Z większością headsetów, z jakimi miałem do czynienia, był jeden, zasadniczy problem: świetnie odtwarzały pewien zakres dźwięków, inne traktując po macoszemu. Jeżeli miały dobry bas, wyższe częstotliwości były płaskie lub kiepsko słyszalne. Urządzenia dobre do słuchania lżejszej muzyki z kolei, gdy puścić na nich ciężki, metalowy kawałek, dostawały zadyszki przy mocniejszej perkusji. A jeśli nawet wszystko było uniwersalne, okazywało się, że dźwięk zlewa się i jest mało wyrazisty. Wprawdzie mój obecny, osobisty faworyt – Gamdias Eros – wyłamał się z tej niechlubnej zasady, jednak dopiero SteelSeries H Wireless pokazał dobitnie, że możliwe jest posiadanie jednego zestawu do wszystkiego: słuchania delikatnego jazzu, bardzo ciężkiego metalu, oglądania filmów i grania. Niestety, za ten komfort przyjdzie nam sporo zapłacić…

 

1

Design i wykonanie

Już na pierwszy rzut oka widać, że SteelSeries celowało w bezkompromisową elegancję. H Wireless otrzymujemy w solidnym, pięknie wyglądającym opakowaniu, sugerującym, że mamy do czynienia z produktem z najwyższej półki. Po otwarciu pudełka ukazuje nam istne bogactwo. Mamy tu rzeczony headset, odrębną bazę do zmiany ustawień i ładowania baterii, a także szereg przewodów, umożliwiających podłączenie zestawu do PC lub konsoli (kable jack, optyczne, USB). Do tego ładowarka z wymiennymi końcówkami, pozwalająca używać zestawu w krajach z innymi wtykami elektrycznymi niż w Polsce.

Sam headset już od początku robi świetne wrażenie. Większa część konstrukcji wykonana jest z plastiku, daleko mu jednak do chińskiej tandety – jest dość ciężki, wspaniale wykończony. Ani razu nie bałem się, że przy zdejmowaniu słuchawki po prostu rozpadną mi się w dłoniach. Pałąk wyłożony jest miękkim materiałem, dzięki czemu idealnie dopasowuje się do głowy, nie powodując nieprzyjemnego ucisku. Zastrzeżeń nie mam też do nauszników, wykonanych z delikatnej, przyjemnej w dotyku skóry. Jedyna rzecz, która może przeszkadzać osobom z większymi uszami to fakt, że nauszniki są dosyć małe i okrągłe, przez co mogą lekko zgniatać małżowiny. Ja jednak nie miałem z tym większych problemów, nawet przy kilkugodzinnych sesjach.

Czas powiedzieć jeszcze o kilku funkcjach dodatkowych, dostępnych z poziomu słuchawek. Otóż headset posiada wysuwany mikrofon, który możemy bardzo szybko schować, gdy nie jest potrzebny. Dodatkowo mamy tu pokrętło zmiany głośności lub, w alternatywnym trybie, poruszania się po menu. Dzięki temu nie musimy nawet sięgać do bazy, by zmienić choćby tryb dźwięku. Oprócz tego sprzęt wyposażono w wygodny przycisk włączania i wyłączania, by nie marnować baterii, służący też (przy szybkim kliknięciu) do wyciszania mikrofonu (ten, gdy jest nieaktywny, świeci się na czerwono – nie musimy więc zastanawiać się, w jakim trybie aktualnie jesteśmy).

Podsumowując: SteelSeries H Wireless zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie wizualne. Zestaw jest elegancki, dopracowany w najmniejszych szczegółach i solidny. 4H w akcji

Najpiękniejsze nawet słuchawki nie będą nic warte, jeśli dostarczany przez nie dźwięk nie spełni oczekiwań. Tutaj jednak nie było zaskoczeń – H Wireless sprawdza się wyśmienicie. Zestaw testowałem tradycyjnie na trzy sposoby: w grach, filmach i muzyce. Zacznijmy od muzyki właśnie.

Słuchanie ulubionych kompozycji to czysta przyjemność. Jak wspomniałem na wstępie, nie występuje tutaj faworyzowanie jednego typu dźwięków nad inne. Celowo do testów użyłem utworów zróżnicowanych pod względem częstotliwości dźwiękowej: zawierających zarówno delikatne, subtelne nuty, mocniejszą perkusję, ciężki, dudniący wręcz bas, jak i efekty dodatkowe, takie jak pogłos czy echo. W każdym przypadku dźwięk był czysty jak łza, niezależnie od ustawionej głośności. Żadne tony nie dominowały, nie wybijały się ponad resztę. Co więcej, każdy dźwięk był wyraźnie słyszalny, możliwy do wyodrębnienia, niezagłuszony. Nie musiałem nawet grzebać w ustawieniach odtwarzacza i przestawiać profili equalizera, by dostosować ścieżkę do możliwości headsetu. Krótko mówiąc: cud, miód i orzeszki.

Równie dobre wrażenia miałem w trakcie oglądania filmów. Tutaj do akcji wchodzi dźwięk 7.1, zapewniający niesamowite doznania przestrzeni. Na ogromną pochwałę zasługuje to, że efekt przestrzenny był wyraźnie słyszalny, bezbłędnie mogłem zidentyfikować, z którego kierunku i jakiej odległości dochodzi odgłos. Wszystko to przy zachowaniu najwyższej jakości dźwięku, którą opisałem akapit wyżej.

W kwestii tego, jak SteelSeries H Wireless sprawdza się w grach, trudno powiedzieć cokolwiek więcej ponad to, co zostało już napisane. Zaskoczeń nie było: krystalicznie czysty dźwięk na dowolnych ustawieniach głośności, świetne basy, przyjemnie dudniące w uszach i łatwe do rozróżnienia dźwięki wyższe, dzięki czemu nigdy nie miałem problemów z odróżnieniem odgłosu kroków od huku wystrzału. Do tego 7.1, niezwykle przydatne przy ogrywaniu bardziej dynamicznych strzelanek, w których nieraz prędzej wykryjemy przeciwnika „na słuch” niż wzrokowo.

3

Aby jednak nie było samego słodzenia, muszę przyznać, że H Wireless ma jeden mankament: po podłączeniu przez USB headset jest dosyć cichy. Aby dopasować go do optymalnej, pożądanej głośności, musiałem podkręcić volume w okolicach 75% (a zaznaczę, że jestem raczej z tych oszczędnych, jeśli chodzi o poziom głośności). Nie zmienia to faktu, że i tak został jeszcze pewien zapas, więc najpewniej nie będzie to dla nikogo stanowiło większego problemu.

Znacznie poważniejszą wadą jest niestety jakość mikrofonu. Widać wyraźnie, że w tym miejscu SteelSeries postawiło na minimalizm (malutki mikrofon chowany wewnątrz słuchawek). Powiedzmy sobie szczerze: w dobie YouTube, Twitcha czy rosnącej popularności wszelkiej maści podcastów, dobry mikrofon jest czymś niezwykle pożądanym w headsecie. Ten natomiast zastosowany w H Wireless jest co najwyżej przeciętny. O ile znajomi po drugiej stronie kabla nie mieli problemów ze zrozumieniem tego, co mówię, słychać było wyraźnie, że jest to typowy dźwięk headsetowy – dość płaski, z lekkim szumem w tle, brzmiący tak, jakbyśmy rozmawiali przez krótkofalówkę. W grach sprawdza się nieźle, jednak jeżeli ktoś liczył, że będzie mógł go używać do streamowania, nagrywania klipów czy podcastów, może się srogo zawieść.

2

Słowem podsumowania

Nie licząc średniej jakości mikrofonu, SteelSeries H Wireless to headset z najwyższej półki, w którym jakość i klasa wychodzą z dosłownie każdej szczeliny. Świetnie wykonany, oferujący doskonały dźwięk bez żadnych lagów, pomimo, że słuchawki są bezprzewodowe. Pozostaje jednak kwestia ceny. Około 1000 zł to naprawdę dużo, więc zestaw skierowany jest raczej do bogatszych graczy lub audiofilów, dla których jakiekolwiek kompromisy nie wchodzą w grę. Nie zmienia to faktu, że jak dotąd z lepszym sprzętem tego typu nie miałem jeszcze do czynienia, mogę więc z czystym sumieniem SteelSeries H Wireless polecić.