Seria Honor przeżywa na naszych oczach małą ewolucję. Z początku były to bowiem telefony o wysokiej jakości wykonania, choć skierowane raczej na średnią półkę cenową. Przy okazji Honor 9 trochę się jednak pozmieniało, bo jest to praktycznie flagowy smartfon, pozbawiony kilku elementów względem czołówki i (w teorii) w niższej cenie. Flagowe doświadczenie za niecałe 2000 złotych? Czy to osiągalne?

Honor 9 budzi naprawdę pozytywne wrażenie krótko po tym jak na niego spojrzymy. Oprócz braku ogólnie zmniejszonych krawędzi wokół ekranu, smartfon niczym nie odstępuje od czołowej konkurencji na rynku. Całość praktycznie jest opleciona szkłem, które łączy aluminium znajdujące się po bokach. Plecki robią tu szczególne wrażenie. Tylna powierzchnia ma ciekawie wykonane szkło, tak jakby polaryzujące lub wyszlifowane w nietypowy sposób. W każdym bądź razie przepięknie odbija ono światło, zmieniając przy tym nieco odcień kolorystyczny. Myślę, że wypada to nawet lepiej niż w HTC U11.

Fani czystości nie będą jednak w stanie utrzymać tego telefonu w idealnym stanie. Jak przystało na szkło smartfon palcuje się jak szaleniec, ale na to musicie być już przygotowani w 2017 roku. W dodatku Honor 9 lubi się porysować i to bez większych upadków na ziemię. Case będzie zatem mile widziany.

Telefon trzyma się w ręku naprawdę pewnie i akurat nie ślizga się w ręku. Jest przyjemny w dotyku, a chwyt jest odpowiednio pewny. Klawisze są rozmieszczone też na tyle wygodnie, żeby nie wymuszać na nas gimnastyki palców. Zresztą w 2017 roku 5,15-calowy wyświetlacz to już prawie jak zabawka. Małe gabaryty działają tu na korzyść telefonu. Pamiętajcie jednak, żebyście uważali gdzie stawiacie lub kładziecie Honor 9. Jego powierzchnia jest okropnie ślizga i bez większego trudu smartfon ot tak wypadał mi z kieszeni, albo wprost spływał po pozornie płaskim blacie stołu. Po prostu nie ufajcie mu za bardzo i często sprawdzajcie kieszenie, bo produkt Chińczyków może zapragnąć sobie uciec.

Jak już wspomniałem mamy tu do czynienia z 5,15-calowym wyświetlaczem LCD. Został on wykonany w technologii LTPS IPS i może się pochwalić rozdzielczością 1920 na 1080 pikseli. Mało? Dużo? To czysto subiektywna kwestia, ale mi osobiście rozdziałka Full HD w zupełności wystarcza, a przy okazji jest to spore odciążenie i tak męczonej mocno baterii. Nie korzystam z VR, stąd więcej pikseli niż te 1920 na 1080 nie jest mi potrzebne. Sam ekran jest wystarczająco jasny, ma dobry kontrast, świetne kolory oraz kąty widzenia. Korzystało mi się z niego bardzo przyjemnie i nie mam się do niego co przyczepić.

Honor 9 posiada wbudowany, autorski chip HiSilicon Kirin 960, który działa wspólnie z układem graficznym Mali G-71 MP8 oraz 4 lub 6 GB pamięci RAM (zależy od zakupionej wersji). Mamy tu zatem do czynienia z takim samym sercem, co w przypadku Huaweia P10, czyli jak na razie (mówię to z dniem 26 września 2017 roku) najwydajniejszym SOC Chińczyków na rynku. W praktyce codziennej jednostka sprawdza się świetnie. Przeglądanie różnych aplikacji oraz multitasking nie stanowią większego problemu dla tego smartfona. Wszystko ładuje się szybko, nie zdarzyło mi się też, żeby telefon musiał się dłużej zastanowić. Honor 9 nie jest jednak specjalnie skonfigurowany pod gry i choć powinien sobie z nimi dawać radę, to zdarzało mu się zrywać nieco klatek animacji w niektórych tytułach, a szczególnie tych bardziej wymagających. Myślę jednak, że to bardziej kwestia poprawy oprogramowania po stronie producenta, bo Mali G-71 nie powinien mieć problemów z nowszymi tytułami.

Honor 9 podobnie jak Huawei P10 przyjechał do mnie z zainstalowanym Androidem 7.0 oraz nakładką EMUI w wersji 5.1. Czy różni się ona czymś szczególnym w porównaniu do P10? Nie bardzo. Nadal jest sporo bloatware’u przy instalacji, ale poza tym jest to też ładna i przejrzysta nakładka. Sporo tu również mniej lub bardziej przydatnych funkcjonalności, dla których nie znalazłem zastosowania, przynajmniej dla siebie. Wierzę jednak, że każdy znajdzie tu coś dla siebie ciekawego.

Jeśli chodzi o aparaty to Huawei powoli wychodzi z małego dołka, w którym siedział od jakiegoś czasu. P10 czyni ku temu porządne kroki. Choć Honor 9 nie ma tego samego układu co P10, to nadal sprawdza się on całkiem nieźle. Trzeba jednak nadmienić, że tutaj nie ma stabilizacji obrazu, przez co ucierpią znacznie nasze fotki robione w nocy czy też filmiki.

Główny aparat, a raczej aparaty mają kolejno po 20 MP oraz 12 MP. W dodatku oba dysponują przesłoną f/2.2. Może to już nasuwać pewne nieprzyjemne wnioski – tak długo jak dysponujemy dobrym światłem lub to naturalne nam sprzyja, to zdjęcia wychodzą naprawdę nieźle. Honor 9 radzi sobie całkiem dobrze z reprodukcją kolorów, a w dodatku generuje całkiem ostre oraz pełne detali zdjęcia. Im ciemniej tym robi się oczywiście gorzej. Są problemy z łapaniem ostrości, niektóre zdjęcia wychodzą też rozmazane za co trzeba winić brak stabilizacji. Wszystkie fotki nocne mają też dodatek w postaci pojawiających się szumów. Kto wie? Może Honor 10 przyniesie w tej kwestii poprawki?

Selfie wychodzą na Honor 9 naprawdę dobrze. Efekt lekkiego, cyfrowego makijażu pozbędzie się kilku naszych niedoskonałości z twarzy. Do tych fotek smartfon Chińczyków na pewno się sprawdzi.

Brak stabilizacji boli jednak nieco podczas nagrywania filmików. Większe ruchy czy trzęsąca się ręka potrafią być tu odczuwalne w postaci nieprzyjemnych drgań. Aparat radzi sobie jednak z nagrywaniem materiałów w 4K, w zwolnionym tempie, a także 1080p z 60 klatkami na sekundę. Wychodzą one całkiem nieźle, choć przy braku dobrego światła, nieobecność stabilizacji jest tym bardziej widoczna. Czemu postanowiono się wyzbyć tego elementu przy produkcji? Cóż, ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć, choć można obstawiać obniżenie kosztów.

Podobnie jak w przypadku Huawei P10, tak tutaj smartfon wspierany jest przez baterię o pojemności 3200 mAh. Z ekranem o rozdzielczości 1080p daje to całkiem niezłe rezultaty. Choć SOT może maksymalnie wskazać około 4-6 godzin, to mi akumulator spokojnie starczył na 1,5-2 dni. Wszystko to tak naprawdę kwestia użytkowania, bo jeżeli rzadko będziecie odblokowywać wyświetlacz to i ładowanie pod koniec dnia nie będzie potrzebne. Całe szczęście producent zastosował technologię szybkiego ładowania, która stawia moc na poziomie 40% w około 30 minut. Przyda się w kryzysowych sytuacjach.

Czy jest coś czego szczególnie mi zabrakło? Może wodoodporności, ale tej technologii Huawei widocznie jeszcze dobrze nie opanowało, bo większość jak nie wszystkie ich telefony nie mogą pochwalić którąś z certyfikacji IPxx. Może za rok?

Honor 9 to bardzo dobry telefon, który stanowi świetną alternatywę dla kilku tegorocznych flagowców. Martwi mnie jednak mocno jego obecna cena, która wynosi około 1800 złotych. Można nabyć go kilkadziesiąt złotych taniej z Zachodu, ale nadal nie stawia to go w korzystnym świetle. Taki koszt plasuje smartfon przy Galaxy S7 czy 200 złotych poniżej nieco lepszego Huawei P10. Myślę jednak, że cena powinna niedługo spaść, albo warto rozpocząć polowanie na jakieś promocje. W przeciwnym wypadku opłacalność zakupu może być nieco podważalna.

Gdybym jednak nie patrzył na cenę, to mogę śmiało powiedzieć, iż Honor 9 jestem w stanie polecić bez większego oporu. To świetnie wykonany smartfon, wypchany technologią podobną lub taką samą jak w przypadku P10. Tutaj została ona jednak ubrana w nieco ładniejsze szaty, które z pewnością wpadną w oko. Polecam.