Magic: The Gathering to bez wątpienia najpopularniejsza kolekcjonerska gra karciana jaka kiedykolwiek powstała. Oczywiście można się spierać co do tego czy najlepsza, ale pewien fakt jest niezaprzeczalny – nie sposób nie znać tego tytułu. Nic więc dziwnego, że powstają również zupełnie inne mechanicznie gry pod tym samym szyldem. Jedną z nich jest opisywany dzisiaj Magic: The Gathering – Arena of Planeswalkers, będąca figurkowym skirmishem.

Zawartość pudełka z Arena of Planeswalkers

Pudło jest naprawdę sporych rozmiarów. W środku zaś znajdziemy całą masę figurek, karty, znaczniki, kostki oraz planszę. Wykonanie elementów gry jest bardzo nierówne. Figurki są… dobra, kogo ja chcę oszukać, większość z nich jest po prostu brzydka. Są w większości mało szczegółowe, w nieciekawych kolorach, na dodatek w większości nie przypominają postaci z swoich Kart Armii. Hitem są jednak dla mnie pomalowane już figurki dowódców – Planeswalkerów. Patrząc na nekromantkę mogłem zareagować tylko w jeden sposób:

Arena of planeswalkers

źródło: tumblr

Nie najlepiej wyglądają również elementy, z których składamy planszę. Owszem, są solidne, ale też bardzo puste – przedstawiają one jedynie piaszczysty teren z niewielką ilością wody. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Naprawdę tak trudno było nanieść na kafle grafiki drzew czy roślin? Dziwi również wykonanie „ruin” – mają pełnić rolę parawanu, zakrywającego teren, ale są zdecydowanie za wysokie.

Arena of Planeswalkers

Z drugiej strony mamy karty i kostki. Karty są dobrej jakości, z naprawdę pięknymi grafikami, co strasznie kontrastuje z pozostałymi elementami. Kostki również wykonano bardzo starannie, cieszą one oko.

Słowo o instrukcji – podczas gry pojawiły się drobne problemy z rozgrywką, ale dość szybko zostały rozwiane. Nie do końca za to rozumiem dlaczego licznik rund został umiejscowiony właśnie w niej. Troszkę bez sensu, trudno przez to zaglądać do instrukcji i za każdym razem musimy zapamiętywać która runda właśnie trwa. Podsumowując: Arena of Planeswalkers nie należy do najpiękniejszych tytułów na świecie.

Zasady (skrót)

Zasady Magic: The Gathering – Arena of Planeswalkers są dość proste. Gracze wybierają jednego spośród 5 dostępnych Planeswalkerów, dobierają przy tym odpowiadające im talie kart. Po przygotowaniu odpowiedniego wariantu planszy przechodzimy do właściwej rozgrywki. W swojej turze gracz wykonuje następujące akcje:

  1. Dobiera 1 kartę zaklęcia, o ile jego Planeswalker nadal znajduje się na planszy. Karty zaklęć dzielimy na dwa rodzaje – Sorcery rozpatrujemy natychmiast, po czym trafiają na stos kart odrzuconych. Enchantment natomiast to zaklęcia, które możemy przypisać do karty armii. Nie możemy mieć więcej niż 7 kart na koniec swojej tury.
  2. Wybieramy jedną z Kart Armii.
  3. Możemy poruszyć jedną lub więcej figurek z wybranej Karty Armii. Przed lub po ruchu naszej armii możemy rzucić odpowiednie zaklęcie.
  4. Opcjonalnie możemy zaatakować naszymi figurkami figurki przeciwnika.
  5. Przesuwamy licznik tury.Magic: The Gathering zawartość pudła

Gra kończy się w momencie, gdy na planszy zostanie tylko jeden Planeswalker (lub drużyna) albo w momencie zakończenia konkretniej rundy (różne wartości w zależności od scenariusza).

Wrażenia

Patrząc na planszę byłem dość sceptycznie nastawiony do tego tytułu. Pomijając wątpliwą estetykę – pole gry wydawało mi się po prostu zdecydowanie za duże. Rzeczywistość zweryfikowała jednak moje wrażenia. W praktyce okazuje się, że na planszy jest naprawdę ciasno i dość szybko dochodzi do walki. Tutaj pierwsza uwaga – w Arena of Planeswalkers lepiej grać ostrożnie, wyczekiwać na błędy przeciwnika. Szybki rush na pozycje wroga zwykle się nie sprawdza.

Gra skaluje się nieźle, ale nie idealnie. Każdy z dostępnych Planeswalkerów wymaga nieco innego podejścia do rozgrywki… i niestety w wariancie 1vs1 nie każdy ma równe szanse. „Zielona” Nissa Revane ma całkiem odporne jednostki oraz przyzwoite zaklęcia supportujące… z których „Czerwona” Chandra Nalaar niewiele sobie robiła, miażdżąc mnie w kilka chwil. Za to w walce drużynowej support sprawdza się fantastycznie, podobnie jak „tankujący” Gideon Jura. Z tego też powodu proponowałbym raczej rozgrywkę w większym gronie lub drużynową.

Magic the gathering plansza

Sama walka jest dość prosta – odmierzamy odległość od naszej postaci do atakowanej figurki. Jeśli wróg znajduje się w zasięgu ataku (sprawdzamy nasz atrybut Range) i jednostka jest widoczna przez naszą figurkę (linię widoczności prowadzimy od narządu wzroku naszej figurki do ciała przeciwnika) to możemy przeprowadzić atak. Wykonujemy wtedy rzuty odpowiednią liczbą kości, zaś oponent rzuca swoimi rzuty na obronę. Proste prawda? Oczywiście mamy tu do czynienia z pewnymi modyfikatorami z zaklęć. Przed atakiem musimy również zastanowić się nad ustawieniem naszych figurek – odpowiednie ich ustawienie może uniemożliwić odpowiedź przeciwnikowi.
Magic the gathering parawan

Najważniejsze na planszy są figurki, nie można jednak lekceważyć zaklęć – te przy odpowiednim zastosowaniu mogą zrobić miazgę z przeciwnika albo umożliwić nam ucieczkę z niewygodnej pozycji. Nieco mniej do gustu przypadło mi zajmowanie tzw. glifów, dzięki którym otrzymujemy jeden z kilku bonusów. Z jednej strony miło, że zajęcie strategicznej pozycji jest premiowane, z drugiej strony – bonus +2 do prędkości poruszania się naszych jednostek jest bardzo mocny.

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to nastawienie na dodatki. Instrukcja dużo miejsca poświęca zagadnieniom związanym z poruszaniem się po wzniesieniach i modyfikacjach w atakach… z których nigdy nie skorzystamy w podstawce, gdyż podane sytuacje nigdy nie będą miały miejsca. Podobnie jest z wyborem armii i kart – instrukcja wspomina o limitach kosztu jednostek i zaklęć… przy czym wszystkie dostępne karty wypełniają w pełni ten limit. Słowem – dodatki czuć na kilometr (istotnie – powstały dwa).

Arena of Planeswalkers tło

Ile czasu trwa rozgrywka? Nie wiem zupełnie co mam odpowiedzieć :-) Jeśli ktoś da ciała to może zostać rozniesiony w 5 minut. Większość partii kończyło się w przedziale 45-60 minut.

Niektórzy mogą się dziwić, że w ten sposób wykorzystano markę Magic: The Gathering… ale pamiętajmy, że to nie jest pierwsza gra tego typu osadzona w tym uniwersum. W 2011 roku wystartowała sieciowa gra Magic: The Gathering – Tactics (całkiem udana moim skromnym zdaniem), która również skupiała się na skirmishowych, taktycznych starciach.

Podsumowanie

Magic: The Gathering – Arena of Planeswalkers jest bardzo nierówną grą. Śliczne karty i możliwości taktyczne w poruszaniu przeplatane są z naprawdę paskudnymi figurkami oraz niewykorzystaniem pełnego potencjału zasad. Do tego widać nastawienie na dodatki. Dla mnie Magic: The Gathering – Arena of Planeswalkers to przyzwoity tytuł skirmishowy. Proste zasady można opanować w kilka chwil, rozgrywka aż tak szybko się nie znudzi. Na początek przygody z tym typem rozgrywki jak znalazł.

EGZEMPLARZ WŁASNY

promocja