Kontynuuję swoje piekło. Po raz kolejny jako osobie, która odeszła już od klasycznego sportu i przeszła na e-sport (próbuję ładnie ująć słowo „przytyła”), do testów przydzielono produkt stworzony z myślą o bardziej „fit” konsumentach. Tym razem padło na opaskę Alta HR od Fitbit. Jak sprawdza się ona w praktyce?

Opaska fitnessowa czy lifestylowa?

Ciężko na pierwszy rzut oka powiedzieć „Alta HR to produkt typowo fitnessowy”. Swój egzemplarz otrzymałem z gumową opaską w czarnym kolorze i taki zestaw idealnie komponował się z moją codzienną garderobą. Jest świetnym dodatkiem. Poprzez swoje niewielkie rozmiary oraz ogólną prostotę wykonania sprawiła, że polubiłem noszenie jej na swoim nadgarstku i zdarzyło mi się ją ubierać nawet do bardziej eleganckiego ubioru. Urządzenia sportowe mają tendencję do rzucania się w oczy, ale nie w przypadku Alta HR. Wygląd tego gadżetu rzuca go na pogranicze lifestyle’u i fitnessu, bez wyraźnego przechylenia szali na którąś ze stron.

Jak na tak drobny gadżet, ogólną jakość wykonania oceniam bardzo pozytywnie, choć jest tu jeden spory mankament. Boli mnie bowiem fakt, że podobnie jak w przypadku Fitbit Blaze, Alta HR nie otrzymała pełnoprawnej wodoodporności, a jedynie ochronę przed zachlapaniami. Niektórzy zagorzali fanów sportów wszelakich, mogą przez to obejść obok produktu obojętnie. Przypadkowe zalanie lub bieg w mocnym deszczu spowoduje zatem śmierć tego urządzenia, co doprowadzi nas tylko do niepotrzebnej frustracji.

Techniczny punkt widzenia

Zagłębmy się w technikalia samego smartbandu, których to wymienienie nie będzie jakimś specjalnie czasochłonnym zadaniem. Ponownie brakuje tu dedykowanego modułu GPS, ale jest za to akcelerometr, krokomierz oraz oczywiście autorski czujnik pomiaru tętna – PurePulse. Opaska łączy się z telefonem przy pomocy Bluetooth 4.0. Jak widzicie nie jest tego wiele, ale czy smartband potrzebuje czegoś więcej? Odpowiedź na to pytanie musicie już uzyskać sami.

Informacje z tych elementów znajdziemy w dedykowanej aplikacji na telefonie lub też na monochromatycznym, niewielkim wyświetlaczu. Ten niestety uważam za sporą wadę samego urządzenia. Jest on dobrze widoczny nawet w pełnym słońcu i ogólnie prezentuje się całkiem nieźle, ale jego responsywność jest wręcz tragiczna. Alta HR nie posiada żadnego fizycznego guzika, więc poruszanie się po ekranach sprowadza się do korzystania z dwóch „puknięć” wyświetlacza. Ten jednak nie zawsze wyczuje nawet mocniejsze próby dotknięcia, co doprowadzało mnie często do szewskiej pasji, gdy nie mogłem „przeklikać” się z ekranu pokazującego tętno do zwykłego zegarka.

Mocnym elementem technicznej strony urządzenia jest zdecydowanie bateria. W ciągu swojego około 3-tygodniowego okresu testowego ładowałem ją dosłownie 3 razy, z czego raz wedle własnego kaprysu. Alta HR spokojnie jest w stanie przetrwać tydzień z małym hakiem bez ładowania i mówimy tutaj o urządzeniu, które cały czas bada nasze tętno. Ogromny plus.

Użytkowanie, funkcjonalności i wrażenia ogólne

Główną funkcją samego Alta HR jest zbieranie cały czas informacji o naszym tętnie, ilości przebytych kroków oraz minut w trakcie których pozostajemy aktywni, a także szacowanej liczbie spalonych kalorii. W tym akurat sprawdza się ona naprawdę dobrze. Pomiary jakie zbiera są stosunkowo dokładne, choć sensory można oczywiście oszukać (dla przykładu mocniejsze wymachiwanie rękoma czy klaskanie powoduje nabicie kroków), ale poza zdobywaniem osiągnieć w aplikacji nie ma to większego sensu. Zbieranie informacji wychodzi opasce w ogólnym rozrachunku bardzo dobrze i to jest najważniejsze.

Smartband powiadomi nas także, gdy przyjdzie do nas e-mail, ktoś do nas zacznie dzwonić lub przy otrzymaniu wiadomości SMS. To tyle jeśli chodzi o integrację z funkcjami smartfona – ograniczenie do kluczowych rzeczy. Opaska nie będzie zatem niepotrzebnie wibrować, gdy nasi znajomi postanowią zaspamować naszego Messengera. To bardzo pomocne, zwłaszcza w pracy.

Alta HR ma jednak problem z określeniem jakiego typu aktywnością mamy do czynienia. Opaska wykrywa jedynie spacery, bieganie czy proste ćwiczenia, ale jeśli ktoś jeździ na rowerze lub uprawia nieco bardziej niszowy sport, to będzie musiał ręcznie wprowadzać takie działania w aplikacji. Mi akurat nie robiło to większej różnicy, bo moja aktywność ogranicza się właśnie do chodzenia, biegania, grania w piłkę nożną czy robienia prostych ćwiczeń.

Kluczowym elementem jest jednak sama aplikacja Fitbit, która jest nieodłączną częścią całego ekosystemu. Od czasów mojego testowania Fitbit Blaze nie zmieniła się ona ani odrobinkę, stąd w celu zasięgnięcia opinii w tym temacie, odsyłam oczywiście do testu tego „smart fitness watcha”. Dla leniwych mogę jednak w dużym skrócie powiedzieć, że oprogramowanie stojące za urządzeniami Fitbit jest jednym z głównych powodów do zakupu – jest tak dobre.

Podsumowanie

Fitbit Alta HR można zakupić w przedziale 500-600 złotych. Mogę ją polecić osobom, które chcą zadbać o siebie, ale uprawiają sport raczej okazjonalnie. To uniwersalny i niewielki produktu, który choć nie posiada jakiejś potężnej palety funkcji, to spełnia te podstawowe na bardzo dobrym poziomie. Poza tym opaska daje nam dostęp do świetnego środowiska w postaci aplikacji Fitbit. Z użytkowania Alta HR byłem ogólnie zadowolony, choć cały czas mam gdzieś przeczucie, że 600 złotych to nieco za dużo jak na taki gadżet. Dlatego sam smartband oczywiście polecam, choć z racji zbliżających się świąt, radzę poczekać na jakąś okazję.