Ostatnim flagowcem wydanym przez Sony była Xperia XZ, która swoją premierę miała podczas jesieni ubiegłego roku. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że technologia postępuje z niewiarygodnym tempem i około pół roku później niektóre rzeczy przestają robić na człowieku wrażenie. Poza tym konkurencja nigdy nie śpi i zawsze ma w zanadrzu coś nowego, dlatego też kilka miesięcy po premierze XZ zobaczyliśmy na rynku takie modele jak LG G6 oraz Samsung Galaxy S8. Kwestią czasu było zatem ukazanie się na horyzoncie odpowiedzi od Sony i jest nią właśnie testowana Xperia XZ Premium. Czy to aby na pewno najlepszy telefon jaki do tej pory zaserwował nam japoński producent?

Choćby się paliło i waliło jest jedna rzecz niezmienna w Xperiach, a mianowicie design. W zasadzie od kiedy pamiętam, pierwsze Z charakteryzowały się tą samą prostokątną, prostą bryłą. Pomimo mody na zagięte ekrany i coraz mniejsze ramki wokół nich Sony stoi nieugięte, prezentując model „Premium” nie goniący za tym trendem. Czy to dobrze? Czy to źle? Cóż, mi akurat ten kształt nie bardzo odpowiada, ale znajdą się osoby z kompletnie innym gustem od mojego. W tej klasyce jest pewien urok, ale jakoś nie umiem go odnaleźć.

Zresztą brak lepszego rozdysponowania przestrzeni i nie zajęcie większej powierzchni obudowy przez ekran ma pewną wadę. Xperia XZ Premium to prawdziwa kobyła i uczucie to towarzyszyło od początku do końca moich przygód z tym telefonem. 5,5-calowy wyświetlacz, ogromna przestrzeń niezagospodarowana pod i nad ekranem – czy to jeszcze 2014 rok? Można to uzasadnić występowaniem zestawu głośników stereo, ale to jedyny argument „za” w tej sprawie. Bardzo dobrze byłoby, gdyby designerzy i inżynierowie Sony zaczęli coś działać w tym temacie.

Xperia XZ Premium to kobyła, ale taka którą trzyma się w niezwykle poręczny sposób. Prostokątny kształt ze sztywnymi, ostrymi krawędziami nie wymaga gimnastyki rąk przy chwycie i nie wymusza na nas życia w ciągłej niepewności, że nasz sprzęt nie wyślizgnie się nam nagle z rąk. Jak przystało jednak na telefon wręcz obity szkłem, całość jest stosunkowo ślizga, stąd jego „posiedzenia” w kieszeni mogą skończyć się czasem wyślizgnięciem oraz upadkiem.

Właśnie – szkło. Xperia XZ Premium to smartfon obity z tyłu oraz z przodu grubą warstwą Gorilla Glass w wersji 5. Boki zrobiono z aluminium, więc słowo „premium” w nazwie nie wzięło się znikąd, bo jakość wykonania jest świetna. Na marginesie chciałbym dodać, iż serdecznie polecam srebrną wersję tego telefonu wszystkim paniom. Wówczas cały tył stanowi wręcz idealna, lustrzana powierzchnia, a to oznacza jedną rzecz mniej z torebki. Dodatkowo, dzięki tej prostej rzeczy robienie selfie tylnym aparatem stało się o wiele prostsze.

Może pod kątem designu Xperia XZ Premium odbiega nieco od konkurencji, ale w kwestii ekranu Sony wyprzedziło nieco swoją konkurencję. Tutejszy wyświetlacz IPS wykonany został w technologii Triluminos, czyli tej samej jak choćby zwykła Xperia XZ. Jest jednak jeden wyjątek – Sony nie postawiło na rozdzielczość 1440p, a na powalające 4K. Na tym niewielkim ekraniku wyświetla się 3840 na 2160 pikseli (zwykle), a w dodatku smartfon wspiera też technologię HDR. Przetestowanie tego było jednak niezwykle ciężkie, bo choć Netflix 4K i HDR obsługuje, to tamtejsze materiały nie umieją wykrzesać pełni potencjału z większej palety oświetlenia. Niestety poza Netfliksem ciężko w ogóle takie filmy dorwać, stąd test tego elementu był mocno powierzchowny. Tak czy siak filmy oraz seriale w 4K wyglądały świetnie i to można stwierdzić gołym okiem.

Sam wyświetlacz pod kątem bardziej praktycznym również świetnie się spisywał. Mógłby być bardziej widoczny w pełni światła słonecznego, ale poza tym ciężko się czegokolwiek przyczepić. Obraz jest ostry jak żyleta, kolory są bardzo dobrze odwzorowane i cieszą oko (choć to nie AMOLED :/), zaś kąty widzenia jak przystało na IPS są szerokie. Triluminos na plus.

Xperia XZ Premium jak przystało na flagowca musiała doczekać się „bebechów” z najwyższej półki. Otrzymaliśmy zatem telefon wyposażonego w procesor Snapdragon 835, który działa w parze z jednostką graficzną Adreno 540 oraz 4 GB RAM. Jak sprawuje się to w praktyce? Chyba mówienie, że bardzo dobrze nie będzie tu żadnym odkryciem. Różne aplikacje w jakiejkolwiek ilości nie robią na tym sprzęcie żadnego wrażenia. Gry działały bardzo płynnie, nawet te bardziej wymagające. Multitasking również wypada całkiem nieźle i rzadko kiedy przyszło mi dłużej czekać na doładowywanie się jakiegoś programu, a nawet jeśli, to było to błyskawiczne. Niektórzy mogą mówić, że 4 GB RAM w smartfonie to za mało, ale ciężko nawet zapchać mi taką ilość, kiedy akurat nie gram, a na smartfonie grywam naprawdę niewiele. Może 6 GB byłoby bardziej przyszłościowe, ale wątpię, żeby te nawet 4 GB było na dzień dzisiejszy zbyt małą liczbą potrzebnej pamięci.

Smartfon przyjechał do mnie z Androidem 7.1 oraz typową dla Xperii nakładką, która w zasadzie niewiele zmieniła się od czasów, kiedy gościła u mnie normalna XZ. Przypomina ona mocno czystego Androida z zaledwie kilkoma dodanymi funkcjami, dlatego nie ma co nawet rozmawiać o jej wyglądzie czy użyteczności. Także jeśli nie lubicie czystego Androida w wersji 7.1, to i tutaj nie macie czego szukać.

Jedną z ciekawszych funkcji, do której już się przyzwyczaiłem to Xperia Actions. Gdy telefon wykryje, że np. weszliśmy do domu to przestawia odpowiednie opcje w telefonie, np. wyłącza transmisję danych i włącza Bluetooth. Normalnie robiłem to zewnętrznymi aplikacjami, ale tutaj wszystko działa i bez oprogramowania firm zewnętrznych. Mała rzecz, a potrafi ucieszyć człowieka.

Przyszła pora na aparaty – z tyłu mamy 19 MP z przysłoną f/2.0, a z przodu 13 MP również z f/2.0. Niestety zabrakło tu optycznej stabilizacji obrazu, co wydawałoby się, iż jest standardem we flagowcach w 2017 roku. Owszem, jest pięcioosiowy, elektroniczny zamiennik, ale mam wrażenie jakby czasem nie spisywał się najlepiej. Moje lekko trzęsące się ręce powodowały zatem często, iż niektóre zdjęcia wychodziły mi nieco rozmazane, a w szczególności te nocne.

Tak czy siak fotografie wychodzą bardzo dobrze, a przynajmniej za dnia w dobrym świetle. Kolory czasem wydają się nieco wyblakłe, ale poza tym sensor zapewnia dużą ilość szczegółów i jeśli akurat nie drgniemy zbytnio ręką, to zachowamy odpowiednio dużą ostrość. W nocy jest już gorzej, bo przysłona f/2.0 nie pozwala zebrać zbyt dużej ilości światła. Detale zaczynają ginąć i często pojawia się problem ze złapaniem ostrości. Przy robieniu kilku zdjęć pod rząd tego samego punktu, każde z nich wychodziło mi nieco inaczej. Choć kiepski ze mnie fotograf, to niestety winą muszę obarczyć tu sprzęt.

Nie udało mi się niestety wrzucić do tekstu zdjęć mojej twarzy w postaci selfie (z różnych przyczyn). Z jednej strony – dobrze dla Was, możecie pójść spać bez koszmarów. Z drugiej jednak nie macie namacalnego porównania. Mogę jedynie powiedzieć, że przedni aparat sprawdza się bardzo dobrze i do robienia selfiaczy nada się w zupełności.

Największą nowością aparat, a w zasadzie wprowadzony na rynku jako pierwszy tryb super slow motion. Normalnie smartfony do osiągnięcia efektu slow motion, potrzebują nagrać obraz w 240 klatkach na sekundę. Xperia XZ Premium przebija jednak tę wartość aż czterokrotnie. Dzięki temu możemy nagrać materiał w aż 960 klatkach na sekundę, choć trzeba od razu zaznaczyć, iż będzie on miał rozdzielczość wyłącznie 720p. Nie jest też tak, że wraz z naciśnięciem nagrywania nagle wszystko zwalnia. Wpierw uruchamiamy kręcenie filmiku i obok pojawia nam się przycisk, który pozwala złapać sekundę lub dwie w super slow motion.

Stworzone przeze mnie sample może nie powalają, ale w sieci jest ich cała masa, więc może znajdziecie coś lepiej nakręconego. Tak czy siak ten efekt jest świetny i czekam aż inni producenci zaimplementują go również u siebie. To świetny kandydat na zabranie ze sobą na wycieczkę gdzieś pod wodospad, albo na organizowane tu i ówdzie Festiwale Kolorów.

Normalnie wideo wychodzą tak jak w przypadku zdjęć po prostu dobrze. Elektroniczna stabilizacja stara się redukować trzęsienia się sensora najbardziej jak tylko może i udaje się to jej dość skutecznie. Kamerka nawet szybko łapie ostrość. Filmiki mogą być nagrywane w 1080p oraz 60 FPS. Jest też nagrywanie 4K, ale cały czas opcja ta jest aktywowana jako oddzielny tryb w aplikacji aparatu, podobnie jak filtry AR. Powinno to znajdować się w normalnych ustawieniach wideo – do poprawki.

Bateria ma pojemność 3230 mAh i mogłoby się wydawać, iż taki akumulator jest wprost zżerany przez ekran 4K. Haczyk tkwi w tym, że Xperia XZ Premium nie korzysta z 4K cały czas. Jakość ta włącza się dopiero w momencie, gdy system wykryje, iż ma kontakt z materiałami w takiej rozdzielczości. W przeciwnym wypadku XZ Premium działa w 1080p. Inżynierzy Sony wykombinowali to zatem całkiem nieźle, bo takie rozwiązanie pozwala zaoszczędzić nieco mocy. Dzięki temu wynik działania na baterii jest naprawdę niezły, choć nie ma co oczekiwać rewolucji. Smartfon spokojnie potrafił przetrwać mój jeden dzień użytkowania, czasem nawet półtorej. Potrafiłem wykręcić na nim od 4,5 do 6 godzin Screen On Time, co uważam za niezły wynik.

Dodatkowo ostatnio wyrobiłem sobie nawyk ładowania telefonu nocą, bo za dnia często nie mam czasu. Tutaj do gry wchodzi funkcja Xperii, która pozwala zwiększyć żywotność baterii. System zwyczajnie wykrywa, w których godzinach najdłużej ładujemy smartfon, a następnie dostosowuje do tego tok ładowania. Zatem jeśli odłączamy ładowarkę o godzinie 6 rano, to załóżmy o godzinie 5 rano Xperia XZ tylko lekko będzie podładowywała urządzenie, żebyśmy odpięli je z napakowaną do pełna baterią. Fajna sprawa i choć sporo dzieje się w tle, to akumulator podziękuję nam za to na dłuższą metę.

Muszę też pochwalić głośniki stereo, które znalazły się w urządzeniu. Grają naprawdę dobrze i przyznam szczerze, że zapewniały mi świetne doświadczenie podczas oglądania filmików do snu. Nie są jakoś szczególnie głośne, ale do przeglądania multimediów nadają się perfekcyjnie.

Odpowiadając na pytanie ze wstępu – tak, to najlepszy smartfon, jaki do tej pory wyprodukowało Sony. Czy to jednak wystarczy, żeby podbić rynek? Ciężko powiedzieć, bo Xperie mają swoich zwolenników oraz przeciwników, a Xperia XZ Premium nie próbuje przekonać do siebie tej drugiej grupy. To po prostu najbardziej napakowany nowościami i mocą smartfon jaki Sony może na tą porę dostarczyć. Czy to źle? Czy to dobrze? Każdy musi sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu.

Czy osobiście kupiłbym XZ Premium za około 3200 złotych? Raczej nie i najprędzej wydałbym te pieniądze na Samsunga Galaxy S8 czy S8 Plus. Nowe telefony Koreańczyków bardziej do mnie przemawiają swoim designem oraz wyświetlaczem. Wiem jednak, że znajdą się osoby, które kochają telefony Sony i one z pewnością nie spojrzą w innym kierunku. Szczerze czekam jednak na małą rewolucję w obozie Japończyków. Świetnie byłoby, gdyby w tym lub przyszłym roku wydali model kompletnie niepodobny do poprzednich Xperii. Wiecie, taki goniący lub próbujący prześcignąć bieżące trendy.

Nie znaczy to jednak, iż Xperię XZ Premium nazwę słabym urządzeniem. To tylko i aż najlepsza Xperia dostępna obecnie na rynku, a przy okazji godny konkurent wielu innych flagowców na rynku. Jakieś ale? Musicie po prostu lubić ten design. Cała reszta to bowiem już najwyższa półka, dlatego też wystawiam odznakę „Polecamy”, aczkolwiek lekko naciąganą.

promocja