Znając jakość klawiatur od Tesoro, z ogromną ciekawością otwierałem pudełko z myszą tego producenta. Shrike w wersji Black wyglądał świetnie na zdjęciach i pod względem specyfikacji, spodziewałem się więc tylko najlepszego. Choć w większości moje wymagania zostały zaspokojone, kilka elementów można by poprawić.

Zacznijmy jednak tradycyjnie od opakowania i jego zawartości. To wykonane zostało niestandardowo, bo w kształcie trapezu. Opakowanie od razu robi wrażenie, logo producenta ostro spogląda na nas od frontu, a przez plastikową szybkę możemy ujrzeć nasz nowy nabytek. Po otwarciu opakowania znajdujemy w środku rzeczonego gryzonia, płytę instalacyjną (z której nie polecam korzystać, lepiej od razu ściągnąć najnowsze sterowniki ze strony Tesoro) i nieco standardowej makulatury (instrukcję obsługi, szybkiego startu, jakieś ulotki reklamowe). Co warto zaznaczyć (Gamdias, ucz się!) już przy pierwszym spojrzeniu czuć, że mamy do czynienia ze sprzętem wysokiej klasy.

1Design i wykonanie

Wygląd Tesoro Shrike Black określić można jako „klasyka z pazurem”. Mysz jest dość wysoka i krótka, w związku z czym szczególnie zadowolone będą z niej osoby o średniej wielkości dłoniach. Co warto zaznaczyć, gryzoń mocno obniża się ku przodowi, przez co głównie przypadnie do gustu tym, którzy preferują chwyt typu „claw” (dłoń nie spoczywa na myszce, ale chwyta ją samymi palcami od góry). Niestety, próbując zmienić styl trzymania myszy na bardziej płaski, z ręką spoczywającą swobodnie, szybko zacząłem odczuwać dyskomfort w nadgarstku. Z kolei mam dobrą wiadomość dla osób leworęcznych – Shrike Black jest w tym względzie uniwersalny, nie ma więc znaczenia, którą dłonią go używamy. Bardzo pomocny okazuje się fakt, że ku dołowi mysz rozszerza się, tworząc bardzo wygodne oparcie dla kciuka i małego palca.

Tesoro Shrike Black została wyposażona w cztery dodatkowe obciążniki (3x10g + 1x5g) którymi możemy dodatkowo dociążyć sprzęt (maksymalnie 3 jednocześnie). Tutaj muszę pochwalić sposób ich montowania. Po zaciekłych bojach z moim Roccat Cone XTD, w którym wyjęcie ciężarka wymagało używania noży, penset czy spinaczy, doceniłem wygodną, wyjmowaną szufladkę, z której obciążniki wyjmuje się z przyjemnością. Niestety, ma to też pewną wadę – podczas mocniejszych ruchów myszą słychać wyraźne stukotanie, co przy grze w bardziej dynamiczne tytuły potrafi być irytujące.

Shrike Black ma jednak i inne, bardziej niepokojące wady. Pierwsza z nich to fatalnie wykonane kółko przewijania. Jest małe, chodzi bardzo lekko (za lekko), przez co czasami zdarzało mi się przypadkowo je przesunąć. Co gorsza jednak, jego zamocowanie jest co najwyżej miernej jakości, do tego stopnia, że nacisnąć je możemy nawet… klikając od boku! Nie, nie jest to zaleta, tak być nie powinno. Nie jest to też,. dla jasności, funkcja dodatkowego side-clicku.

Drugi problem to użyte materiały. O ile kabel pokryty jest solidnym oplotem, guma zwiększająca pewność chwytu po bokach czy tworzywo, z którego zrobiona jest górna część myszy wraz z przyciskami są bez zarzutu, o tyle korpus myszy to kiepskiej jakości plastik, na którym miejscami widać nawet nierówności powstałe podczas produkcji. Wprawdzie nie powoduje to żadnego skrzypienia czy powstawania prześwitów, jednak sprawia wrażenie wykonanego najniższym kosztem, niczym bazarowy gadżet. Szkoda, bo istotnie psuje to dobre wrażenie.

2Shrike w akcji

O większości wymienionych wyżej wad zapomniałem, gdy zacząłem używać Shrike’a. Okazuje się, że jest to jedna z bardziej wygodnych myszy, z jakimi miałem do czynienia. Choć początkowo obawiałem się o jakość zastosowanych ślizgaczy (powiedzmy dyplomatycznie, że wizualnie nie prezentują najwyższego poziomu), gryzoń bardzo płynnie podążał po podkładce, bez wyczuwalnych skoków czy zacięć, dzięki czemu nawet precyzyjne rysowanie w programie graficznym nie nastręczało problemów. Co więcej, ułożenie ciężarków w środku i z tyłu myszy sprawiło, że świetnie się nią operuje, nawet przy maksymalnym obciążeniu. Również kabel nie sprawił problemów – jest elastyczny, giętki, nie blokuje się na krawędziach biurka.

Równie dobrze działają wszystkie przyciski. Główne LMB i RMB klikają się z wyraźnym skokiem, zwiększając poczucie kontroli nad sprzętem. To samo powiedzieć można o dwóch bocznych klawiszach. Ze względu na dość małe dłonie, zawsze miałem problem z ich dosięgnięciem. Tutaj umieszczone są one około środka gryzonia, przez co naciskanie ich nawet podczas dynamicznej rozgrywki nie sprawia żadnych trudności. Dodatkowe dwa przyciski umieszczono na głównym lewym przycisku, co jest strzałem w dziesiątkę – dostęp do nich jest łatwy, bardzo rzadko przyciskałem je przypadkowo. Pozostaje button odpowiedzialny za zmianę DPI, ten jednak używa się raczej rzadko, nic więc dziwnego, że znajduje się za kółkiem, minimalizując ryzyko incydentalnego naciśnięcia. Gdyby jeszcze ten nieszczęsny scroll był choć trochę lepszy…

Pozostaje mi wspomnieć o bocznych panelach, wykonanych z gumy. W tym miejscu zaznaczyć muszę, że nie jestem osobą o skłonnościach do potliwości dłoni, trudno mi więc określić, na ile takie tworzywo może wpłynąć na komfort użytkowania. Natomiast zdarzało się, że palce nieprzyjemnie „przyklejały” mi się do boków myszy. Nie jest to duża wada, tym bardziej, że zwiększa pewność chwytu, jednak co bardziej wrażliwych na takie detale może zniechęcić.

Złego słowa nie powiem też o zastosowanych sensorach – działają sprawnie, precyzyjnie i szybko. Ani razu nie miałem wrażenia zakłamywania ruchów myszy, co niestety często ma miejsce przy tańszym sprzęcie gorszej klasy. Shrike Black potrafi działać w trybie do 5600 DPI, przy odświeżaniu do 1000 Hz. Cieszy szczególnie ta druga wartość. DPI z kolei utrzymane jest na takim poziomie, który w zupełności wystarczy każdemu, nawet najbardziej wymagającemu graczowi.

3Software

Przyjrzyjmy się jeszcze programowi, który instaluje się nam wraz ze sterownikiem. Niestety, nie zrobił on na mnie zbyt dobrego wrażenie. Domyślnie dostęp mamy jedynie do przypisywania funkcji klawiszy. Do tego momentu nie mam zastrzeżeń – mysz pozostawia nam absolutną dowolność przypisania, dzięki czemu nie musimy korzystać z pre-definiowanych funkcji, jak „przód/tył” dla przycisków bocznych.

Co jednak, gdy zapragniemy zmienić podświetlenie czy zwiększyć DPI? Dopiero po przeczytaniu instrukcji dowiedziałem się, że należy w oknie głównym kliknąć umieszczony na lewym panelu pasek. Tutaj dostajemy do wyboru takie opcje, jak zmiana koloru podświetlenia, DPI, polling rate czy dystans, po uniesieniu na który mysz przestaje odczytywać powierzchnię. Powiedziałbym, że są to funkcje bardzo standardowe, choć wystarczające. Problem zaczyna się jednak, gdy chcemy ustawić DPI inne, niż domyślnie dostępne poziomy. Niestety, nie da się tego zrobić, co jest ogromną wadą. Chcesz ustawić 2800 DPI? Przykro mi, musisz zdecydować się albo na 2400, albo 3200, nic pomiędzy. W połączeniu z brakiem możliwości niezależnej zmiany szybkości przesuwania kursowa wewnątrz programu, sprawia to, że to my musimy się dostosowywać do sprzętu, a nie odwrotnie – a to w dzisiejszych czasach niewybaczalny błąd.

Dodam jeszcze, że występują problemy z zapisywaniem profilu podświetlenia. Niestety, zwykle zmieniony kolor diody działał tylko do momentu opuszczenia panelu konfiguracyjnego. Mimo wielokrotnego klikania „apply” i wyświetlaniu komunikatu zapewniającego, że sprzęt zapisuje moje ustawienia, po zminimalizowaniu okna światełko wracało do swojego dawnego, domyślnego stanu.

4Podsumowanie

Tesoro Shrike BLack to mysz dobra, w niektórych obszarach nawet bardzo dobra. Niestety, posiada kilka istotnych wad, skutecznie uprzykrzających korzystanie ze sprzętu. Niemniej jeśli poświęcimy nieco czasu na ustawienie pewnych funkcji poza oficjalnym oprogramowaniem i nie będziemy zbyt często przyglądać się słabo wypadającemu plastikowi obudowy, wciąż jest to sprzęt wart uwagi. Tym bardziej, że jego obecna cena, wynosząca ok. 200 zł, to naprawdę niewiele jak na tej klasy mysz. Jeżeli szukasz sensownego gryzonia w rozsądnej cenie, Tesoro Shrike Black to dobry wybór, tym bardziej, że za coś lepszego zapłacić będziesz musiał co najmniej o połowę więcej.