sporo do opakowań marek premium, jednak firma nie ma się czego wstydzić. Gorzej jest po odpakowaniu zawartości. Słuchawki umieszczone są na tandetnej, plastikowej, „bazarowej” wręcz wytłoczce. Niby to tylko detal, ale od razu wskazuje, że ktoś bardzo chciał zaoszczędzić. Nie powala też zawartość. Dostajemy słuchawki i… to tyle. Żadnej instrukcji obsługi o małych, ale przyjemnych gadżetach nawet nie wspominając. Słowem: biednie.

Design i wykonanie

Z wykonaniem testowanego headsetu jest podobnie co z opakowaniem – pierwsze wrażenie jest co najmniej dobre. Zestaw wygląda na masywny i solidny. Wszędzie widoczne są ładne, ciekawe detale ozdobnikowe. Kabel posiada gumowy, acz całkiem elegancki oplot. Gorzej jest z pilotem, który bardziej przypomina odpustową zabawkę – jest nienaturalnie lekki, kanty nie są idealnie spasowane, a całość przywodzi na myśl tanią chińszczyznę. Do tego jest wielki jak na posiadane funkcje.

Wróćmy jednak do samego headsetu. Tu również, po bliższym przyjrzeniu się, jest co najwyżej średnio. O ile jeszcze metalowy pałąk i jego druga część, regulująca przyleganie do głowy, są całkiem eleganckie i porządne, o tyle nauszniki to festiwal drobnych niedociągnięć i niedoskonałości. Plastik jest raczej średniej jakości, z widocznymi tu i tam skazami poprodukcyjnymi. Poduszki wydają się miękkie i dobrze wykonane, ale już szycie jest nierówne. Tak, wiem że to drobnostki, pewnie nawet bym przymknął na nie oko, gdyby dźwięk był krystalicznie czysty – ale o tym zaraz.

To, co mnie w Hebe M1 RGB urzekło, to bardzo solidnie wykonane podświetlenie. Nie jest zbyt intensywne i krzykliwe, a jednocześnie nie sprawia wrażenia elementu dodanego na siłę. Muszę przyznać, że światło dodaje temu headsetowi uroku i oceniam je zdecydowanie na plus. Dodatkowo istnieje możliwość zmiany barwy oświetlenia.

Niestety, słuchawki posiadają jeden, niewybaczalny minus. Chodzi o regulację pałąka. Ten po prostu nie jest regulowany! W zamian Gamdias dodał mniejszy, automatycznie naciągany, skóropodobny pałąk, mający dopasować headset do kształtu naszej głowy. Problem w tym, że naciąg jest zdecydowanie zbyt lekki, przez co ja sam, mając głowę raczej średnich wymiarów, cały czas miałem wrażenie odstawania nauszników i kiepskiego tłumienia dźwięków otoczenia.

Brzmienie

Powtórzę się, ale brzmienie słuchawek jest takie samo, jak cała reszta – mocno średnie. Pierwsze, co zauważyłem, to zdecydowana przewaga basów nad średnimi i wyższymi tonami na domyślnych ustawieniach. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby basy były czyste, solidne i mocne. Nie są, niestety. Bas w Hebe M1 RGB jest płaski i bezbarwny. Cały czas odnosiłem wrażenie, jakby dobiegał gdzieś z innego źródła, był sztucznie nakładany na pozostałe dźwięki. Te z kolei również nie dają rady – są ciche, brakuje im głębi i różnorodności. Odczucia są takie, jakby słuchało się muzyki na sprzęcie z marketu – może z nieco wyższej półki, ale jednak.

W tym miejscu warto wspomnieć o ciekawostce, która została zaaplikowana do Hebe M1 RGB. Otóż w nauszniki wbudowane są małe silniczki wibracyjne. W założeniu, przy głębokich, basowych dźwiękach powinny one wibrować, potęgując doznanie. I byłby to genialny bajer, gdyby nie fakt, że sam bas jest bardzo pośledniej jakości, a przy włączonych wibracjach ma się wręcz wrażenie nieprzyjemnego brzęczenia. Szkoda, bardzo szkoda.

Wspomnę jeszcze pokrótce o mikrofonie. Pokrótce, bo i nie bardzo jest o czym pisać. Jest to klasyczna konstrukcja z odbiornikiem chowanym wewnątrz lewego nausznika, wyciąganym na żądanie. Sam mikrofon nie wyróżnia się niczym szczególnym – nadaje się dobrze do rozmów VoIP czy chatu głosowego w grach, jednak na nic więcej nie liczcie. Ot, absolutny standard i nic ponad to.

Podsumowanie

Z powyższego tekstu może się wyłaniać obraz headsetu na wskroś kiepskiego i niewartego zakupu. Mimo wszystko – tak nie jest. Niestety w obecnej ofercie na rynku polskim nie znalazłem jeszcze modelu M1, jednak nieco niższy model P1 kosztuje ok. 100 zł. Jeżeli przy Hebe M1 RGB cena ta nie wzrośnie znacząco, opisywane słuchawki będą zakupem wartym rozważenia, jeżeli nie dysponujemy dużym budżetem, a jednocześnie zależy nam na sprzęcie nieco bardziej rozbudowanym, niż klasyczne marketowe „beznazwowce”.

promocja