Obcowanie z serią akcesoriów dla graczy z serii Strix, moja wiara w to, że Asus może zrobić dobry sprzęt dla graczy została wystawiona na ciężką próbę. Choć „sowia” seria nie była może najgorszym, co mnie spotkało, producenta chyba nieco poniosła fantazja podczas ustalania cen. Dlatego też, gdy dostałem do recenzji mysz tej samej firmy, oznaczoną symbolem GX1000, mojemu nastawieniu bliżej było do wałęsowskiego „nie chcem, ale muszem”, niż jakiejkolwiek ekscytacji. Jak to jednak zwykle bywa, rzeczywistość okazała się zaskakująca – otrzymałem sprzęt, który plasuje się w ścisłej czołówce w swojej kategorii cenowej, a nawet w moim prywatnym TOP3 myszek dla graczy.

1Wykonanie i design

Asus ROG GX1000 prezentuje się niezwykle ciekawie. Opływowe kształty połączono tu z ostro ściętymi krawędziami o wyraźnych kątach. Kształtem przypomina nieco design najnowszych samochodów Lamborghini, widać też inspirację serią Strix. Zwykle tak nietuzinkowy wygląd rodzi obawę o to, że jest jedynie zasłoną dymną dla kiepskiej jakości materiałów i podzespołów. Nie tym razem jednak – gdy tylko weźmiemy GX1000 do ręki, czujemy od razu, że gryzoniowi daleko do chińskich zabawek czy „no name’ów” sprzedawanych po 10 zł za sztukę. Korpus myszy wykonano z solidnego plastiku, z kolei góra to szczotkowane aluminium. Żałuję w tym miejscu, że nie dane mi było zobaczyć na żywo wersji srebrnej – testowany sprzęt był w odmianie czarnej, jednak już taki prezentuje się okazale.

Nowe dziecko Asusa wyposażone jest, prócz standardowych LMB, RMB i scrolla, w trzy boczne, programowalne przyciski, a także dodatkowe dwa, służące domyślnie do zmiany DPI i przełączania profilu (tych możemy ustawić cztery). Boczne przyciski to jak dla mnie ideał wygody – umieszczone są nieco ponad kciukiem, zapewniając z jednej strony łatwy dostęp, z drugiej zaś nie przeszkadzają w normalnym użytkowaniu, gdy nie są potrzebne. Ciekawie rozwiązano kwestię zmiany profilu. Zamiast przypisania jej do jednego ze standardowych klawiszy, tutaj posiada ona dedykowany przycisk znajdujący się… na spodzie obudowy! Genialne w swojej prostocie – po co marnować miejsce na górze, skoro profil i tak zmieniamy rzadko, wymieniając się myszką z innym użytkownikiem?

Asus ROG GX1000 posiada system podświetlenia scrolla i górnego przycisku, a także dodatkowe oświetlenie boczne, stylizowane na ptasie oczy. Co ciekawe, górny klawisz ma cztery typy świecenia, zależnie od wybranego poziomu DPI, z kolei boczne lampy świecą na różne kolory, gdy zmieniamy profil użytkownika. Tu jednak pojawia się drobny zgrzyt: koloru ani mocy podświetlenia nie możemy w żaden sposób dostosować. Nie jest to coś, co psułoby wrażenia z używania myszy, jednak coraz częściej topowe gryzonie taką opcję posiadają – szkoda, że tutaj tego zabrakło.

Wspomnę jeszcze na koniec o systemie dociążania myszy. Asus ROG GX1000 wyposażony został w pięć ciężarków po 5g, dzięki czemu możemy dopasować wagę sprzętu do naszych potrzeb. Kasetka na obciążniki znajduje się w dolnej części obudowy, otwieramy ją, po prostu przyciskając. Szybkie i wygodne.

 

2Działanie

Asus ROG GX1000 to mysz dosyć długa, a przy tym specyficznie wyprofilowana (wspomniane wcześniej kąty ostre), więc przyzwyczajenie się do niej zajmuje dłuższą chwilę. Obawiałem się, czy ze względu na średniej wielkości dłonie, nie będę miał problemów z klikaniem. Okazuje się jednak, że przyciski mają bardzo dużą powierzchnię nacisku, dzięki czemu nawet kliknięcie gdzieś pośrodku czy bliżej nasady dłoni daje pożądany efekt. Specyficzny profil myszy sprawia z kolei, że mamy bardzo dobre oparcie dla kciuka i małego palca, a chwyt na gryzoniu jest pewny i wygodny. Wspomniałem już wcześniej o dobrym rozmieszczeniu przycisków bocznych – tyczy się to wszystkich elementów myszy. Nawet przy dłuższym użytkowaniu dłoń się nie męczy, a jakimś „magicznym” trafem wszystko jest zawsze pod ręką, bez konieczności wyczyniania akrobacji dłonią.

Bardzo spodobało mi się to, że główne klawisze wykonane są z aluminium. Dzięki temu dłoń nie poci się, nie ma też nieprzyjemnego uczucia klejenia się palców do obudowy. To samo tyczy się rolki przewijania – wyprofilowano ją tak, że na górze jest dosyć ostra krawędź, co okazuje się świetnym rozwiązaniem. Z jednej strony, dzięki zastosowaniu tutaj gumy, nie ma obaw o przyczepność, z drugiej jednak punkt styku palca z kółkiem jest niewielki, co minimalizuje potliwość. I znów – drobiazg, a robi różnicę.

Jeżeli zaś chodzi o podstawową funkcjonalność myszy, czyli przesuwanie kursorem po ekranie, to trudno tu o jakiekolwiek zastrzeżenia. Wszystko działa płynnie, mysz świetnie wychwytuje choćby najdrobniejsze ruchy, nie gubiąc poszczególnych przesunięć. Muszę tu jednak tradycyjnie zakpić z modnego zabiegu marketingowego, czyli pogoni za jak najwyższym DPI. Przy monitorze Full HD nie ma sensu ustawiać go wyżej niż w zakresie pomiędzy 2000 a 3000. Z dziennikarskiego obowiązku należy jednak napisać, że mysz ma możliwość ustawienia nawet 8200 DPI. Po co to komu? Nie wiem, ale jest i na tym poprzestańmy.

Na koniec jeszcze kwestia ślizgaczy. Jako że Asus ROG GX1000 jest myszą o dosyć słusznej wadze (szczególnie po pełnym dociążeniu), dobry poślizg jest nieodzowny. Nie ma tu jednak niespodzianek – ślizgacze wykonane są idealnie, do tego stopnia, że nawet precyzyjne ruchy w pełni obciążonym gryzoniem nie stanowią najmniejszego problemu.

 

3

Słowem podsumowania

Mówiąc krótko: jestem zachwycony. Spodziewałem się kolejnego średniego produktu, który nijak nie usprawiedliwia wygórowanej ceny. Otrzymałem mysz wykonaną z najlepszych materiałów, ciekawie wyglądającą, do tego o kształcie bardzo dokładnie przemyślanym, by komfort użytkowania był jak najwyższy. A to wszystko w cenie około 300 zł, co jak na sprzęt tej klasy jest kwotą więcej niż atrakcyjną. Mam tylko nadzieję, że Asus w najbliższej przyszłości pokusi się o stworzenie następcy, jakiejś wersji 2.0, w której doda ze 2-3 przyciski więcej i umożliwi dowolną zmianę koloru podświetlenia – wtedy otrzymamy mysz idealną. Mimo jednak tych drobnostek, nie pozostaje mi nic, jak Asus ROG GX1000 gorąco polecić.

promocja