Seria produktów Strix była mocno reklamowana jako linia stworzona specjalnie dla graczy. W jej skład wchodziły takie akcesoria, jak klawiatura, mysz, headset czy podkładka. Tutaj zajmiemy się gryzoniem Strix Claw („sowi szpon”). Uprzedzając nieco fakty, mam z tą myszą jeden, poważny problem – jest nim cena. Przewodowe myszki po ~300 zł to już segment premium, w którym znaleźć można sprzęt najwyższej klasy, wyposażony w masę dodatkowych funkcji, wiele przycisków, elementy pozwalające na dopasowanie do indywidualnych potrzeb użytkownika czy różnej maści bajery wizualne. Strix natomiast jest w to wszystko bardzo ubogi. Przejdźmy jednak do rzeczy.

1Design i wykonanie

Mysz otrzymujemy w całkiem gustownym, choć nieprzesadnie wyróżniającym się boxie. Po otwarciu pudełka, naszym oczom ukazuje się Strix Claw w całej okazałości, wraz z instrukcją obsługi i płytą ze sterownikami. Słowem – absolutny standard. Sam gryzoń wykonany jest z bardzo przyjemnego w dotyku, matowego plastiku, świetnie spasowanego, dzięki czemu nic nie trzeszczy ani nie skrzypi, nawet przy mocniejszym uchwycie i podczas dynamicznych potyczek w grach FPS. Bardzo pozytywnie zaskoczony byłem jakością wykonania rolki. Po ostatnich nieprzyjemnych przygodach z innymi gryzoniami, w których pokrętło chwiało się na boki czy klekotało, tutaj wszystko przymocowane jest sztywno i pewnie. Nie mogę mieć też zastrzeżeń do samych przycisków, zarówno głównych (LMB i RMB) jak i dodatkowych – wciskają się z wyraźnym skokiem i na tyle dużym oporem, by niwelować przypadkowe kliknięcia. Dodatkowo, korpus gryzonia jest w trzech miejscach podświetlany – logo Strix, rolka myszki i trzy ślady po szponach, sygnalizujące jednocześnie (może być podświetlony jeden, dwa lub trzy) który profil DPI jest aktualnie używany.

Na odrębny akapit zasługuje kształt myszki. Została ona mocno wyprofilowana, przez co skorzystają z niej jedynie osoby praworęczne (czego nie uznaję absolutnie za wadę). Producent sugeruje, że najlepiej trzymać sprzęt chwytem typu „claw” lub „fingertip” (czyli z grubsza tak, aby palce nie spoczywały całe na myszy, ale stykały się z nią jedynie opuszkami, wyglądając jak szpony). Osobiście próbowałem tych uchwytów, jednak w moim przypadku przy Asus Strix Claw nijak się nie sprawdzały – kciuk wciąż ześlizgiwał się na boczne przyciski, co skutkowało przypadkowymi kliknięciami. Zresztą, problem ten pojawiał się niezależnie od stylu trzymania myszy, z tym, że przy „claw” był znacznie częstszy. Winowajcą okazało się umiejscowienie jednego z bocznych klawiszy, który zachodzi na zagłębienie na kciuk a nie, jak w większości tego typu konstrukcji, nieco wyżej. Nie zmienia to jednak faktu, że po zmianie chwytu na „grip” (trzymanie myszy całą dłonią) używało mi się Claw’a bardzo przyjemnie – dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu dłoń nie męczyła się nawet przy dłuższych sesjach z graniem. Dla porządku dodam, że na grzbiecie myszy umieszczono dwa dodatkowe przyciski odpowiadające za zmianę profilu.

2Działanie i oprogramowanie

Asus Strix Claw wyposażony został w optyczny sensor 5000 DPI. Cóż, w porównaniu do innych myszy w tej kategorii cenowej nie jest to wiele (standardem staje się 8200 DPI), jednak nie oszukujmy się, jest to przerost formy i raczej argument w ustach marketingowców niż faktyczny atut – rzadko kto używa więcej, niż 2400-3200 DPI. Co więcej, producent nie zastosował systemu przewidywania toru myszy, przez co każdy nasz ruch przenoszony jest 1:1 na ekran. Muszę przyznać, że w tej kwestii nie mam do Szpona żadnych zastrzeżeń – ruchy są dokładne, nawet na wielokolorowych czy błyszczących powierzchniach (mysz testowałem na podkładce Asusa, Roccata, Razera, a dodatkowo na błyszczącym blacie stołu i zwykłej, białej kartce papieru – na wszystkich sprawdzała się świetnie). Niestety, Asus nie pokusił się o dodanie w oprogramowaniu opcji niezależnej zmiany DPI i prędkości przesuwania kursora, więc zwolennicy wolniejszych ruchów zmuszeni są do ustawienia niższej czułości.

Pozostając jednak przy temacie czułości myszy, producent dodał w Strix Claw ciekawą opcję – jeżeli naciśniemy jeden z bocznych przycisków, DPI zostaje chwilowo zmniejszone do bardzo małego (na oko około 800). Nazwano to „trybem snajperskim” i w założeniu miało umożliwiać precyzyjne celowanie w grach FPS, przy zachowaniu wyższego DPI w pozostałej części rozgrywki. Praktycznie sprawdza się to tak sobie – kilkakrotnie już po puszczeniu przycisku mysz zachowywała obniżone DPI jeszcze przez 1-2 sekundy, co w dynamicznych strzelankach jest nieraz równoznaczne z szybkim zgonem. Co gorsza jednak funkcja ta aktywowana jest feralnym przyciskiem pod kciukiem – dokładnie tym samym, który tak prosto nacisnąć przez przypadek.

Zostaje jeszcze kwestia ślizgaczy i przewodu. Oba te elementy wykonano bardzo starannie, choć standardowo. Kabel powleczony jest materiałowym oplotem, dzięki czemu spada ryzyko jego uszkodzenia. Jest też dość elastyczny, nie haczy o blat biurka i nie utrudnia ruchów. O ślizgaczach powiedzieć można tyle, że spełniają zadanie, nie wchodząc w paradę, trudno jednak stwierdzić, jak będzie z ich trwałością – tego typu niuanse wychodzą na światło dzienne dopiero po kilku miesiącach użytkowania. Niestety, nie mogę też nie wspomnieć o pewnym istotnym elemencie, którego w Strix Claw zabrakło, a są to obciążniki do regulowania masy myszy. Gryzoń nie należy do ciężkich, więc możliwość dodatkowego dociążenia bardzo by się tu przydała. Ba, w urządzeniach za ~300 zł tego typu udogodnienia stają się coraz częściej standardem, a ich brak w Szponie tym bardziej smuci.

Oprogramowanie towarzyszące Asus Strix Claw jest dokładnie takie, jak sama mysz: solidne, lecz do bólu wręcz podstawowe. Możemy w nim ustawić odrębne profile, o zasięgu globalnym lub dla poszczególnych aplikacji. Zmienić można DPI, częstotliwość odświeżania czy tzw. lift-off distance, czyli wysokość, na jaką musimy podnieść mysz, by przestała rejestrować przesunięcia. Dodatkowo mamy możliwość zdecydowania, które elementy myszy będą podświetlone (logo, rolka myszy, wskaźnik profilu). Niestety, wybór jest jedynie binarny: świeci lub nie świeci. O zmianie siły czy koloru podświetlenia możemy zapomnieć. Istnieje z kolei opcja ustawienia makr – wygodna, przejrzysta, nie sprawiła mi najmniejszych problemów. Wszystkie ustawienia możemy zapisać albo lokalnie na dysku, albo w urządzeniu, dzięki czemu po podłączeniu gryzonia do innej maszyny nie musimy nawet instalować oprogramowania – wszystko działa na zasadzie plug-and-play.

3Podsumowanie

Jak napisałem na wstępie, największym problemem, jaki mam z Asus Strix Claw, jest jego cena. Gdyby mysz wyceniona została na 150-200 zł, mógłbym ją z czystym sumieniem zarekomendować, gdyż wykonana jest solidnie, nie sprawia większych problemów, jest wygodna i ma kilka ciekawych funkcji, jak tryb snajperski. Niestety, za gryzonia z tak podstawowymi możliwościami, bez opcji zmiany wagi, większej liczby dodatkowych przycisków czy choćby niezależnego ustawienia DPI i czułości, 300 zł to zdecydowanie za dużo. Dość powiedzieć, że dorzucając 50-100 zł możemy dostać topowe myszy przewodowe takich producentów, jak Roccat czy Razer, znacznie przewyższające Strix Claw możliwościami. Radziłbym więc jednak poczekać na jakąś przecenę, bo obstawiam, że ta nastąpi szybciej niż później.

4

 

BONUS: Podkładka Asus Strix

Razem z myszą Strix Claw dostałem do przetestowania podkładkę z tej samej linii produktów. Jej zaletą jest świetny materiał, z jakiego została wykonana – gruba, solidna tkanina, obszyta na krawędziach, nie pozostawiająca wątpliwości, że posłużyć może przez ładne kilka lat. Bardzo spodobał mi się motyw graficzny – pomarańczowo-brązowe tło z logo Strix i trzema grubymi, czarnymi śladami pazurów. Nie mam zarzutów do działania różnych myszy na tej podkładce – testowałem z Strix Claw, Roccat Kone XTD, a także z tanią myszkę bliżej nieznanej marki, której używam doraźnie w podróży. Żadna nie miała najmniejszych problemów ze współpracą z podkładką.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie wada, która dyskwalifikuje mouse pada Strix już na starcie – zupełny brak przyczepności do podłoża. Podkładka suwa się po biurku tak, jakby była to zwykła szmatka. Wiele razy ruch dłonią kończył się przesunięciem podkładki. Przykro mi, drodzy producenci, ale tego typu feler to automatyczne K.O. dla mouse pada. Odradzam zakup.

5