Testowane przeze mnie we wrześniu słuchawki Revolver od HyperX doczekały się swojej lekko odświeżonej edycji. Jak zatem sprawdzają się one w stosunku do edycji podstawowej i jakich zmian się doczekaliśmy?

Przyznam szczerze, że pisanie całego, super długiego testu od nowa w przypadku tego urządzenia nie ma większego sensu. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku sprawdzanej przeze mnie klawiatury BlackWidow Chroma V2 od Razer, tak tutaj szereg zmian w stosunku do poprzednika jest naprawdę niewielki. Równie dobrze mógłbym przekleić większość tekstu z pierwotnej recenzji HyperX Revolver i dopisać w kilku miejscach po parę zdań, żeby omówić nowości. Nie chcę być jednak w stosunku do Was nieszczery, dlatego pozwólcie, że skupię się tu głównie na omówieniu zaimplementowanych poprawek i dodam w odniesieniu do nich swoje przemyślenia.

Jeśli chodzi o ogólny design, a także wykonanie całej konstrukcji, to zmieniły się absolutne szczegóły. „eSka” różni się nieco kolorem od swojego pierwowzoru – zamiast czerwonych akcentów są białe, a czerń jest nieco mniej głęboka. Do tego metalowy pałąk znajdujący się na górze, nie ma podobnego problemu co jego poprzednik – przypadkowe puknięcia w niego nie powodują powstawania wielkiego, głuchego echo. Poza tym wszystko pozostało praktycznie takie samo jak w normalnej wersji headsetu.

Główną nowością jest tutaj nowy pilot, który zwiększył swoje gabaryty, ale przy tym wnosi do całości więcej niż możliwość regulacji głośności. W środku mieści się bowiem oddzielna karta dźwiękowa, dzięki czemu w zasadzie Revolver S powinny brzmieć tak samo, niezależnie od urządzenia, do którego je podłączymy. Wraz z nim Revolvery doczekały się wirtualnego dźwięku przestrzennego w postaci Dolby Surround 7.1.

Sam pilot jest spory, ale z tyłu posiada odpowiednie zapięcie, które zwykle lokowałem na kieszeni do moich spodni. Gadżet ten jest bardzo wygodny w obsłudze i ma dwa spore klawisze – jeden do aktywacji trybu Dolby, drugi do wyciszania mikrofonu. Poza tym są suwaczki do regulacji głośności słuchawek oraz mikrofonu. Te jednak chodzą nieco zbyt luźno, przez co przypadkowe przesunięcia nogami czy rękoma, potrafiły czasem w nieprzyjemny sposób zmniejszyć lub zwiększyć generowany hałas. Pojawił się też tu guzik służący do zmiany trybów odtwarzania dźwięku. Można dzięki niemu podbić bas, zmienić wydźwięk na płaski lub podkreślić mowę. Nie używałem jednak tych funkcji, ponieważ nie znalazłem dla nich zastosowania, a zmiana brzmienia jest zbyt nachalna oraz bardzo niesmaczna dla ucha.

Od momentu kiedy miałem na głowie pierwsze Revolvery, minęło już sporo czasu, dlatego niezbyt dokładnie pamiętam ich charakterystykę dźwięku. Nie mniej jednak wersja S korzysta z tych samych 50-milimetrowych przetworników, ale główną różnicę robi właśnie zewnętrzna karta dźwiękowa. Jeśli Waszym jedynym źródłem dźwięku jest zintegrowany z płytą główną układ, to zauważycie poprawę w jakości względem poprzednika. Dźwięki są nieco bardziej soczyste, mają więcej głębi, rzadziej pojawiają się też nieprzyjemne dla ucha zniekształcenia. Jest zatem nieco lepiej, ale nie ma co oczekiwać rewolucji i jeśli macie jakąś lepszą kartę w komputerze, to lepiej podpiąć Revolver S bezpośrednio do nich.

Tak na marginesie wspomnę też, że przy podpięciu słuchawek przy pomocy dołączanego do zestawu pilota, słychać delikatne szumy, a przynajmniej kiedy nie grała żadna muzyka. Giną one jednak wraz z odtwarzanym dźwiękiem.

Jako ciekawostkę dodam, że Revolver S, tak samo jak zwykła edycja, grają znacznie lepiej na pilocie od Cloud II. Jest głośniej, a dźwięk ma o wiele większą głębię. Zatem jeśli zalega Wam gdzieś stary pilot od Cloud II, korzystajcie z niego w celu poprawy ogólnej jakości.

HyperX Revolver S nadal jednak skupiają się na tonach niskich oraz wysokich, a średnica jest za to cofnięta. Dużo w tej kwestii nie zmieniło się zatem w stosunku do zwykłej wersji. Podobnie zresztą sprawa ma się kwestii gier wideo. Tutaj headset zaczyna najbardziej błyszczeć. Pozycjonowanie działa świetnie, wystrzały broni oraz wybuchy brzmią wiarygodnie i mają potężnego kopa.

W swoim teście zwykłej wersji napisałem, że dobre słuchawki stereo nie muszą posiadać wirtualnego trybu przestrzennego, żeby dobrze grać i to właśnie Revolvery były na to bardzo dobrym dowodem. HyperX pomimo tego postanowiło dodatkowo zaimplementować tryb wirtualnego dźwięku przestrzennego, który… sprawdza się moim zdaniem kiepsko. Owszem, headset zyskuje nieco przy jego aktywacji – scena delikatnie się poszerza, łatwiej też sprecyzować odległość oraz miejsce, z którego pochodzi dany dźwięk. Odgłosy wydają się jednak mocno zniekształcone, a przy ich wydobyciu pojawia się też lekkie echo. Wszystko nabiera lekko metalowego, robotycznego akcentu, przez co podczas testów pozostawałem raczej w normalnym trybie stereo.

I tutaj tak naprawdę kończą się wszystkie nowości związane z HyperX Revolver S. Warto jednak zaznaczyć, że musimy za nie dodatkowo dopłacić około 200 złotych, bo nowa wersja kosztuje aż 699 złotych, zaś podstawowa obecnie jest sprzedawana za 499 złotych. Jeśli posiadacie podstawową edycję Revolverów, to nie widzę większego sensu w dopłacaniu do modelu S, bo lista zmian jest zwyczajnie zbyt niewielka, żeby uzasadnić wydanie dodatkowej kwoty.

HyperX Revolver S to świetny headset, który ma niewielką liczbę wad. Jest świetnie wykonany, sprawdzi się bardzo dobrze w grach czy przy słuchaniu muzyki (choć nie na audiofilskim poziomie). Jednakże jest on moim zdaniem zbyt drogi, dlatego mogę go polecić w sumie tylko jednej grupie odbiorców – osobom bez dedykowanej karty dźwiękowej, które kochają headsety z wirtualnym dźwiękiem przestrzennym. Tylko oni są w stanie w jakiś sposób uzasadnić tak wysoki wydatek. Reszcie radziłbym poczekać na stosowne promocje, albo przyjrzeć się zwykłym Revolverom, które w stosunku do S tracą naprawdę niewiele.

promocja