Choć premiera Call of Duty WWII tuż za rogiem, wróćmy raz jeszcze do ubiegłorocznego Infinite Warfare, a dokładniej do trzeciego DLCAbsolution. Trzecia paczka map standardowo zawiera trzy zupełnie nowe plansze, jedną odświeżoną oraz co oczywiste, kolejny epizod do trybu Zombie.

Zacznijmy od nowości. Dwie z nowych map zawierających się w rozszerzeniu Absolution utrzymane zostały w klimatach postapokaliptycznych. Permafrost, na pierwszy rzut oka przypomina lokacje znane z jednego z hitów UbiSoftu, czyli Tom Clancy’s: The Division. Trafiamy do opuszczonego, zniszczonego i pokrytego śniegiem Chicago. Brzmi znajomo? Niestety aranżacja przypomina, większość znanych strzelanek, nie jest niczym nowym. Szczęśliwie wizerunek Infinity Ward w tym przypadku ratuje sensowne, przemyślane rozmieszczenie uliczek, zaułków i osłon. Permafrost oferuje znaną i lubianą pośród fanów Call of Duty trzyliniową formułę rozgrywki. Tempo walki można najłatwiej zaobserwować w ciasnych pomieszczeniach teatru i stacji kolejowej.

Absolution

Kolejną planszą nawiązującą do „postapo” jest Bermuda. Tu z kolei, pierwszą myślą jest — wylądowaliśmy w Mad Maksie! Co prawda w porównaniu do uniwersum kreowanego przez Georga Millera jest tu trochę zbyt jaskrawo i kolorowo, jednak całokształt wraku statku robi pozytywne wrażenie. Walka toczy się tu głównie na krótkich dystansach. Ukształtowanie lokacji, rozstawienie budynków, pozwala na częste bieganie po ścianach. Największą bolączką Bermudy jest jednak wielkość oddanego nam obszaru. Mapa sprawia wrażenie zbyt dużej, większość akcji dzieje się w zasadzie na jednym mniejszym obszarze pozostawiając sporą część planszy pustą. Niestety gra w centralnym fragmencie, nie należy do przyjemnych. Duże dystanse przytłaczają gracza.

Absolution

Ostatnią nową mapą jest Fore. Nie ma co ukrywać, gra się tutaj po prostu źle. Strzelanina toczy się na polu do minigolfa. Oprócz budynków obłożonych sztucznym lukrem odwiedzimy magiczny las, a także zamki. Kicz, plastik i tandeta wylewają się wręcz z ekranu. Rozumiem intencje twórców, ale tu po prostu jest tego za dużo. Kiepskiego designu nie ratuje ukształtowanie poziomu. Jakakolwiek taktyka, wykorzystywanie umiejętności nie mają tu większego sensu. Ciasne kąty i same wysokie ściany nie pomagają w balansowaniu rozgrywki. Bałagan zaserwowany przez ekipę odpowiedzialną za Fore miał być chyba prztyczkiem w nos snajperów. Ostatecznie, zabawa jest tu męcząca niezależnie od broni, z której strzelamy.

Absolution



Śladem Sabotage, a później Continuum, Absolution dostarczyło nam kolejną starą mapę w nowym wydaniu. Na multiplayer’owy deser pozostawiłem odświeżone Resistance z Modern Warfare 3, które w dodatku do Infinte Warfare odrodziło się jako Ember. Przyznam, że jest to najbardziej udana z wszystkich czterech map. Na pochwałę zasługuje przede wszystkim różnorodność, której możemy doświadczyć właśnie tutaj. W zasadzie każdy styl gry znajdzie w tej lokacji zastosowanie. Niezaleznie od ulubionej broni, czy podejścia do samej rozgrywki wieloosobowej, na Ember można się świetnie bawić. Znajdą tu miejsce dla siebie fani strzelb, karabinów snajperskich oraz średnich i krótkich dystansów. Zamkowy design, choć jest oklepany pośród większości strzelanek, w zupełności został zrekompensowany przez możliwości zabawy.

Absolution

Oczywiście w Absolution nie mogło zabraknąć nowego, czwartego już epizodu w trybie Zombie. Odniosłem wrażenie, że Infinity Ward skupiło się głównie na tym fragmencie dodatku. „Atak radioaktywnej rzeczy” już od pierwszych chwil przypomina, że tym razem trafiliśmy do filmu z lat 50. Sugeruje to między innymi czarno-biały obraz, który biegiem czasu nabiera koloru. Ten prosty zabieg robi naprawdę piorunujące wrażenie. Rozgrywka wydaje się minimalnie trudniejsza niż w poprzednich odcinkach. By odblokować kolejne barykady, nie wystarcza już czasami sama gotówka. Wraca także motyw włączenia prądu. Oprócz żywych trupów naszym oponentem jest wielki czerwony potwór, czyli tytułowa radioaktywna rzecz.

Wraz z kolejnymi coraz bardziej uciążliwymi falami nieumarłych pojawiają się mniejsi pobratymcy nadchodzącego monstrum. Jeśli mieliście okazję zagrać w Kino Der Toten (Black Ops 3), z pewnością przypomną Wam się wilki. Mapa, na której rozgrywa się „Atak radioaktywnej rzeczy”, jest wyjątkowo zróżnicowana — plaża, wzgórze, kamieniste wybrzeże, a ostatecznie miejskie zabudowania. Rozgrywka między kolejnymi etapami przechodzi bardzo płynnie, co podkreśla wkład prac nad Zombiakami w rozszerzeniu Absolution.

Poprzednie rozszerzenia do Call of Duty Infinite Warfare postawiły poprzeczkę naprawdę wysoko. Choć stara-nowa mapa Ember oraz kolejny epizod Zombie robią wyjątkowo pozytywne wrażenie, obawiam się, iż trzecie DLC — Absolution wypada niestety najsłabiej. Poziom dodatku zaniżyły nowe lokacje do rozgrywek sieciowych — Bermuda, Permafrost oraz Fore. W szczególności ta ostatnia zapadnie mi w pamięć jako kompletnie nieprzemyślana.

promocja