Artifex Mundi kontynuuje podbój PlayStation 4. Nic w tym dziwnego, gdyż producent trafił w niszę. Dodatkową zachętą na stacjonarnej konsoli Sony jest kompletny brak konkurencji w gatunku HOPA. Tym razem za pomocą pada, zagramy w jeden ze starszych tytułów z portfolio polskiego dewelopera — Abyss: The Wraiths of Eden. Tytuł zadebiutował na komputerach osobistych pięć lat temu, a jego kolejne wersje można było ograć na dotykowych ekranach smartfonów.

Fabuła przedstawiana przez Artifex Mundi często nawiązuje do legend i baśni. Abyss: The Wraiths of Eden przenosi nas do ruin mitycznego miasta dobroci, bogactwa i wiecznego szczęścia — Edenu. Podwodna metropolia od razu przywodzi na myśl futurystyczną i trochę steampunkową Atlantydę. Oaza harmonii i spokoju wybudowana została przez uczonych oraz ludzi ceniących szlachetne idee. Do upadku przyczyniła się nadmierna ciekawość. Na dnie oceanu w trakcie wykopalisk odpieczętowano i uwolniono tajemną, nadprzyrodzoną siłę, która sprowadziła na mieszkańców zagładę.

Abyss: The Wraiths of Eden

Nasza przygoda rozpoczyna się w momencie, gdy światowej sławy badacz, a zarazem narzeczony głównej bohaterki, Robert Maraceau, przepada bez wieści, eksplorując pozostałości miasta. Nie zważając na niebezpieczeństwa podwodnego świata, ruszamy jego śladem. Na naszej drodze oprócz prostych łamigłówek natrafimy na tajemnicze, zakapturzone i bardzo niebezpieczne postaci. Co więcej, kończąc główny wątek fabularny, nagrodzeni zostajemy ostatnim rozdziałem przygody w Edenie. Tym razem wcielamy się w inną postać, spotkaną w trakcie wcześniejszej zabawy. Rozdział ma charakter prologu do całej historii, ukazując jej bohatera w innym świetle.

Abyss: The Wraiths of Eden

Tym, czym charakteryzują się gry tworzone przez Artifex Mundi, jest specyficzna rozgrywka. Podobnie jest w przypadku Abyss: The Wraiths of Eden — przygodówka połączona z tak zwanym hidden object, czyli poszukiwanie konkretnych przedmiotów z listy, ukrytych w stercie innych rupieci. Nie zabrakło również prostych logicznych łamigłówek. Oprawa audiowizualna stoi na dobrym poziomie. Przedstawione podmorskie plansze przypominają nierzadko scenerie miasta Rapture znanego z serii Bioshock. Co więcej, twórcy pokusili się o kilka dynamicznych zbliżeń kamery na widok truposza, które miały na celu wprowadzić do rozgrywki trochę dynamiki.

Poszczególne widoki i lokacje potrafią przyciągnąć oko na dłużej, przede wszystkim dzięki rysowanej stylistyce. Kulą u nogi Abyss: The Wraiths of Eden podobnie jak innych produkcji Artifex Mundi są animacje. Żywe istoty, z którymi musimy wchodzić w interakcję, są dosłownie obrzydliwe. Ruch jest kompletnie nienaturalny, a o twarzach wolałbym nie wspominać. Przyczepić się muszę również do filmików przerywnikowych, które przy większych ekranach momentami kłują brakiem odpowiedniej rozdzielczości. Muzyka najzwyczajniej jest, coś tam w tle gra i to wystarcza. Nie trafimy na żadną melodię, która zapadłaby na dłużej w pamięć.

Abyss: The Wraiths of Eden

Abyss: The Wraiths of Eden to kolejna propozycja dla tak zwanych niedzielnych graczy, którzy cenią sobie niezbyt wymagające, za to zróżnicowane łamigłówki. Zadania wplecione zostały w dość interesującą fabułę. To wszystko okraszone zostało klimatycznymi widokami upadłej podwodnej metropolii. Jeśli jesteście fanami twórczości Artifex Mundi lub po prostu szukacie ciekawej alternatywy, Otchłań powinna znaleźć się na waszej liście zakupów.