Ciężko zaprzeczyć stwierdzeniu, że HTC jako marka sama w sobie nie radzi sobie ostatnio najlepiej, przynajmniej pod kątem sprzedaży. Widać to po zeszłorocznym HTC 10, który choć był solidnym oraz szybkim kawałkiem sprzętu, to rozszedł się on w naprawdę skromnym nakładzie. Tajwańczycy jednak nie zamierzają się załamywać, dlatego też wprowadzili na rynek nową serię telefonów pod znakiem U. Do moich rąk trafił model Ultra, który choć ze wszystkich sił próbuje pomóc HTC w powrocie na szczyt rynku, to ciężko powiedzieć, żeby robił to w skuteczny sposób.

Zanim jednak zacznę jakiekolwiek dywagacje na temat tego smartfonu, trzeba wziąć pod lupę jego datę premiery, a także cenę, ponieważ te dwa czynniki są w tym przypadku niezwykle kluczowe. Telefon wyszedł na świecie w styczniu tego roku, na około miesiąc przed LG G6 oraz Huawei P10, a także na 2 miesiące przed premierą Samsunga Galaxy S8. Nie bez przyczyny wymieniam czołowe modele rynku, bo choć Huawei wskazuje, że Ultra tegorocznym flagowcem Tajwańczyków nie jest, to cena mówi co innego. W dniu premiery telefon kosztował powalające 3499 złotych i dziś po blisko pół roku od swojej premiery, nadal widnieje on w sklepach z ceną przewyższającą szczebel 3000. Ciężko zatem nie porównywać U Ultra do obecnych, szczytowych produktów konkurencji. Muszę jednak przyznać, że na ich tle telefon wypada w niektórych aspektach dość blado.

Pierwsze wrażenie po złapaniu telefonu do ręki? HTC U Ultra to 5,7-calowy kolos, który na tle starających pozbyć się wszelkich ramek smartfonów, wygląda jak reinkarnacja Godzilli. Nie jest on może tak gruby jak ta strasząca niczemu niewinne miasta jaszczurka, ale na pierwszy rzut oka widać, że HTC mogło nieco lepiej wykorzystać przestrzeń przedniej części urządzenia. Górna krawędź jest z racji występowania drugiego 2-calowego wyświetlacza akceptowalna, ale dolny, odpowiednio niezagospodarowany pasek jest wręcz ogromny. Dziwi to tym bardziej, że przyciski są bardzo malutkie, strasznie obniżone, a dodatkowo nieczułe, przez co obsługa telefonu jedną ręką potrafi sprawić wyzwanie. Rozwiązaniem wydawałoby się powiększenie guzików, albo ucięcie tego fragmentu i postawienie na klawisze software’owe. Niestety, Tajwańczycy nie zdecydowali się na takie posunięcia, stąd uważam, że design pozostawia nieco do życzenia.

HTC U Ultra ma 8 mm grubości, a dodatkowo spore pokłady niewykorzystanej przestrzeni i pomimo to Tajwańczycy postanowili pozbyć się złącza mini jack. Zamiast tego mamy na dole pojedynczy port USB typu C. Tego typu działania można zrozumieć, jeśli ktoś chce zaoszczędzić nieco pieniędzy, albo miejsca, ale w tym przypadku obydwa argumenty na to nie wskazują. W końcu to produkt kosztujący ponad 3000 złotych, z całą masą wolnej powierzchni tu i ówdzie. Dla porównania dodam, że Huawei P10 mający 7 milimetrów grubości jakimś cudem tego mini jacka upchnął. Ładowanie telefonu i słuchanie muzyki jest zatem niemożliwe, przynajmniej tak długo jak nie mamy pary bezprzewodowych słuchawek… bo U Ultra ładowania bez kabla nie posiada. Projektanci i inżynierzy widocznie nie współpracują ostatnio w HTC najlepiej.

Czy coś jeszcze odstaje w kwestii designu? Cóż, aparat i to dosłownie. Obiektyw wystaje bowiem znacznie ponad tylną powierzchnię urządzenia. Konkurencja ze smartfonami o podobnej grubości radzi sobie z tym świetnie i jakimś cudem sensory w ich produktach są schowane bardziej wewnątrz całej konstrukcji. Odpisywanie na wiadomości, gdy U Ultra leży na biurku potrafi zatem doprowadzić do szewskiej pasji, gdy telefon radośnie buja się na lewo i prawo przy próbach wpisania tekstu. To bardzo irytująca kwestia.

5,7-calowy wyświetlacz z dodatkowym 2-calowym ekranikiem, ogromna obudowa, rozdzielczość 1440 x 2560 pikseli i… bateria o pojemności 3000 mAh. Można byłoby zrozumieć tak potężną, niewykorzystaną przestrzeń, jeśli wepchnięty w środku akumulator miałby większy zapas mocy. W tym przypadku jednak tak nie jest, a oprogramowanie raczej nie jest na tyle cudowne, by zanik energii nie był odczuwalny. HTC U Ultra posiada Quick Charge, ale szybkie naładowanie nie zrekompensuje tego, że smartfon ma problemy z przetrwaniem jednego dnia. Jeśli korzystałem z niego bardziej intensywnie, to stosunkowo szybko musiałem szukać dla niego gniazdka. Przy mieszanym użytkowaniu i tak ładowałem go zwykle pod koniec dnia w obawie, żeby w okolicach następnego południa nie zaskoczył mnie wyłączeniem się. Taka ilość mocy i praktyczny czas działania na tle innych smartfonów istniejących dziś na rynku to naprawdę niewiele.

Możecie uznać większość wymienionych wad za absolutne czepialstwo. Nie będę tego ukrywał, przyłapaliście mnie na gorącym uczynku. Trzeba jednak dalej mieć na uwadze to, że jest to smartfon z absolutnie najwyższej półki, a tam błędy takiego pokroju są w zasadzie niewybaczalne. Telefony powyżej 3000 złotych powinny ocierać się o perfekcję. Dlatego musicie zrozumieć, że wytykanie tych wad nie jest moim aktem zemsty czy czystej złości wobec HTC jako firmy, a czystą krytyką.

Wyświetlacz nie jest może AMOLED-em, ale spodobał mi się. Jest jasny, dobrze odwzorowuje kolory, ma odpowiedni kontrast i jest oczywiście widoczny w pełnym słońcu. Dodatkowy 2-calowy ekran znajdujący się u góry to miły dodatek, z którego można korzystać, gdy główny „kolos” jest wyłączony. Przyjemnie sprawdza się na nim powiadomienia, przełącza muzykę, patrzy na najbliższą pogodę, nadchodzące wydarzenia w kalendarzu, ale też możemy z tego poziomu szybko wykonać do kogoś połączenie. Jednak w czasach zakrzywionych ekranów od Samsunga, takie rozwiązanie wydaje się już delikatnie staromodne. Takie dane można przecież ulokować na zaokrąglonych bokach telefonu, oszczędzając przy tym sporo i tak źle zagospodarowanej już przestrzeni.

Jednak każdy kij ma dwa końce, tak samo jak miecz ma dwa ostrza. U Ultra nie jest absolutną katastrofą i ma też swoje zalety… które i tak pewnie w zupełności nie zatuszują wad zewnętrznych. Zacznijmy może od wyglądu tylnej części telefonu. Tajwańczycy postanowili zaimplementować tutaj czyste niczym lustro szkło, które pod światło delikatnie zmienia swoje zabarwienie. I tak otrzymana przeze mnie do testów biała wersja przechodziła w lekki róż lub pomarańcz w zależności od odbijanego oświetlenia. Efekt prezentuje się świetnie i działa jeszcze lepiej w niebieskiej edycji urządzenia. To ona jest moim faworytem i w takiej wersji U Ultra prezentuje się powalająco.

Wydajność oraz oprogramowanie smartfonu można zaliczyć na ogromny plus. Wewnątrz urządzenia siedzi Snapdragon 821 w parze z Adreno 530, a para ta wspomagana jest przez 4 GB pamięci RAM. Zastosowana nakładka na Androida to dobrze nam znany HTC Sense. Ciężko mi powiedzieć, czy zmienił się on znacznie w stosunku do HTC 10, aczkolwiek Tajwańczycy współpracowali wielokrotnie z Google i to widać. Software przypomina czystego Androida, przez co całość śmiga jak szalona. Poruszanie się po interfejsie jest płynne, aplikacje ładują się błyskawicznie, a system dobrze radzi sobie z multitaskingiem. W grach telefon również spisuje się świetnie i żadna nowsza produkcja nie stanowi dla niego znaczącego wyzwania.

HTC ma też dobrego nosa jeśli chodzi o aparaty. Główny sensor ma rozdzielczość 12 MP z technologią UltraPixel drugiej generacji i sprawuje się świetnie. Wykonane nim zdjęcia zdecydowanie nie odstawały od młodszej konkurencji w postaci LG G6 czy Galaxy S8 od Samsunga. Fotografie są bardzo ostre, żywe, szczegółowe, a aparat świetnie oddaje też kolory. W gorszych warunkach oświetleniowych i tak wysoka jakość nie spada, co powinno zadowolić fanów nocnego trybu życia.

Przednia kamerka potrafi zrobić bardzo dobre selfie, a nawet zaopatrzona została ona w specjalny tryb „panoramicznego selfie”, który świetnie sprawdzi się przy robieniu grupowej fotki.

Jeśli chodzi o nagrywanie materiałów wideo, to i tutaj HTC U Ultra spisuje się odpowiednio dobrze. Jest nagrywanie w 4K czy też w 1080p/60 FPS. Jest optyczna stabilizacja obrazu i szybkie łapanie ostrości. Kamerka radzi sobie z dynamicznym ruchem. Czy mam coś więcej do dodania? Raczej nie, jest po prostu bardzo dobrze.

Jak sami zatem widzicie HTC U Ultra to mocno nietrafiony strzał, przynajmniej ja myślę w ten sposób o tym telefonie. Większość wad byłbym w stanie mu wybaczyć, gdyby kosztował kilkaset złotych mniej. Wtedy na detale przymknęłoby się oko, gdy wydajność oraz aparat swobodnie walczyłby z czołówką rynku. Rzeczywistość wygląda jednak z goła odmiennie i mamy do czynienia z wcale-nie-flagowcem, który każe za siebie wołać grubo ponad 3000 złotych. Czy polecam zakup? Absolutnie nie.

Nie ma jednak co spisywać HTC na straty. U11 zapowiada się na kawał porządnego smartfonu i mam nadzieję, że przy jego okazji Tajwańczycy zatuszują nieco ten niemiły posmak, który pozostał po premierze U Ultra. Nie mogę się doczekać, gdy złapię U11 w rękach, bo cóż… z U Ultra do czynienia mieć już raczej nie chcę.