Destiny 2 postanowiłem zrecenzować po wypróbowaniu wszystkich możliwych trybów oraz rozgrywek, w tym Najazd, dlatego na łamach What Next pojawia się ona dość późno po premierze. Zatem, zapraszam na kompletną recenzję Destiny 2 w wersji PC.

Zaczynamy przygodę

Gra niestety nie daje nam nowych ras i klas do wyboru. Jak w pierwszej części możemy wybrać rasę: ludzi, Przebudzonych i Exo oraz klasy Tytan, Czarnoksiężnik lub Łowca. Zaczynamy od prologu, w którym to musimy bronić Ostatniego Miasta przed najazdem nieprzyjacielskiej rasy Cabali a dokładniej ich najpotężniejszej frakcji – Czerwonego Legionu, dowodzonego przez niejakiego Ghaula. Ghaul, jak to wypada w przypadku złych lordów, pragnie zdobyć moc Podróżnika. W wyniku tego odcina on Światło od strażników, wszyscy tracą supermoce, potem je „odzyskujemy”, itd., itd.. Fabuła to naprawdę nic nadzwyczajnego. Zwykła, prosta historia, bez jakichś głębi, niespodziewanych zwrotów akcji, czy… czegokolwiek co mogłoby zaciekawić. Fakt – nie jest to najważniejszy aspekt strzelaniny sieciowej, ale jednak jakiś niesmak pozostaje. Dobrze, że Bungie tym razem zdecydowało się przynajmniej na standardową narrację opowieści, a nie jak w przypadku jedynki. Muszę też przyznać, że niektóre questy fabularne zaprojektowane są naprawdę dobrze.
Poza zadaniami fabularnymi, na mapie są dostępne jeszcze inne questy poboczne. Niestety nie uświadczymy tu zagadek, wykorzystywania mechaniki, czy innych tego typu urozmaiceń. Musimy przejść lokację, zabić wszystko co się rusza, czasem obronić lub zniszczyć cel albo wcisnąć guzik i tyle. Szkoda, że zadania nie są bardziej złożone.
Dodatkowo, przy tworzeniu każdej nowej postaci, musimy przechodzić całą kampanię od nowa… Tak, dobrze przeczytaliście. Jeżeli chcesz stworzyć nową postać, przygotuj sobie kolejnych 7 godzin na fabułę. Szczerze, nie rozumiem tego rozwiązania i takiego podejścia.

Po przejściu (a dokładniej w trakcie przechodzenia) fabuły, odblokowujemy kolejne tryby rozgrywki sieciowej, by po przejściu linii fabularnej uzyskać (prawie) pełny do niej dostęp. Wyjątek stanowią tryby Nocny Szturm, Wyzwania Dziewiątki oraz oczywiście Najazd – dokładniej opiszę je później. Aby w nich uczestniczyć, musimy mieć odpowiedni poziom Mocy (Światła). Tutaj zaczyna się to, z czego pierwszy Destiny słynął a drugi nie odstaje:

Niekończący się grind

W dwójce ten aspekt znacznie poprawiono, choć niektórzy narzekają, że podbijanie Mocy stało się zbyt łatwe. I rzeczywiście – do poziomu 270, który pozwoli na dostęp do wszystkich aktywności, możemy dobić w dwa dni po skończeniu fabuły. Wystarczy, że dobrze wykorzystujemy system engramów i zdobywania Kamieni Milowych. Engramy możemy farmić na kilka sposobów. Możemy dropić je w dungeonach (Utracone Strefy rozrzucone po mapach), publicznych wydarzeniach, krótkich misjach typu Partol, czy zdobywając punkty reputacji dla NPC w danej lokalizacji. Najłatwiejszy jest ostatni sposób, gdyż wykonując inne zadania na mapie, zdobywamy też punkty dla danego NPC. W świecie dostępnych jest też kilka dużych zadań na wyposażenie, które przebija nasz sprzęt o dobrych kilka punktów. Sporo osób narzeka na taki system, dla mnie jest on jednak tylko odrobinę zbyt łatwy. Przez to, że legendarne graty wypadają często, nie mamy aż takiej satysfakcji z jego zdobycia. Poza tym, naprawdę nie ma na co narzekać. Po rozpoczęciu zmagań PvP naprawdę nie czuję, abym mocno odstawał możliwościami, tylko dlatego, że nie należę do „Elitarnego Kółka Parcia na Gear”. W wielu grach naprawdę da się to mocno odczuć. Dla mnie system grindu oraz jego zbalansowanie jest zdecydowanie na plus.

Zagrajmy wreszcie przez sieć: PvE

Nie ma gry sieciowej bez trybów rozgrywki z innymi graczami. W Destiny 2 możemy każde zadanie, czy to poboczne, czy to główne, wykonać z kolegami w tzw. Grupie Uderzeniowej (Fireteam). Kooperacja w takich zadaniach sprowadza się jedynie do tego, że razem ubijamy hordy wrogów i jest nieco łatwiej. Mapy oraz przeciwnicy nie wymuszają na nas nie wiadomo jakiej współpracy. Sytuacja zmienia się, gdy rozpoczynamy Szturmy, Nocne Szturmy oraz Najazd. W tych trybach, bez doskonałej synchronizacji, komunikacji i współpracy nie będziemy w stanie zbyt wiele zdziałać. Drużyna często musi wykonywać jednocześnie różne czynności, rozbiegać się lub zbierać odpowiednie przedmioty tak, aby nie zebrał ich nikt inny. I tak: Szturm, to typowy dungeon, niestety tylko 3-osobowy. Jest to zdecydowanie zbyt mało. Znacznie przyjemniej grałoby mi się we 4. Nocny Szturm, to losowana co tydzień mapka Szturmu ze sporymi utrudnieniami. Oczywiście nagroda jest za nią lepsza. Najazd, to znany i lubiany rajd. Jest to zdecydowanie najlepiej przemyślany i najbardziej nastawiony na kooperację punkt Destiny 2. Nie będę opisywał go szczegółowo – po prostu szczerze polecam.
Po zagraniu w kilka Szturmów, Nocnych Szturmów i Najazdu mogę spokojnie napisać – szkoda, że Bungie nie kładzie takiego nacisku na inne rzeczy. Te trzy aspekty są zdecydowanie najlepszym, co Destiny 2 ma do zaoferowania. Tylko część graczy może nie być aż tak wytrwała, żeby do nich dojść. Nie pomaga fakt, że komunikator klanowy mamy dostępny tylko przez stronę albo aplikację oraz nie ma też żadnego sposobu na dogadanie się z losowymi ludźmi co do organizacji Najazdu albo Nocnego. Pozostaje tylko „gra z przewodnikiem”, który dobiera nam towarzyszy.

PVP

PvP, czyli tzw. Tygiel, dzieli się na 3 tryby: Szybka gra, Rywalizacja oraz Próby Dziewiątki. Próby, to znany z jedynki  tryb, w którym udział musi wziąć pełna ekipa. Po wygraniu 7 meczy (i nie przegraniu więcej, niż 3), zdobywamy legendarne wyposażenie. Szybka gra oraz Rywalizacja dzielą się na jeszcze kilka rodzajów rozgrywki, skupmy się jednak nad zmianami, jakie zaszły od jedynki. Aktualnie PvP gra się we 4 (w jedynce było to 6 osób), wydłużono czas działania umiejętności specjalnych oraz przeniesiono snajperki na broń specjalną (wymaga fioletowej amunicji). Jak dla mnie – zmiany są naprawdę na plus. Rozgrywki są dynamiczne, nie za długie i strzela się po prostu przyjemnie. Musimy też sporo współpracować z drużyną, jeżeli chcemy odnieść zwycięstwo. Nie wystarczy najcelniej strzelać. Odpowiednie flankowanie przeciwnika, utrzymanie kluczowej pozycji na mapie, odpowiednie wykorzystywanie zdolności, czy zabezpieczanie fioletowej amunicji – to wszystko może zaważyć o przegranej albo zwycięstwie. Mapy do PvP również nie pozostawiają wiele do życzenia – są dobrze zbalansowane, łatwo znaleźć kluczowe miejscówki oraz dają sporo możliwości na niespodziewane zagrywki.

Grafika i muzyka

Od strony techniczno-wizualnej produkcja Bungie to naprawdę najwyższa liga. Gra wygląda naprawdę ładnie, mimo jej korytarzowego charakteru. Lokacje są świetnie zaprojektowane, mapy wyglądają przecudownie, efekty również stoją na najwyższym poziomie. W kwestii stabilności też nie mam za wiele do zarzucenia. Czasami zdarzy się, że gra rozłączy z lokalizacją (głównie na Wieży jest ten problem), ale ogólnie działa bardzo stabilnie i dobrze. Podczas testów (a gram w zasadzie od premiery PC) tylko raz zdarzył się spory problem z serwerami a rozłączenie nie więcej niż 5. Jest to naprawdę dobry wynik, biorąc pod uwagę popularność tytułu. Destiny 2 nie wymaga też potwornie mocnego sprzętu do poprawnego działania. Przez jakiś czas musiałem grać na zastępczej karcie graficznej (Radeon R9 270X) i mimo tego nie miałem najmniejszych problemów z uzyskaniem satysfakcjonującej płynności.
Muzyka to majstersztyk. Ciężko mi napisać cokolwiek innego. Ścieżka skomponowana przez Michaela Salvatori’ego (komponował też do pierwszego Destiny oraz serii Halo) idealnie wpasowuje się w sytuację na ekranie i mocno zapada w pamięć. Ode mnie w kwestii muzyki i ogólnego audio leci 10/10. Polski dubbing pozostawia jednak trochę do życzenia. Ja większość czasu grałem jednak na angielskiej wersji językowej.

Podsumowanie

Destiny 2, to wg mnie trochę zmarnowanego potencjału. Jeżeli nie graliście i nie znacie pierwszej części, przyjmiecie ją znacznie lepiej, niż weterani jedynki. Dlaczego? Otóż w powyższej recenzji nie napisałem do tej pory o największym minusie Destiny 2 – jest to prawie to samo, co serwowała pierwsza część ze wszystkimi DLC. Wprowadzono jedynie zmiany, których wymagała większość graczy, poprawiono to co irytujące – i w zasadzie tyle. Nie mamy nowych klas, umiejętności, walk pojazdami, zupełnie nic. Mamy przecież Moc/Światło i naprawdę głównym orężem Strażników jest karabin maszynowy? Bungie mogłoby coś więcej wymyślić. Naprawdę nie chcę, żeby seria Destiny wprowadzała nowości tylko w płatnych DLC, a w tą stronę aktualnie ten tytuł zmierza. Pozostaje czekać do 5 grudnia na pojawienie się pierwszego DLC: Klątwa Ozyrysa.
Nie mniej – Destiny 2 jest rewelacyjną grą sieciową, za co otrzymuje ode mnie wyróżnienie. Na platformie PC nabrała dodatkowych rumieńców i jest świetnym wprowadzeniem serii na platformę Windowsową.

promocja