No cóż, graczy z reguły możemy podzielić na dwie grupy. Tych, którzy spędzają długie godziny siedząc na kanapie, patrząc się w telewizor i grając w swoje ulubione gry za pośrednictwem konsoli oraz tych, którzy wydają bajońskie sumy na komputery, zwykle po to by pograć w mało zaawansowane gry indie. Oczywiście opis ten pochodzi z krzywego zwierciadła, jednak uważam, że wiele osób może się z nim utożsamiać. Nvidia Shield jest urządzeniem, które ma zapewnić nam rozrywkę w salonie, jednak poprzez przesyłanie obrazu z komputera. O co tutaj chodzi? Śpieszę z wyjaśnieniami!

Nvidia Shield to mała konsolka z niezbyt imponującą specyfikacją, nawet na tle konsol obecnej generacji, które de facto sprzętem z najwyższej półki też nie są. Siłą tego urządzenia, jeśli chodzi o granie, ma być strumieniowanie obrazu na żywo z naszego komputera i sterowanie rozgrywką przez kontroler dołączony do zestawu. Brzmi jak coś, co nie ma prawa działać nie tworząc przy tym masy problemów, ale do tego jeszcze przejdziemy. Oprócz tego, możemy również pobierać proste gry, które będziemy odpalać poprzez konsolkę oraz  korzystać z usługi Geforce Now. Ta ostatnia to wielka wirtualna biblioteka gier, z której za pewną opłata możemy korzystać do woli. Nie przejmujemy się już specyfikacją naszego komputera, tylko wybieramy tytuł, który będzie do nas wysyłany prosto z serwerów. Wszystko brzmi bardzo fajnie, jednak na początku kiedy byłem nastawiony bardzo pesymistycznie do tego urządzenia. Na tą chwilę mogę zdradzić, że zmieniłem swoją opinię, ale o tym powiemy już później. Dobrze, a więc koniec tych wyjaśnień. Zajmijmy się teraz testem.

Wygląd

Sam Shield jest naprawdę niewielkich rozmiarów równoległobokiem o nieregularnych kształtach. Na górze obudowy jeden z jej segmentów jest odchylony a w jego miejscu umieszczono pasek LED, który równocześnie jest dla nas wskaźnikiem stanu konsolki. Z tyłu znajdują się wejścia: HDMI, Ethernet oraz złącza USB. Wraz z samym urządzeniem w zestawie dostajemy również pilota oraz pada. Pilot to również niewielka rzecz, jednak genialna w swojej prostocie. Znajdują się na nim dosłownie 4 przyciski. Główny „krzyżak”,  służący do nawigacji po wszystkich menusach i tak jak w reszcie urządzeń z androidem przyciski wstecz oraz home. Na pilocie znajduje się też jeszcze suwak głośności (i nie tylko), który na pierwszy rzut oka jest niewidoczny. Mianowicie, pod przyciskami znajduje się panel dotykowy, przez którego możemy przyciszać oraz pogłaśniać multimedia. W Shieldzie 2017 zmian doczekał się również pad, który w tym momencie jest niesamowicie wygodny. Ogólny design trzyma się zamysłów konsoli. Widzimy tutaj znajome z kart graficznych NVidii nieregularne kształty. U dołu również znajdują się androidowe przyciski. W tym wypadku: cofnij, play/pause i home. Nad nimi jest dotykowy suwak głośności oraz srebrny element z guzikiem z logo producenta, który odpowiada za sterowanie głosowe (stąd też mikrofon powyżej). W środkowej części znajdują się dwie gałki analogowe wykonane z wysokiej jakości gumy, pokryte bardzo przyjemną i użyteczną teksturą po bokach. Z lewej krzyżak – całkiem sprawny z przyjemnie wyczuwalnym klikiem. Z prawej natomiast guziki w stylu Xboxa. Na topie naturalnie znalazło się miejsce dla dwóch bumperów i triggerów. Tegoroczny kontroler to naprawdę kawał dobrego sprzętu i strasznie ubolewam, że nie ma opcji bezprzewodowego podłączenia go do komputera.

GameStream

Dzięki tej usłudze jesteśmy w stanie przesłać praktycznie każdą grę zainstalowaną na naszym komputerze do Shielda. Przydaje się do tego dobre połączenie internetowe i moje 20mb/s jest kompletnym minimum, choć i tak czasem występowały problemy. Pomaga podłączenie Shielda do naszego routera za pomocą kabla. Tym sposobem, byłem w stanie bardzo wygodnie i bez większych opóźnień grać w Wiedźmina 3, przy komputerze korzystającym z WiFi. To naprawdę robi ogromne wrażenie. Szczególnie kiedy spojrzymy na szczegółowość obrazu, która wcale nie traci znacznie przez przesyłanie.

Geforce Now

Usługa z założenia płatna, dzięki której możemy wykorzystywać gry i serwery Nvidii. Na start każdy użytkownik Shielda może bezpłatnie spróbować z podstawowej licencji, w ramach której dostajemy kilka ciekawych gierek. Pomogą nam one sprawdzić, czy obecne ustawienia są optymalne dla naszych warunków sieciowych i czy w ogóle jesteśmy w stanie pograć.

Ukryte dno

Jednak zakochiwać się w tym urządzeniu zacząłem dopiero wtedy, kiedy odłożyłem pada i zacząłem korzystać z samego pilota. Nvidia Shield TV to nie tylko konsola, ale również kombajn multimedialny, za pomocą którego możemy korzystać z funkcji smartTV, niezależnie od telewizora. Wystarczy wygodnie rozsiąść się na sofie, odpalić Netflixa, Amazon Video, czy jakąkolwiek inną apkę do strumieniowania wideo na życzenie i gotowe. Już mamy plany na popołudnie. Równie dobrze możemy za pomocą shielda oglądać YouTube, czy filmy z innych serwisów poprzez funkcje chromecast. Chromecast jest wspierany chociażby przez polski serwis cda.pl, dzięki czemu jesteśmy w stanie cieszyć się całą masą filmów i seriali. Trochę dziwne jest to, że konsoli do gier najlepiej wychodzi nie bycie konsolą, ale to moja  osobista opinia. Jestem zatwardziałym pecetowcem i bardzo ciężko przekonać mnie do gry na kanapie bez klawiatury i myszki. Tak więc nie do końca może doceniłem zalety „konsolowe” tego produktu, jednak aż za bardzo korzystałem z jej funkcji multimedialnych.

Podsumowanie

Konsola Nvidia Shield TV gościła u mnie przez ponad dwa miesiące i stała się idealnym kompanem w wolnych chwilach. Wystarczyło tylko usiąść przed telewizorem, odpalić Netflixa i pochłaniać serial po serialu. Jednak wszystko ma swoją cenę, a cena tego urządzenia niestety trochę odrzuca.  Chociaż patrząc na to z szerszej perspektywy, nie wydaje się ona zbyt wygórowana. Za niecały tysiąc złotych otrzymujemy prawdziwe multimedialne centrum dowodzenia. Trzeba przyznać Nvidii, że ich usługa przesyłania gier stoi na najwyższym poziomie i możemy komfortowo z niej korzystać przy użyciu „normalnego” internetu (z prędkością około 20mb/s) i nawet bez mocnego komputera możemy cieszyć się wymagającymi grami dzięki usłudze Geforce Now. Niestety, ta jest objęta płatną subskrypcją. W każdym razie Shield w moim mniemaniu jest tylko częścią układanki, narzędziem, a nie pełnoprawną konsolą do gier. Na plus należy również zaliczyć świetne akcesoria (pilot i kontroler), które sprawdzają się znakomicie i zapewniają pełną kontrole nad urządzeniem. Reasumując – Nvidia Shield stała się na ten moment nieodzowną częścią mojego salonu i ciężko jest mi się z nią rozstawać.

promocja